piątek, 28 listopada 2014

Tubes vs scarves

  Pierwszy śnieg w tym roku już spadł... I chwilę później stopniał:) Jednak ta sytuacja zmotywowała mnie do przejrzenia zimowych akcesoriów. Chyba najwyższy czas sięgnąć po szaliki, czapki, rękawiczki i kominy. Od zawsze w starciu szaliki - kominy w mojej szafie wygrywały te pierwsze. Dorobiłam się już sporej kolekcji:) Dlatego w tym sezonie postanowiłam zaopatrzyć się w komin.
  Moim zdaniem szalik jest bardziej praktyczny. Można się nim owinąć w chłodny dzień. Z kominami zawsze miałam ten problem, że ciężko je ułożyć. Ale w końcu jest tyle fasonów, że chyba każdy powinien znaleźć komin, który poza funkcją ozdobną choć trochę chroni przez mrozem. Szukałam komina w neutralnym kolorze - brązowym, czarnym lub kremowym. Lubię, jak rzecz jest uniwersalna i pasuje do więcej niż jednej kurtki. Spory wybór jest w Reserved. Ja zdecydowałam się przymierzyć dwa.

   
  Kremowy komin z cekinami to klasyk. Od kilku sezonów królują  akcesoria z ozdobami. Na szczęście nie są to błyszczące, rażące i kiczowate cekiny. Te są delikatne, lekko się błyszczą i dodają kominowi sporo uroku. Jest lekki, cienki, przyjemny w dotyku. Myślę, że to dobry wybór. Cena - 49.99 PLN.


  Drugi komin jest znacznie grubszy. Byłby pewnie lepszą ochroną przed mrozem niż pierwszy, gdyby nie fakt, że nie można się nim szczelnie okręcić. Żadnym sposobem nie udało mi się przełożyć go dwa razy. Cena - 59,99 PLN. Ładny kolor, ale ja bym go nie kupiła. 

  
  C&A to sklep, który lubię głównie za dodatki. Znalazłam tam fajny szalik. Jest długi, ciepły i można go układać wedle upodobań. Na szczęście powstrzymałam się przed zakupem. Na dzień dzisiejszy tego typu akcesoriów mam pod dostatkiem:) Ten szalik kosztuje 69,90 PLN. Musze przyznać, że taki szalik jest bardzo w moim stylu.

  
  Drugą rzeczą, którą przymierzyłam w C&A, był czarny futerkowy komin. Jest przyjemny w dotyku, ale przed zimnem chroni raczej słabo. Jako ozdoba na pewno się sprawdzi. Cena - 59,90 PLN. Sporo jak na tego typu ozdobę. Polecam Wam stronę internetową C&A - w dziale akcesoria znajdziecie różne modele szalików i kominów. A jest w czym wybierać.


  House to marka skierowana głównie do młodzieży, ale i mi czasem zdarzy się coś tam kupić:) Zwłaszcza, że akcesoria zimowe są raczej uniwersalne. Przyznam, że komin ze zdjęcia najbardziej przypadł mi do gustu. Wygrywa pod względem koloru. Niby szukałam innego, ale intensywny żółty zdecydowanie pasuje do mojej karnacji. Cena - 39,99 PLN.


  Kilka razy na blogu narzekałam na ubrania i buty z H&M. Ten sklep jest jednak niezastąpiony, jeżeli chodzi o dodatki. Znajdziecie tam duży wybór czapek, kominów, szalików i rękawiczek. Moją uwagę zwrócił brązowy komin. Układa się całkiem ładnie, cena standardowa - 39,90 PLN.

  
  Amatorzy intensywnych i niestandardowych kolorów powinni zajrzeć do New Look. Fuksjowy komin za 49,99 PLN na pewno ożywi niejedną stylizację.


  W końcu znalazłam komin spełniający moje wszystkie kryteria w Stradivariusie. Podoba mi się kolor i delikatny, ale widoczny wzór. Dla mnie taki neutralny komin jest nr 1.


  Podsumowując, w sieciówkach ceny są bardzo zbliżone. Podobnie jest z fasonem i kolorem zimowych akcesoriów. Osoby, które mają zdolności manualne i druty, mogą pokusić się o zrobienie własnego komina czy szalika. Plusy są takie, że wtedy będziemy mieć rzecz unikatową i dokładnie taką, jaką chcemy. Cena jednej włóczki to ok. 8 PLN. Sama dawno temu potrafiłam zrobić prosty szalik. Niestety już zapomniałam. Pamiętam jednak, że nie było to specjalnie trudne, tylko czasochłonne. Może kiedyś odświeżę tę wiedzę i wydziergam szalik:) Swoją drogą druty i szydełka przeżywają swoisty renesans. Już nie są wyłącznie atrybutem babć:) W czasach, gdy tak silnie promowany jest indywidualny styl, po robótki sięga coraz więcej młodych osób. Jeżeli chcecie się nauczyć dziergać, wystarczy sięgnąć po jedną z książek. W tego typu poradnikach krok po kroku autorzy opisują, jak poradzić sobie z włóczką:)

A tak w ogóle - wolicie szaliki czy kominy?:)

środa, 19 listopada 2014

It's time for new winter shoes - boots!

  Według najnowszych prognoz pogody niebawem nadejdzie mroźna zima. Nie trzeba się tym koniecznie martwić, bo za kilka dni prognoza może się zmienić o 180 stopni:) Jaka by jednak nie była, warto zaopatrzyć się w buty na chłodniejsze dni. Sprawdziłam, co można znaleźć w popularnych sklepach. Teoretycznie jest mnóstwo wzorów, kolorów i fasonów. Oczywiście do czasu, gdy chcemy coś kupić. Wtedy okazuje się, że mimo tak szerokiego asortymentu, wcale nie jest łatwo wybrać botki czy kozaki. 
  W pierwszej kolejności zajrzałam do Reserved. Teraz trwa tam sezonowa wyprzedaż i część butów można kupić w promocyjnej cenie. Wcześniej na stronie internetowej zaciekawiły mnie brązowe botki. Początkowa cena to 179,99 PLN. Obecnie kosztują 139,99 PLN. Nie jest to duży rabat, ale zawsze trochę taniej:)


  Muszę przyznać, że na żywo trochę mnie rozczarowały. Mają ładny kolor, lecz to niestety jedna z niewielu ich zalet. Na nodze nie leżą najgorzej, ale też nie idealnie. Dodatkowo mam wątpliwości co do wykonania - ślady po kleju są widoczne. Może gdyby kosztowały trochę mniej, mogłabym je kupić. Na razie jednak się na nie nie zdecyduję. 

  W Reserved znalazłam za to ciekawe kozaki. Materiał - 100% skóra, cena 229,99 PLN (są na promocji, wcześniej kosztowały 329,99 PLN). Podoba mi się, że nie mają zbędnych ozdób. Kozaki są proste, eleganckie, z suwakiem z boku (nie przepadam, gdy jest z tyłu). Może i mają lekko za szeroką cholewkę i odstają w łydce, ale nie rzuca to się w oczy. Jak na buty z sieciówki oceniam je wysoko.


  Odwiedziłam też mój ulubiony sklep obuwniczy - CCC. Lubię go głównie za kolekcje marki Lasocki. Mają porządne skórzane buty. Ceny są jednak adekwatne do jakości. Chociaż z drugiej strony materiały oraz wykonanie są na naprawdę wysokim poziomie. Czarne skórzane oficerki ze zdjęcia kosztują 329,99 PLN. Czyli w zasadzie tyle, co buty w Reserved przed promocją. Ładnie leżą na nodze i co ważne - są wygodne. W tym sezonie szukam płaskich kozaków, ewentualnie na niewysokim obcasie. I te są według mnie prawie idealne. Buty marki Lasocki doceniają też inni klienci - w sklepie, w którym byłam, zostały 3 pary. Na szczęście będą jeszcze dostawy. 


  Spodobały mi się też inne kozaki z CCC. Cena 299,99 PLN. Trochę tańsze, a równie fajne. Poszukuję możliwie najprostszych fasonów. W kozakach nie lubię zbędnych ozdób. Klamerki, paseczki itp. są faje w botkach, ale do kozaków mi nie pasują. W tym przypadku nie prezentowały się najgorzej. Można powiedzieć - wyjątek od reguły:) Podoba mi się tu również połączenie materiałów, co również stanowi wyjątek w moim przypadku. Nie są to na pewno buty, które spodobają się każdemu.  


   W CCC znalazłam też botki podobne do tych z Reserved. Jakość wykonania zupełnie inna. Na korzyść Lasockich oczywiście. Na nodze też moim zdaniem lepiej się prezentują. Mają dłuższe, mniej zaokrąglone noski, więc automatycznie wyszczuplają nogę. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to kolor. Nie lubię butów w odcieniu tak ciemnego brązu z bordowym połyskiem. A niestety innych nie było. Cena 249,99 PLN. 


  Buty w H&M to dla mnie jakieś nieporozumienie. Zarówno gdy chodzi o ich wykonanie, jak i ekspozycję. W każdym sklepie, który odwiedzałam, buty zawsze były nieestetycznie porozrzucane. Ludzie szukają swojego rozmiaru i pozostałe traktują jak niepotrzebne dodatki. Dosłownie. A widocznie obsługa nie nadąża z odstawianiem ich na miejsce. W efekcie buty są tam wiecznie brudne i nie zachęcają do przymiarki:) Postanowiłam jednak czegoś poszukać. Moją uwagę zwróciły skórzane kozaki na obcasie. Cena 399 PLN. Tak jak wspominałam, przez złą ekspozycję nie wyglądają jak buty za prawie 400 PLN. W końcu nikt ich jeszcze nie nosił, a już wyglądają, jakby miały na koncie kilometry spacerów:) Zakurzone i powycierane leżały pod wieszakami. Mają jeden poważny minus - brak suwaka. Długie kozaki bez suwaka fajnie wyglądają na nodze, ale dla osób z wysokim podbiciem ich załażenie to niezła gimnastyka;) Tu jednak jestem subiektywna. Obcas też mnie nie przekonuje. Ogólnie wysokość jest dobra, ale wykonanie dość słabe. To w końcu drogie buty ze skóry, a błyszczący obcas wygląda tu tanio. No to teraz czas na plusy: materiał i ładna cholewka. Nie są to jednak buty dla mnie. Nie kupiłabym ich, nawet gdyby kosztowały połowę mniej. Idealnie za to pasowałyby do sukienek.


  Jeżeli poszukuję butów, to prawie zawsze zaglądam do Deichmanna. Lubię ten sklep przede wszystkim dlatego, że nie robią problemów z reklamacjami:) Asortyment w Deichamnnie to często loteria - może się coś fajnego trafić albo i nie. Zwykle te fajniejsze modele bardzo szybko się wyprzedają. Doświadczyłam tego, gdy szukałam mokasynów. Poza tym dość często są organizowane promocje i inne akcje rabatowe. Także z zakupami w Deichamnnie trzeba się spieszyć. Inna sprawa, że kultowe modele pojawiają się w prawie każdej kolekcji. Nawet jak się wyprzedadzą, to wrócą w lekko zmienionej formie. Zaraz przy wejściu do sklepu moim oczom ukazał się napis "SALE". Kilka par kozaków jest obecnie sporo przecenionych. Zwróciłam uwagę na buty marki Catwalk za 239 PLN.


  Jedyny ich plus to materiał - skóra. Niestety cała reszta wygląda słabo. Na ich przykładzie mogę opisać, dlaczego takie buty nie są odpowiednie dla większości sylwetek. Zwróćcie uwagę na zaokrąglony nos. Przez to buty wyglądają ciężko i to przenosi się na nogi właścicielki kozaków. Buty z takim czubkiem nadają się dla naprawdę wysokich kobiet z bardzo szczupłymi nogami. Słowo klucz: bardzo. Druga sprawa to suwaki - aż dwa. 


  Duża liczba suwaków, zwłaszcza takich dużych pogłębia efekt ciężkości butów. Dodatkowo pikowanie między suwakami. Dla mnie to już jest przekombinowane. Nie są to buty marzeń i trochę dziwi mnie fakt, że tak szybko się rozeszły. 
  W Deichmannie spodobały mi się natomiast brązowe kozaki marki Graceland. Niestety tylko na półce. Za bardzo odstawała cholewka. Co prawda można ją trochę wyregulować za pomocą klamerki, ale nie miałam za bardzo czasu, żeby się tym bawić. Cena niska, tylko 139 PLN. Niestety jakość adekwatna do ceny. 


  Sensowne kozaki z Deichamnna miały tylko jedną wadę - kolor:) Jakoś nie lubię ciemnego brązu. Buty są lekko ocieplane od środka. Cena - 319 PLN.


  W zeszłym roku kupiłam fajne (co prawda nie ze skóry) kozaki w Housie. W tym sezonie możecie znaleźć tam modne kozaki sięgające uda. Według mnie ta długość jest świetna i nie przekonuje mnie opinia ekspertów, że zaburza proporcje. Cena za buty to 199,99 PLN. Skórzane oczywiście nie są. I na zdjęciu może wyszły trochę jak kalosze, ale gwarantuję, że jak na tę cenę to naprawdę fajne buty.




Przy okazji możecie podziwiać nieskazitelną czystość lustra;)



  Bardzo podobne, ale droższe możecie znaleźć w Stradivariusie. Niestety nie było ich w sklepie stacjonarnym, więc nie mogłam przymierzyć. Cena 259,90 PLN. Myślę, że jeszcze będzie okazja, żeby się im przyjrzeć. Dostępne są w dwóch wariantach czarnym i brązowym. Buty do rozważenia. Niestety wyprzedaże dopiero za miesiąc. Założyłam za to inne - brązowe kozaki za 199,99 PLN. 

  Kozaki miały jednak poważny minus - brak suwaka. Jak dla mnie są to fajne buty do założenia od czasu do czasu. Ale nie chciałabym się męczyć z ich zakładaniem codzienne. Chociaż przyznaję, że bardzo podoba mi się ich kolor i fason. Może podczas wyprzedaży się nad nimi zastanowię.

  Promocje na kozaki są również w New Looku. Nigdy nie kupowałam tam butów, więc nie mogę się wypowiedzieć o ich jakości. Niestety na pierwszy rzut oka sytuacja jest analogiczna jak w tych z Deichmanna. Jedne z nich są nawet bardzo podobne. Kozaki wyglądają na ciężkie. Cena za to korzystna - 199 PLN. Od tego należy odjąć jeszcze 75 PLN. Ale czy warto je kupić? Każdy musi zdecydować sam:) Może nie są bardzo złe, ale na pewno nie w moim stylu.


   A Wy jak - macie już buty zimowe? Mam nadzieję, że mój rekonesans choć trochę pomógł Wam podjąć decyzję;) Jak widzicie, w tym poście temat kozaków nie został wyczerpany. Na pewno w niedługim czasie pojawi się kolejny post z zimowymi butami w roli głównej. 

wtorek, 11 listopada 2014

Relax, movies, popcorn!

  Lubicie popcorn? Moda na prażoną kukurydzę przywędrowała do nas zza oceanu (tereny obecnego Meksyku). Pierwsze wzmianki o prażonej kukurydzy pochodzą z 4700 roku p.n.e. Już wtedy znano takie przekąski;) Teraz to często nieodłączny atrybut kinomaniaka;) Podczas wizyty w kinie co druga osoba taszczy z baru kubełek popcornu. Duży popcorn w Cinema City kosztuje 12.90 PLN. Taka sama sytuacja jest w Multikinie. A to sporo. Wizyta w kinie powinna być czymś normalnym, co nie nadszarpnie zbytnio rodzinnego budżetu. Ale policzmy: 1 bilet normalny w kinowej sieciówce kosztuje 26 PLN.  Rzadko chodzi się do kina samemu, więc trzeba uwzględnić osobę towarzyszącą. Za same bilety zapłacimy 52 PLN. Dodatkowo, jeżeli jesteśmy zwolennikami amerykańskiego stylu oglądania filmów, musimy doliczyć zestaw. Dwa średnie napoje i duży  popcorn = 25  PLN (W Cinema City). Tak więc wypad do kina to wydatek rzędu 77 PLN. Drogo jak na seans, który trwa średnio 1,5 godziny. O tym, jak zaoszczędzić na wizytach w kinie (bo są filmy, które trzeba obejrzeć na dużym ekranie), pisałam w jednym z postów. Dziś skupię się na popcornie:) W końcu film można obejrzeć w domowych warunkach z własną kukurydzą. Tylko trzeba wiedzieć, jak ją przygotować. Sposobów jest kilka. 


Popcorn z mikrofalówki 

 


  Coraz bardziej popularnym sprzętem AGD w domach są... mikrofalówki. Kilka lat temu nie cieszyły się dobrą sławą. Jedzenie z mikrofalówek było gumowe, niesmaczne, a co najgorsze - bardzo niezdrowe. Historie o szkodliwym promieniowaniu słyszał chyba każdy. Osobiście uważam, że jedzenia z tego sprzętu powinno się unikać. Sama jednak mikrofalówkę posiadam i korzystam z niej sporadycznie. Popcorn z mikrofali raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzi;) Wychodzi jednak drogo. Paczka popcornu kosztuje średnio 2,69 PLN za 90 gramów. Pojemność nie jest zbyt duża. Ale w tym przypadku to może i lepiej, ponieważ 100 g takiej kukurydzy to aż 480 kcal. Plusem popcornu z mikrofalówki jest jego dostępność. Dodatkowo ma wiele smaków: solony, maślany, karmelowy. Zwróćcie jednak uwagę na skład... Słynne E(ileś tam) pojawia się dość często. Popcorn z mikrofali zdrowy nie jest, tani też nie, ale nieźle smakuje. Od czasu do czasu można sobie pozwolić na taką przekąskę. Oby nie za często.


Klasyka sama w sobie

 


  Najbardziej klasycznym rozwiązaniem jest popcorn przygotowywany w garnku:) Przez jakiś czas to była moja najlepsza metoda. Tu sami decydujemy o ilości. Wystarczy w dużym garnku rozgrzać olej  i wsypać kukurydzę tak, aby zakryła dno. Taka kukurydza jest znacznie bardziej zdrowa niż ta z mikrofali. Zawiera mniej tłuszczu i konserwantów. Podczas prażenia trzeba koniecznie zakryć garnek pokrywką. Po kilku minutach kukurydza zacznie strzelać. Co jakiś czas trzeba garnkiem potrząsnąć, aby uniknąć przypalenia kukurydzy. Miałam kiedyś dość nieprzyjemną sytuację z popcornem: garnek rozgrzał się tak bardzo, że tłuszcz się zapalił... Na szczęście (albo i nie) nie byłam w domu sama. Niestety osoba, która przybiegła z pomocą, w pierwszym odruchu wrzuciła garnek pod kran... i na kilka sekund w płomieniach stanęły szafki kuchenne. Myślałam, że konieczna będzie interwencja straży pożarnej, ale na szczęście skończyło się na strachu i spalonym garnku:) NIGDY NIE WRZUCAJCIE PALĄCEGO SIĘ GARNKA POD WODĘ! - niby oczywiste, ale w krytycznych sytuacjach się o tym zapomina. Po tym wydarzeniu długo nie jadłam popcornu. Kukurydza do przygotowania w garnku kosztuje ok. 3,50 PLN (w Carrfourze 3,49 PLN) za 500 gramów. To znacznie bardziej opłacalne niż popcorn do mikrofalówki.

Popcorn machine

 


  Maszyna do robienia popcornu to bardzo ciekawy gadżet. Dzięki niemu możemy szybko i sprawnie przygotować popcorn. Urządzenie jest bezpieczne i łatwe w obsłudze. Swoją maszynę kupiłam w Lidlu za ok. 40 PLN. Niestety było to dość dawno i nie pamiętam dokładnej kwoty. Na Allegro można bardzo podobną nabyć w granicach 49,00 - 79,90 PLN. Warto jednak sprawdzać asortyment w Lidlu, ponieważ co jakiś czas pojawiają się takie gadżety. Plusem urządzenia jest to, że nie dodajemy tam tłuszczu! Dzięki temu popcorn jest dużo zdrowszy. A to chyba najważniejsze:) Do maszyny wsypujemy od 2 do 4 miarek kukurydzy. Takiej samej jak do przygotowania w garnku. Następnie maszyna się rozgrzewa i wyskakuje z niej popcorn. I tu pojawia się mały minus - kukurydza nie zawsze trafia tam gdzie powinna. Często wypada poza obręb pudełka czy miski. Dlatego koniecznie trzeba nadzorować cały proces. Maszyna pochłania dość dużo prądu... Ale znacznie mniej niż mikrofalówka. Raczej nie wpłynie znacząco na wysokość rachunków.

A tak w uproszczeniu działa maszyna do popcornu:




  Robicie czasem domowy popcorn? Jakim sposobem najczęściej?

wtorek, 4 listopada 2014

Autumn smells like... pumpkin!

  Dynia na przełomie października i listopada bywa chyba najbardziej popularnym warzywem. Używa się jej nie tylko w kuchni. Kto z Was drążył dynię z okazji Halloween? Takie ozdoby można spotkać już od pierwszych dni października. Ja jednak skupię się na kulinarnych zastosowaniach tejże.


  Zupa-krem z dyni to nic nowego. Danie znane i lubiane. W sieci można znaleźć mnóstwo przepisów. Ja najczęściej korzystam z tego, który znajduje się w kuchni Lidla. Oczywiście zmieniam go na swoje potrzeby. Praktycznie nigdy nie trzymam się kurczowo przepisu. 

Składniki:

1 średnia dynia
2 średnia jabłka
2 marchewki
1 kostka rosołowa
1 średnia cebula
3 ząbki czosnku
śmietana
kostka rosołowa 

Sposób przygotowania:


Dynię obieramy, usuwamy miąższ i pestki, kroimy na kawałki. Marchew, cebulę i czosnek obieramy i również kroimy na małe kawałki. W dużym garnku rozgrzewamy dwie łyżki oleju lub oliwy i dodajemy warzywa. Następnie podsmażamy przez ok. 5 minut. Następnie dodajemy 1,5 l wody i kostkę rosołową. Gotujemy na wolnym ogniu przez ok. 40 minut, do momentu, aż warzywa będą miękkie. Dodajemy przyprawy. Następnie wszystko miksujemy przy pomocy blendera. Najlepiej podawać zupę z łyżką kwaśnej śmietany.

Zupa gotowa do spożycia:


Praktyczne rady:

   Krojenie dyni(zwłaszcza dużej) to zajęcie czasochłonne. Ma twardą skórę i czasem ciężko ją przekroić. Dlatego nigdy nie zostawiajcie krojenia na ostatnią chwilę.

  Warto ususzyć pestki dyni. Szkoda wyrzucać cały miąższ. Suszone pestki są świetnym dodatkiem do innych potraw. Są bogate w witaminy i kwasy tłuszczowe. Jednak pozyskanie pestek zajmuje trochę czasu, ale warto się pomęczyć:) Smakują znacznie lepiej niż te ze sklepu.  

  Dynia poza smakiem ma jeszcze kilka innych zalet. Przede wszystkim w sezonie jest bardzo tania. Średniej wielkości dynię możemy kupić za ok. 7 PLN. Koszt wykonania zupy jest więc niewielki. 

Podliczmy:


  Jak widać, koszty nie przekraczają 20 PLN. A zauważcie, że część produktów można wykorzystać przy innej okazji. Z wymienionych przeze mnie składników, zupy wystarczy na ok 8 porcji. W zależności od rozmiaru talerza;) A więc za jedną porcję wychodzi ok. 2,37 PLN. Według mnie - niedużo. Zwłaszcza, że dynia ma wiele zalet. Znajdują się w niej witaminy: A, B1, B2, C, a także składniki mineralne: fosfor, żelazo, wapń, potas i magnez. Dodatkowo zawiera mnóstwo beta-karotenu, który ma zbawienny wpływ na cerę. Dynie docenią też osoby ćwiczące - znajduje się w niej całkiem sporo białka! I co najważniejsze (tak samo jak inne warzywa) ma mało kalorii:)  


  Jak widzicie, dynia ma praktycznie same zalety. Nic dziwnego, że jesienna kuchnia obfituje w przepisy z dynią w roli głównej.