środa, 29 października 2014

It's sushi time!

  Sushi od pewnego czasu cieszy się niesłabnącą popularnością. I nie ma co się dziwić - jest smaczne, zdrowe i do tego efektownie wygląda. Jest wiele rodzajów sushi: maki, nigiri, temaki, oshi i wiele innych. W tym poście skupię się na najbardziej popularnej odmianie – maki. Ile naprawdę kosztuje kawałek surowej ryby otoczonej ryżem i czy jest wart swojej ceny? Przyjrzyjmy się. Na pierwszy ogień idą popularne restauracje.


  Restauracje z sushi rosną jak grzyby po deszczu. Ich wystrój jest z reguły bardzo podobny: surowy design, dominują kolory takie jak czerń, biel i brąz. Już dawno powstały nawet sieciówki, które oferują danie z Azji. Jedną z najbardziej znanych jest Nigiri. Sama kilka razy skorzystałam z ich oferty. W Nigiri za 6 sztuk zapłacimy od 14 do 22 PLN, w zależności od składników. Najdroższe są maki z krewetką – 22 PLN, zaraz po nich węgorz – 20 PLN. Maki w Nigiri są duże, kształtne i zawsze ładnie zapakowane. Jedyny minus jest taki, że to tylko 6 sztuk. Mało. 

  Kolejną znaną sieciówką jest Kioto Sushi. Mają tam ciekawą propozycję, a mianowicie zestaw 18 maki za 39 PLN. Brzmi całkiem nieźle. Sama nie próbowałam, ale słyszałam, że są dobre. Pozostałe zestawy są w cenach bardzo zbliżonych do Nigiri. 

 Geisha Sushi  ma chyba największą rozpiętość cenową wśród znanych mi restauracji tego typu. Za sześć sztuk zapłacimy tu od 17 do 35 PLN. Najtańsze są Classic Futomaki (paluszek krabowy, avocado, ogórek, oshinko, tamago) i kosztują właśnie 17 PLN. Mój ulubiony zestaw Mango Philadelphia (łosoś, mango, serek philadelphia, kanopy) kosztuje już 20 PLN. Najdroższe w ofercie są maki pieczone. Za zestaw Spider Maki (shell krab w tempurze, sałata, majonez, por, ogórek) zapłacimy aż 35 PLN. I przypominam, że ciągle mówimy tylko o 6 sztukach. Geisha Sushi do najtańszych nie należy. Trzeba jednak przyznać, że mają bardzo dobre produkty. 

  Podobna sytuacja jest w restauracji Yakuza. Za 10 maki zapłacimy tam między 26 a 30 PLN. Według mnie w restauracjach tego typu płaci się głównie za tzw. ekskluzywność sushi. Ale tu rodzi się pytanie: skoro jest tak powszechnie dostępne, to czy nadal jest ekskluzywne? 

  Mam jednak sprawdzone miejsce na szybki lunch:) W Złotych Tarasach w Warszawie jest mała knajpka, a w zasadzie japoński fast food. Można tam kupić maki – 8 sztuk za 9 PLN. Kiedyś kosztowały 8 PLN, ale niestety ceny idą w górę;) Jedna uwaga - jaka cena, takie maki. Te z Tokio Express są co prawda pyszne, ale bardzo małe. 8 sztuk tam to wielkościowo 3 z Nigiri. Nie przesadzam! Jednak mogę je z czystym sumieniem polecić, bo są naprawdę dobre.  I dość szybko się wyprzedają. Wyprawa na maki to dobry pretekst na przerwę podczas zakupów:) Najeść się tym nie można, ale jako mała przekąska świetnie się sprawdza.

  
  Przejdźmy teraz do gotowych zestawów, które są dostępne praktycznie w każdym większym sklepie. Często poza maki znajdziemy w nich kilka sztuk nigiri, marynowany imbir i sos sojowy oraz wasabi. Ceny takich zestawów nie są wygórowane, ale obiektywnie - do tanich nie należą. Zwykle kosztują od 12 do 40 PLN, zależnie od wielkości. Co prawda nie są tak dobre jak te z restauracji, ale od czasu do czasu można się na nie skusić. 


  
  Sama kilka razy kupiłam gotowy zestaw i nie żałuję. Zawsze trafiałam na dobre produkty. Ostatnio kupiłam zestaw Sushi Oishi. Składa się on z 16 kawałków i kosztuje 19,90 PLN. Uważam, że to korzystna cena.


Zestaw do samodzielnego wykonania

  To moim zdaniem najlepsza opcja. Po pierwsze, mamy wspływ na  wygląd i smak, gdyż sami dobieramy składniki:) A po drugie - przygotowywanie sushi to spora oszczędność i świetna zabawa... O ile ktoś nie jest zbyt nerwowy. Klejący się do wszystkiego ryż może naprawdę zdenerwować;) 



  Zestaw na ok. 80 maki to wydatek rzędu 60 - 80 PLN w zależności od sklepu. W zestawie znajduje się wszystko, co niezbędne do przygotowania sushi oprócz (co jest oczywiste) ryby, warzyw i tego typu dodatków. Ponadto znajduje się tam instrukcja - co i jak przygotować. Dlatego pozwólcie, że nie będę opisywała, jak krok po kroku zrobić domowe maki. Wszystkiego dowiecie się z opakowania:) Dodam jednak, że zajmuje to trochę czasu. Ryż gotuje się ok. godziny przed przygotowaniem. Na pewno nie jest to danie do zrobienia na szybko.


  Kilka osób mówiło mi, że przygotowanie takiego zestawu jest trudne. Nie zgadzam się z tym. Być może pierwsze kawałki nie wyjdą zbyt kształtne, ale żeby dojść do wprawy, trzeba ćwiczyć. Ja robiłam zestaw już kilka razy i nigdy nie miałam z tym większych problemów. Dodatkowo kupno takiego zestawu to spora oszczędność. Niektóre produkty, takie jak sos sojowy, imbir marynowany, sos do ryżu, czy wasabi zostaną na dłużej. Wtedy wystarczy dokupić brakujące elementy. A to wychodzi znacznie taniej niż kupno nowego zestawu. W sklepach jest spory wybór osobnych produktów. 




Na co zwrócić uwagę


  Jeżeli macie w planach przygotowanie domowych maki, warto poznać kilka tricków, które ułatwią pracę. Wszystkie są sprawdzone przeze mnie. 

1. Do krojenia rolek wybierzcie ostry nóż. Tylko takim można zrobić (prawie) idealnie okrągłe maki. Rolkę należy kroić zdecydowanym ruchem - inaczej wyjdą niezbyt kształtne. No a przecież chcemy, żeby były jak z restauracji, nie?

2. Mocno zawijajcie rolki. Zawijanie może wydawać się proste, ale jak ktoś robi to pierwszy raz, pojawiają się problemy. Z doświadczenia wiem, że trzeba włożyć nieco siły, żeby rolki były zbite. Inaczej maki po pokrojeniu będą się rozpadać. A nie ma nic gorszego niż wypadający wkład;) 


3. Uwaga na ryż. Bardzo się klei, przez co ciężko go usunąć z dłoni. Najlepiej nakładajcie go na algę za pomocą łyżki. Jeżeli przypadkowo dotkniecie go palcami, ciężko będzie się go pozbyć. 

4. Nie bójcie się eksperymentów. Najlepiej robić maki z rożnymi dodatkami.  W instrukcji są podane gotowe przepisy, ale ja zawsze mieszam składniki w różnych kombinacjach. 

5. Zawsze sprawdzajcie datę przydatności wszystkich produktów z paczki. Na opakowaniu podana jest data przydatności najmniej trwałego produktu. Jeżeli data przydatności do spożycia z opakowania jest już nieaktualna, sprawdźcie których dokładnie produktów dotyczy. Szkoda wyrzucać dobre rzeczy. Zwłaszcza, że tanie nie są.


  
  Sushi świetnie sprawdzi się na imprezie jako przystawka. Wygląda efektownie i prawie każdy je lubi. Ostatnio uratowało mnie przed małą wpadką - zapomniałam, że na imprezie będą wegetarianie:)

Robiliście kiedyś domowe sushi? Czy i jak Wam wyszło?:)


wtorek, 14 października 2014

Do it Yourself. How to make a box for cosmetics?

  Gdzie trzymacie swoje kolorowe kosmetyki? W kosmetyczce, kuferku czy luzem leżą na półce w łazience? Dziś zaprezentuję Wam jeden z moich ulubionych gadżetów - ręcznie robiony przybornik na kosmetyki. 
  Możecie pomyśleć, że mam słabość do panterki - botki, tenisówki, słuchawki i teraz przybornik. Zapewniam, że to wszystko przypadek:) Choć nie ukrywam, że ten motyw na niektórych rzeczach mi się podoba, to ubrań z panterką raczej nie noszę.

  Taki przybornik możecie wykonać dla siebie lub też jako prezent dla siostry, koleżanki czy mamy. Wymaga to trochę pracy, ale opłaca się. Dzięki temu mamy niepowtarzalną rzecz. Chciałam sprawdzić, ile kosztowałby gotowy przybornik... Niestety znalazłam tylko takie, których używają kosmetyczki w salonach. Ich cena waha się między 69 PLN a 250 PLN (zależnie od wielkości). Przeważnie wykonane są z pleksy lub innego przezroczystego i twardego materiału. W sumie nie dziwie się - w salonach jest spory ruch, a takie przyborniki łatwiej utrzymać w czystości. Co innego domowe warunki. Mogę więc pokusić się o stwierdzenie, że na rynku jest nisza, jeżeli chodzi o tego typu rzeczy. Jak będziecie mogły się przekonać, przybornik jest obity materiałem a la zamsz. Na początku martwiłam się tym trochę. Planowałam ustawić przybornik w łazience, a wiadomo - wilgoć może być zgubna dla takiego materiału. Na szczęście panterka okazała się odporna. Jak na razie nic się z nią nie dzieje. Uczulam jednak, że na taki materiał trzeba trochę uważać. Zabrudzenia mogą okazać się trudne do usunięcia. Tak więc najlepiej szczelnie zakręcać lakiery i tubki z kremami. Mój przybornik po dwóch latach wygląda praktycznie jak nowy, a muszę przyznać, że dość mocno go eksploatuję:) 

  Przybornik, który dziś Wam zaprezentuję, to prezent. Dostałam go 2 lata temu na urodziny i używam do dziś:) Ponieważ nie robiłam go sama, instrukcję krok po kroku napisał twórca prezentu;) 

 

INSTRUKCJA

  Taki przybornik wykonać może każdy… kto nie ma dwóch lewych rąk. Wystarczy trochę cierpliwości i dokładności. Motywacją do wykonania może być fakt, że będziemy mieli rzecz niepowtarzalną, w dodatku wykonaną własnoręcznie. Poza tym, sam proces tworzenia daje naprawdę dużo satysfakcji. Zatem do dzieła
 

Potrzebne materiały:


1. Do zrobienia podstawy naszego przybornika potrzebujemy kawałka drewna. Polecam płytę OSB grubości 12 mm. Jest tania i możemy ją nabyć w każdym markecie budowlanym. Najlepiej najpierw zaprojektować sobie przybornik, żeby wiedzieć, jakiej wielkości podstawy potrzebujemy. Kiedy będziemy znać już wymiary – jedziemy do marketu budowlanego i prosimy w dziale stolarskim o wycięcie kawałka o podanych wymiarach z takiej płyty. Zamiast płyty możemy opcjonalnie użyć czegoś, co już mamy (jeżeli mamy) – np. pozostałości z remontu: płyty meblowej (będzie jednak sporo grubsza ~20 mm, moim zdaniem trochę za gruba), panelu podłogowego (może być jednak zbyt cienki; poza tym będziemy ograniczeni jednym wymiarem do szerokości panela). Oczywiście dla chcącego nic trudnego i z powodzeniem można zastosować powyższe materiały, jednak – moim zdaniem – płyta OSB 12 mm nadaje się do podstawy idealnie – odpowiednia grubość, niska cena oraz możliwość przycięcia na dowolny wymiar – czynią ją materiałem idealnym do naszego „przedsięwzięcia”. W niektórych marketach budowlanych trzeba zapłacić za całą płytę (a ma ona spore wymiary). Możemy wtedy poprosić, żeby przycięli nam potrzebny kawałek ze skrawków, które zawsze im zostają z różnych cięć. Kawałek takiej płyty o wymiarach 20x40 cm (takiego użyłem w prezentowanym przyborniku) powinien kosztować około 1,50 PLN.  Niedużo, prawda?

2. Tkanina. Ja użyłem takiej w panterkę – miłej w dotyku. Jednak wybór wzoru i faktury należy do Was. Powinna ona jednak być w miarę gruba. Cienkie „firankowe” materiały się nie sprawdzą. Podobnie jak podstawę, tkaninę kupimy w markecie budowlanym. Sprzedawane są z rolek. Taka rolka ma średnio 1,5 m szerokości. Musimy wziąć zatem kilka cm więcej niż najmniejszy wymiar podstawy, czyli np. jeżeli podstawa naszego przybornika ma mieć wymiary 20x40 cm, to powinniśmy kupić 25 cm tkaniny (później napisze, po co nam ten zapas). Ponieważ, tak jak wspominałem, rolki są szerokie, tkaniny na pewno nam wystarczy i jeszcze sporo zostanie (można zapytać, czy mają jakieś skrawki – czasami się zdarzają). Ceny tkanin wahają się od 20 do 70 PLN za metr bieżący. Panterka kosztowała około 50 PLN za metr bieżący. Czyli łatwo policzyć, że za zakup 25 cm takiej tkaniny zapłacimy około 12 PLN.

3. Klej. Polecam taki typu Wikol. Teoretycznie jest to klej do drewna (w zasadzie to będziemy przyklejać tkaninę do drewna), ale w praktyce doskonale sprawdza się przy klejeniu innych materiałów. Poza tym jest relatywnie tani. Możemy alternatywnie nabyć specjalny klej do tkanin, ale to wydatek rzędu 12 PLN za tubkę 25 ml. Tymczasem za klej Wikol (czy też Vicol – zależy od firmy) zapłacimy mniej więcej 6 PLN za… uwaga… 200 ml! Co dosyć istotne – taki klej jest bezzapachowy i nietoksyczny (co nie znaczy, że polecam go do jedzenia;)). W dodatku jest biały, a po wyschnięciu robi się przezroczysty, więc jak damy go gdzieś zbyt dużo – nie będzie się rzucał w oczy.

4. Lakier bezbarwny błyszczący. W sklepach budowlanych wybór tego typu lakierów zadziwi nawet najbardziej wytrwałych filozofów. Kierujcie się następującymi kryteriami – mała puszka (nie potrzebujemy go wiele; poza tym jest bardzo wydajny), ma być akrylowy, a co za tym idzie – nie będzie śmierdziało w całym mieszkaniu podczas malowania. Najlepiej zapytajcie sprzedawcę, aby coś polecił. Ja użyłem bezbarwnego lakieru akrylowego firmy Vidaron (dawna Śnieżka; wspieramy, co nasze;)). Puszka 400 ml (może być nawet mniejsza) kosztowała 12 PLN.

5. Macie lakier, więc przydałby się pędzel. Jeżeli nie posiadacie w domu, kupcie w markecie – taki szerokości 20 mm w zupełności wystarczy. Koszt – około 2 PLN. Najlepiej kupić 2 sztuki – przyda się też do rozsmarowywania kleju.

6. Wkręty do drewna. Nie potrzeba ich wiele. W sklepach budowlanych można kupić je na wagę lub w opakowaniach. Ważna uwaga – wkręty nie mogą być dłuższe niż grubość podstawy przybornika. Jeżeli np. zdecydowaliście się zrobić podstawę z płyty OSB grubości 12 mm, wkręty nie mogą być dłuższe niż 12 mm, bo przejdą na wylot podstawy. Co do ilości – będzie zależna od tego, ile schowków chcemy wykonać w przyborniku. Myślę, że 20 wkrętów powinno wystarczyć nawet na bardzo zaawansowany projekt. Jeżeli kupimy na wagę, to za około 50 groszy nabędziemy ich znacznie więcej (może kiedyś przydadzą się do czegoś innego).

7. Pojemniki po perfumach, kremach, czekoladkach itp. Użyjecie ich do wykonania schowków przybornika. Najlepiej, żeby były metalowe lub plastikowe. Nie bardzo nadają się szklane (ciężkie i mogą się potłuc lub ukruszyć) i papierowe (mało odporne na wilgoć i ewentualne uszkodzenia). Ja użyłem metalowych puszek po perfumach (i to wcale nie tych drogich) i czekoladkach. Co do ilości i kształtów pojemników – ogranicza Was tylko wyobraźnia. Można pobawić się kształtami i kompozycją.

8. Magazyny dla kobiet typu „Twój Styl”, „Glamour” itp. Chodzi o to, żeby miały w środku jak najwięcej reklam różnych kosmetyków, z których będzie można powycinać produkty. Można też pochodzić po drogeriach i pozbierać bezpłatne katalogi, które tam często leżą. Zresztą myślę, że większość kobiet na pewno znajdzie w swoich zasobach odpowiednie materiały.

9. Narzędzia. Przydadzą się: nożyczki, ostry nożyk tapicerski, śrubokręt gwiazdkowy, opcjonalnie – piłka do metalu, wkrętarka lub wiertarka i cienkie wiertełko (tu zapewne będzie trzeba poprosić panów o pomoc).

Zatem… do dzieła!


 Zakładam, że już zaplanowaliście, jak ma wyglądać Wasz przybornik, jakie wymiary ma mieć jego podstawa i ile będzie w nim schowków. Opiszę więc samą technikę wykonania, krok po kroku.

1. Bierzemy podstawę naszego przybornika i tkaninę. Materiał rozkładamy na biurku lub podłodze zewnętrzną stroną do dołu. Na materiał kładziemy podstawę i obrysowujemy ją, ale z zapasem, tzn. ok. 2,5 cm tkaniny więcej z każdej strony. Wycinamy z materiału narysowany prostokąt/kwadrat. Następnie smarujemy klejem Wikol (najwygodniej będzie rozprowadzać go pędzlem) powierzchnię płyty, na której będą stały pojemniki, po czym przykładamy tkaninę tak, aby zostało nam przy każdym boku luzem te 2,5 cm i dociskamy równomiernie na całej powierzchni. Ważne aby warstwa kleju była cienka (materiał nie powinien przemięknąć na wylot), ale musi pokrywać całą powierzchnię góry podstawy. Nie powinniśmy zostawiać pustych miejsc bez kleju na naszej podstawie. Tak przygotowaną podstawę odkładamy gdzieś do następnego dnia, żeby klej porządnie wysechł. Gdy to już nastąpi, musimy jeszcze dokleić naszą 2,5 cm zakładkę do boków płyty i do jej spodu (właśnie na zakładkę) i pozostawić do wyschnięcia. Voila! Fundament naszego przybornika gotowy:)

2. Gdy klej na naszej podstawie będzie wysychał, możemy się zabrać za przygotowanie pojemników. Ja, tak jak pisałem, użyłem okrągłych metalowych puszek po perfumach i prostokątnych po czekoladkach. Czego i w jakiej ilości użyjecie – zależy od Was i Waszego projektu. Miałem dwie metalowe puszki po perfumach. Jedną przeciąłem piłką do metalu na pół, a drugą na 1/3 wysokości, dzięki czemu uzyskałem 4 pojemniki o różnych wysokościach: najniższy, dwa średnie i najwyższy (widoczne na zdjęciach przybornika). To, jakiej wielkości i w jakiej ilości zastosujecie pojemniki, zależy też od tego, co chcecie w przyborniku przechowywać. Polecam zatem, zanim zaczniecie projektować przybornik, zastanowić się, co dokładanie będziecie w nim przechowywać i dostosować jego wymiary do gabarytów Waszych przyborów/kosmetyków. Koniec dygresji – wracamy do pracy. Wycinamy z czasopism zdjęcia szminek, kremów, tuszów, perfum – wszystkiego, co będzie pasowało do charakteru przybornika. Najlepiej nie wycinać przedmiotów po obrysach, ale w kwadratach i prostokątach. Przygotujcie tego sporo. Nawet jeżeli wszystkiego nie zużyjecie, łatwiej będzie dopasowywać przy obklejaniu. Gdy mamy już przygotowane wycinanki, możemy zacząć obklejać pojemniki. Jak widzicie na zdjęciu przybornika, który wykonałem, wycinankami obkleiłem tylko okrągłe pojemniki. Do prostokątnych użyłem tkaniny. Są dość niskie i ciężko byłoby je ładnie obkleić wycinankami. Bierzemy nasz pierwszy pojemnik i smarujemy cienko klejem Wikol jego zewnętrzne ścianki, po czym zaczynamy je obkładać wycinankami. Miejscami będą one na siebie wchodziły, ale nie przejmujcie się tym. Ważne, aby zakryć całą powierzchnię pojemnika i nie zostawić prześwitów. To samo robimy z wnętrzem pojemnika (oprócz dna). Po obklejeniu jednego, zabieramy się za kolejny. Gdy obkleimy wszystkie – odkładamy do wyschnięcia na kolejny dzień. Wycinanki mogą się trochę zmarszczyć po kontakcie z klejem (zwłaszcza, jeżeli położona została zbyt gruba jego warstwa), ale nie trzeba się tym przejmować – finalnie będzie to prawie niewidoczne. Poza tym wycinanki po nasiąknięciu klejem mogą zmienić kolor – spokojnie, jak wyschną, wszystko wróci do normy.

3. Następnego dnia, po wyschnięciu kleju na naszych pojemnikach, zabieramy się za ich lakierowanie. Bierzemy lakier bezbarwny, pędzel i nakładamy cienką warstwę na zewnętrzną i wewnętrzną stronę pojemników (wszędzie tam, gdzie przykleiliśmy wycinanki). Lakier musi pokryć dokładnie całe powierzchnie boczne pojemników, ale nie może go być zbyt dużo, bo zrobią się zacieki. Może łatwiej Wam będzie pomalować najpierw zewnętrzne strony pojemników, poczekać, aż wyschną i dopiero malować wewnętrzne, żeby było za co trzymać pojemnik:) Czas schnięcia lakieru sprawdźcie na puszce – praktycznie każdy lakier ma ten czas inny. Mamy pierwszą wyschniętą warstwę na pojemnikach? Super… nakładamy więc kolejną i ponownie odstawiamy do wyschnięcia. I tak postępujemy, aż dojdziemy do 10 warstw. Po co aż tyle? Żeby powstał efekt szyby – nasze wycinanki będą wyglądały, jakby były wtopione w szkło – naprawdę świetnie się to prezentuje! Poza tym wszelkie zmarszczki, które powstały podczas przyklejania wycinanek, staną się niewidoczne. Taka procedura jest dość czasochłonna. Przy założeniu, że w ciągu jednego dnia nałożymy maksymalnie 2 warstwy lakieru (bo potrzeba czasu na wyschnięcie), lakierowanie, co łatwo policzyć, będzie trwało 5 dni. Czy warto? Bezwzględnie. Ładne i wyjątkowe rzeczy nie powstają w godzinę.

4. Przygotowaliśmy podstawę przybornika i pojemniki. Teraz musimy to ze sobą połączyć. Zakładam, że rozmieszczenie pojemników na podstawie macie już obmyślone. A zatem – zakładamy na wkrętarkę/wiertarkę cienkie wiertełko (nie grubsze niż nasze wkręty do drewna) i w dnie każdego z pojemników wiercimy po dwa otwory, najlepiej oddalone od siebie. Następnie ustawiamy pojemniki na podstawie w pozycjach docelowych i przykręcamy je, wkładając kolejno do każdego otworu wkręt do drewna (tutaj polecam śrubokręt, jeżeli się nie ma wyczucia; wkrętarką można „przedobrzyć” i wkręt wejdzie za głęboko, deformując lub łamiąc dno pojemnika). 
5. Nasz przybornik jest prawie gotowy. Zostało tylko wykończenie. Z tkaniny, którą powinniśmy jeszcze mieć w zapasie, wycinamy kawałki odpowiadające wymiarom den pojemników. Dla pojemników okrągłych mierzymy średnicę otworu i wycinamy z tkaniny koło, dla kwadratowych/prostokątnych – boki i wycinamy odpowiednie kawałki. Następnie smarujemy dna pojemników Wikolem i przyklejamy wycięte kawałki, maskując tym samym łebki wkrętów i elegancko wykańczając nasz przybornik. Ja, co widać na zdjęciach przybornika, okleiłem jeszcze tkaniną ranty okrągłych pojemników. Były trochę ostre i niezbyt równe po cięciu piłką, więc dodatkowo je w ten sposób zamaskowałem i zabezpieczyłem.I to by było w zasadzie na tyle… Jedyne, co nam teraz zostało do zrobienia, to zapełnienie przybornika i cieszenie się z posiadania własnoręcznie wykonanej, oryginalnej rzeczy:) Myślę, że z tak dokładną instrukcją wykonacie przybornik z zamkniętymi oczami;) Byłbym zapomniał – taki przybornik nie nadszarpnie zbytnio naszego budżetu. 36 PLN to koszt wszystkich materiałów, których użyłem. Włożonej pracy nie liczę – ta jest bezcenna:)

Moim okiem

  Jak widzicie, instrukcja jest bardzo szczegółowa. Dzięki temu bez problemu możecie spróbować wykonać swój własny przybornik! Kto wie, może sama też będę miała okazję go wykonać? W końcu niebawem będzie okazja: Mikołajki, Święta itp. 

  Zachęcam Was do samodzielnego wykonania przybornika i przesłania zdjęcia na adres: zycienienaboagto[at]gmail.com. Zdjęcia zamieszczę na blogu oraz w galerii na Fb.
  
  Co w ogóle myślicie na temat wprowadzania wpisów eksperckich? Chcecie, aby pojawiały się częściej? 



czwartek, 2 października 2014

Autumn is here

  Czytając mojego bloga, nietrudno się domyślić, że lubię kolekcjonować buty. Mogliście się ostatnio o tym przekonać:) Zawsze staram się wybierać ciekawe modele za rozsądne pieniądze. Zaczęła się jesień, więc czas zmienić mokasyny na botki. Tylko jak wybrać fajny model, w dodatku mając ograniczony budżet?
  Ja kupiłam botki na letniej wyprzedaży. To jeden z moich sprawdzonych sposobów: na letnich wyprzedażach poluję na rzeczy przydatne w sezonie jesień/zima, a na zimowych na sezon wiosna/lato. I ta taktyka się sprawdza. Dlaczego? Większość osób kupuje ubrania i dodatki na aktualny sezon. Dlatego rzeczy na inną porę roku nie rozchodzą się zbyt szybko i można je kupić za niewielkie pieniądze. Jakiś czas temu w Pull&Bear dostępne były brązowe botki z dwoiny. Cena - 239 PLN. Drogo, zwłaszcza, że nie zachwyciły mnie tak bardzo. Były ciekawe, ale w tej cenie można znaleźć ładniejsze buty. Cholewka jest miękka, a ja przeważnie wolę usztywnianą. Stronę dodałam jednak do zakładek i co jakiś czas sprawdzałam cenę. W pierwszej turze wyprzedaży cena spadła do 139 PLN. Sporo, ale ja postanowiłam czekać dalej. Normalnie pewnie kupiłabym je i zwróciła, gdyby cena jeszcze spadła. Ale nie tym razem, może dlatego, że nie byłam do nich przekonana. Z doświadczenia wiem, że buty z Pull&Bear na stronie wyglądają znacznie lepiej niż na żywo. Któregoś dnia okazało się, że buty kosztują 79,90 PLN! Niestety został tylko rozmiar 39... Na szczęście w sklepach Inditexu istnieją tzw. dorzutki:) Podczas wyprzedaży co jakiś czas jest uzupełniany towar. Rozmiarówka botków została uzupełniona. I to nie koniec niespodzianek - była też nowa cena. Ile? 59,90 PLN! I co najważniejsze, tym razem zdążyłam je "kliknąć";) Tak więc botki z dwoiny warte 239 PLN kupiłam za niecałe 60 PLN. 
  Botki idealnie pasują do dżinsów i spódnic. Minusy? Jesienią często pada, a nie są to buty, które dobrze znoszą taką pogodę. Mogą przemoknąć. Nadają się raczej na chłodniejsze dni bez deszczu.  
  
  Ja swoje jesienne botki już kupiłam, ale co zrobić, gdy musimy kupić je teraz? Niestety do wyprzedaży zostało jeszcze pół roku. Można skorzystać z Mid Season Sales, które wystartowały już w większości sieciówek, np: H&M, Pull&Bear, Bershka, Reserved. Dodatkowo można też zapisać się do newslettera H&M i zgarnąć zniżkę w wysokości 25%. Przy butach za 200 PLN te 25% daje spory rabat.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie botków:

1. Kolor. najlepiej uniwersalny: czarny, beżowy, brązowy. Moda na wyraziste kolory szybko mija, a buty będą nam służyć przez 2 lub 3 sezony.

2. Materiał. Jesień to czas, w którym częściej pada, niż nie pada. Dlatego odpadają botki z zamszu i innych materiałów przepuszczających wodę.
  W najbliższym czasie przedstawię Wam propozycje jesiennych botków z sieciówek za rozsądne pieniądze. Kryteria: wysoka jakość i niska cena. Myślicie, że uda mi się znaleźć coś ciekawego?