czwartek, 14 maja 2015

Skate up!

  Zimę czasem lubię. Oczywiście, gdy nie muszę przy minus 10 stopniach sterczeć na przystanku:) Lubię ją głównie ze względu na sporty zimowe. Łyżwy, snowboard – to jest to, co pomaga mi przetrwać niskie temperatury. Zastanawiacie się pewnie, po co to wszytko piszę, skoro właśnie mamy wiosnę w pełni. Otóż już wyjaśniam – posezonowe czyszczenie magazynów! Napiszę o tym, co można upolować na wyprzedażach poza sezonem.

 
  Właśnie teraz jest najlepszy czas na zakup sprzętów i akcesoriów zimowych. Rzeczy, które w lutym przecenione były o 30%, teraz można kupić praktycznie za połowę ceny. Uwaga – należy się spieszyć. Niebawem wszystkie tego typu sprzęty zostaną odesłane do magazynów, a w sklepach pojawią się dopiero w okolicach października. Oczywiście z wyższą ceną. Kiedyś ktoś się mnie zapytał, czemu szukam zimowych akcesoriów, skoro przydadzą mi się dopiero za niemal rok. A dlatego, że czas i tak minie, a rzecz kupiona w niskiej cenie, w sezonie będzie cieszyła podwójnie:) Serio!


  Praktycznie co roku, zimą, obiecuję sobie, że na łyżwy będę chodziła co tydzień. W wyjątkowych sytuacjach co dwa. W Warszawie lodowisk jest bardzo dużo, część z nich – bezpłatnych. Jak to wyglądało w praktyce? Byłam może ze 4 razy? Za rok na pewno się poprawię, zwłaszcza, że teraz mam powód – nowe łyżwy, kupione dosłownie kilka dni temu. Moje poprzednie łyżwy trafiły do mnie przypadkiem. Kilka lat temu były nieudanym prezentem dla innej osoby. Dla niej okazały się za małe. Mimo że były na mnie o 2 numery za duże, jeździłam w nich i muszę przyznać, że było ok. Wystarczyło założyć grubszą skarpetkę. Zawsze chciałam mieć jednak łyżwy bardziej dopasowane do stopy i własnego gustu. Odwlekałam zakup, bo czy muszę mieć nowe łyżwy przy takiej częstotliwości użytkowania? Teoretycznie – nie. Ale jak wiadomo, ładne fasony kuszą:) Już na początku zimy upatrzyłam bardzo ładny model – Fila Donna. Są bardzo kobiece, zgrabne i występują w 3 wariantach kolorystycznych: różowym, zielonym, brązowym. Podobały mi się wszystkie. Cena regularna to 269 PLN. Na Allegro i Olx można było znaleźć je w cenie 239 PLN. To niby standardowa stawka jak na tego typu sprzęt. Ale czy to był artykuł pierwszej potrzeby? Nie. I tak ciągle jeździłam w swoich otrzymanych w spadku przydużych łyżwach. Jakiś czas później pojawiła się aukcja, gdzie upatrzony model kosztował 169 PLN! Niestety trochę się zagapiłam i okazja przeszła koło nosa. Nie żałowałam jakoś specjalnie, szczerze mówiąc. Sezon łyżwowy i tak się kończył. Aż nagle, kilka dni temu, pojawiły się znowu. Uwaga – za 119 PLN! Z wysyłką gratis. Tym razem zdecydowałam się na zakup. Miałam obawy dotyczące rozmiaru – teoretycznie były ciut za małe. Na szczęście okazało się, że nie cisną. Po prostu wydawały się niezwykle małe w porównaniu z tymi o 2 numery za dużymi:) Oszczędność wyniosła 150 PLN w stosunku do ceny regularnej. Uwaga! Musze Was uczulić, żebyście zawsze sprawdzali długość wkładki, a nie tylko rozmiar. Mój rozmiar buta 37 to w różnych  sklepach: 23 cm, 23,5 cm lub nawet 24 cm. W przypadku łyżew jest jeszcze inaczej, gdyż tu dochodzą połówki numerów.
 

 
  Warto szukać w sieci rzeczy, których nie upolowaliśmy w sezonie. Dodatkowo macie dzięki temu większe szanse na kupienie. W momencie, kiedy wszyscy szukają rolek, Wy przeglądacie deski snowboardowe. Łyżwy na razie leżą w pudełku i czekają na swój czas. A póki co – trzeba przygotować się do sezonu rowerowego!