poniedziałek, 2 stycznia 2017

Invisible but effective

Nowy Rok się zaczął, a więc czas na nowy wpis:) Macie jakieś postanowienia noworoczne? Nie zamieszczam postów zbyt często, ale staram się, aby przekazywały coś wartościowo i pomocnego. Mam nadzieję, że będzie tak i tym razem! Dziś chcę się z Wami podzielić moim nowym odkryciem znanego od wielu lat kosmetyku - konturówki do ust! Z wiekiem jednak odkrywa się to, co zawsze się omijało szerokim łukiem;) Też tak macie?

CZY TO JEST DLA MNIE?


Z reguły nie maluję ust. Robię to wyjątkowo rzadko i zawsze na jakąś okazję. Codzienny makijaż ust wydawał mi się zawsze mało praktyczny. Wiadomo: przekąska, kawa, woda, lunch - niewiele szminek potrafi to przetrwać. Trzeba robić poprawki w ciągu dnia. Dodatkowo jak jesteśmy niewprawione w malowaniu ust dochodzi sprawdzanie co pół godziny czy nigdzie się nie rozmazała pomadka. No ale, oczywiście przyszedł ten moment, że zaczęłam przyglądać się w drogeriach pomadkom. Może nie zamierzam się nimi malować codziennie, ale raz w tygodniu, czemu nie? Zawsze to miła odmiana od standardowego makijażu. Zwykle mam na ustach tylko ochronną pomadkę, czasem lekki błyszczyk zbliżony do naturalnego koloru ust. Dobór odpowiedniej pomadki nie był prosty. Efekty poszukiwań przedstawię Wam w kolejnym wpisie, gdyż w tym chcę się skupić właśnie na konturówce. Potrzebna czy nie? Po co w ogóle jej używać? 

Co daje konturówka do ust:

  • sprawia, że usta maja wyraźny kontur, dzięki czemu łatwiej nakładać pomadkę
  • potrafi optycznie lekko powiększyć wargi
  • jest świetnym utrwalaczem pomadki
  • może być używana solo dla podkreślenia koloru ust
  • idealnie sprawdzi się dla kobiet, które borykają się z opryszczką i przez to mają lekko rozlany kontur ust
Jak widzicie konturówka daje wiele. Dlaczego więc jest tak bardzo niedoceniana? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że aplikacja konturówki kojarzy się z czymś trudnym i czasochłonnym? Tak, makijaż z jej użyciem zajmuje na początku ciut więcej czasu, ale nie więcej niż rozsmarowanie błyszczyka:) Faktem jest, że jak ktoś raz się to niej przekona do pozostaje jej wierną fanką;)


OK, ustaliłyśmy, że chcemy wypróbować ten kosmetyk. I co dalej? Ja, ponieważ nie korzystałam z takich kosmetyków wcześniej i nie wiedziałam, czy w ogóle mi przypadną do gustu, nie chciałam wydawać na nią zbyt wysokiej kwoty. Nawet 15 PLN wydawało mi się zbyt dużo. Wiadomo cena = jakość, ale czy na pewno? Na poszukiwania udałam się do Natury, gdzie od razu w oko wpadły mi kosmetyki Wet n Wild. Fajnie, że w końcu są dostępne na drogeryjnych półkach! Znałam je już wcześniej, głównie z filmów amerykańskich wizażystek. Te kosmetyki są tanie (ich cena często nie przekracza 10 PLN, a dodatkowo trafiłam na promocję), wydajne i mają ciekawą gamę kolorystyczną. Niestety z dostępnych konturówek nie było mojego koloru, więc skusiłam się na równie tanią i skuteczną firmę Essence. Na ich kosmetykach jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Za swoją konturówkę zapłaciłam nie więcej niż 6 PLN. A skoro jesteśmy przy kolorze, to jaki wybrać? Pamiętam jak kilka lat temu, jako nastolatka przeglądałam kolorowe magazyny: zawsze było podkreślane, że konturówka powinna być w odcieniu pomadki, ewentualnie o ton jaśniejsza. Łatwo poradzić, trudniej wykonać. Pomadek jest kilkanaście kolorów, konturówek tylko kilka. Są co prawda zestawy idealnie dobrane, ale czy to naprawdę konieczne? W końcu do każdej pomadki trzeba byłoby kupić inną konturówkę. Ja to widzę inaczej! Oczywiście jeżeli czeka Cię ważne wyjcie, lub codziennie malujesz usta, najlepiej wybierz konturówkę w odcieniu pomadki. Ale jeżeli szukasz konturówki uniwersalnej i do pomadki i do noszenia solo - wybierz tę w naturalnym kolorze ust! Będzie świetnie się prezentowała i osobno i prze nawet ciemnych pomadkach. Najlepiej więc wybierać konturówki w świetle dziennym, a jak wiadomo w drogeriach raczej o takie trudno. Warto sprawdzać kolor na opuszku palca - jest bardziej zbliżony do ust niż wierzch dłoni. Odcień który ja wybrałam to 11 nude. Zdjęcia zrobiłam w dziennym żeby jak najlepiej pokazać kolor kredki. Trochę się martwiłam, że będzie zbyt jasna i niestety trochę tak jest. Odcień ciemniejszy byłby za to już zbyt różowy. Ta w odcieniu nude, po odpowiednim rozprowadzeniu sprawdza się jednak doskonale i wcale się nie odznacza!


Jeżeli chodzi o o trwałość, to trzyma się na ustach w nienaruszonym stanie ok. 8 godzin. Czyli według mnie - idealnie. A jakie są Wasze doświadczenia z konturówkami? Korzystacie z nich?