czwartek, 4 września 2014

Looking for a job - interview

  Dostałaś/eś zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną? Gratulacje. Po pierwsze - ktoś otworzył twoje CV (a na pewno dostał ich kilkadziesiąt, czasami nawet kilkaset), a po drugie - wstępnie pasujesz na stanowisko, o które się ubiegasz. Rozmowa to ważny element. Wrażenie, jakie zrobimy na potencjalnym pracodawcy, zdecyduje, czy dostaniemy posadę. Często pytanie brzmi również: jakie wrażenie zrobił potencjalny pracodawca na nas? Zdarza się, że rekruterzy nie są  przygotowani do prowadzenia rozmów, co dodatkowo może zestresować kandydata lub... wręcz przeciwnie. Mimo, że nie jestem specjalistką od HR-u, postanowiłam, że podzielę się z Wami uwagami na temat tego, na co warto zwrócić uwagę, wybierając się na rozmowę kwalifikacyjną. Od razu zaznaczam, że to moja subiektywna ocena i nie wrzucam do jednego worka wszystkich firm. Po prostu opiszę to, co na rozmowach spotkało mnie. A kilkanaście rozmów o pracę już w życiu miałam... niestety;)

W co się ubrać?


  Pierwsza myśl - elegancko. I to w zasadzie nie jest zła koncepcja. Oczywiście zależy, co dla kogo znaczy elegancko. Niekoniecznie trzeba od razu ubierać się jak na maturę. Ciemna ołówkowa spódnica i jasna koszulowa bluzka nie zawsze się sprawdzą - i  w zasadzie powinno się takiego zestawu unikać. Kiedyś usłyszałam opinię, że należy ubrać się tak, aby pracodawca mógł nas sobie wyobrazić w pracy na stanowisku, o które się ubiegamy. Z tym się zgadzam. Przykładowo: sekretarka w biurze często ma określony dress code. I na rozmowę o to stanowisko wspominania już ołówkowa spódnica i jasna bluzka będą jak najbardziej ok. Ale jeżeli staramy się o pracę "artystyczną" (np. grafik, fotograf), możemy ubrać się dowolnie. W końcu wygląd odzwierciedla nasz styl, a kto by chciał współpracować z nudnym grafikiem?;) Według mnie są jednak zasady, których łamać nikt nie powinien. Choć nie wiem, jak bardzo byłaby luźna atmosfera w potencjalnym przyszłym miejscu pracy, na rozmowę nie wypada zakładać szortów i prześwitujących bluzek. W czymś takim na pewno nie będziemy wyglądać profesjonalnie. Ale jak zawsze są wyjątki: jeżeli ktoś chce znaleźć pracę przy wypożyczaniu sprzętu wodnego, to na rozmowę może pójść nawet w bikini i będzie ok:). Generalnie strój na rozmowie powinien pasować do stanowiska, o które się ubiegamy.
  Oczywiście odpowiedni strój dotyczy również osób rekrutujących. One są poniekąd wizytówką firmy i powinny zrobić na kandydatach dobre wrażenie. W teorii. Zdarzyło Wam się kiedyś, że byliście na rozmowie bardziej elegancko ubrani niż rekruter? Mi tak. Najzabawniejsze, że miało to miejsce w dość dużej korporacji. Znałem tę firmę, zanim dostałam zaproszenie na rozmowę. Wiedziałam, że mają siedzibę w jednym z nowoczesnych apartamentowców i żeby przejść do biura, potrzebna jest przepustka z recepcji (recepcjonistki miały oczywiście standardowy dress code). Jednym zdaniem, wszystko wskazywało na to, że wypada założyć coś eleganckiego. Zdecydowałam się więc na buty na obcasie, eleganckie spodnie i marynarkę. Na osobę, która miała przeprowadzać rekrutację, czekałam przy recepcji. Byłam lekko zdziwiona, gdy przyszła do mnie dziewczyna w sukience w kwiatki i sandałach. I nie była to elegancka kiecka. Raczej taka bawełniana. Podobną sama chętnie noszę na wakacjach... Nie wiem, o czym pani myślała, gdy komponowała strój, ale chyba nie o tym, że będzie prowadziła rekrutacyjne rozmowy;) Innym razem trafiłam na rozmowę z prezesem dość dużej firmy, który na spotkanie założył koszulkę polo i uwaga -  klapki:) Na szczęście (?) bez skarpet. Plus jest taki, że nieodpowiednio ubrany rekruter od razu sprawia, że kandydat mniej się stresuje. Bo niby czym? Rozmową o pracę z facetem w klapkach?;)
  Z reguły najlepiej ubrać się casual elegance, np. mokasyny (nie wiem czemu, ale mokasyny są dla mnie o wiele bardziej eleganckie niż wszechobecne baleriny), dżinsy, zwykła kremowa koszulka i czarna marynarka. Taki zestaw będzie odpowiedni na prawie każdą rozmowę. Ani zbyt elegancko, ani zbyt na luzie.

Trudne pytania 


  Istnieje kilka pytań, które padają na rozmowach prawie zawsze. Jednym z tych najbardziej nielubianych jest nieśmiertelne "Ile by Pan/i chciał/a zarabiać?". Każdy normalny człowiek myśli sobie - "jak najwięcej", ale oczywiście nikt (prawie) tego nie mówi. I przy tym pytaniu kandydaci dzielą się na dwie grupy. Jedni zaniżają stawkę i liczą, że dzięki temu dostaną posadę, a drudzy szczerze odpowiadają, na ile wyceniają swoją pracę. Osobiście jestem za tą drugą opcją. Czemu nie należy zaniżać stawki? Po pierwsze i najważniejsze, każdy ma swoje wydatki. A do pracy chodzimy po to, żeby zarabiać, w końcu to nie wolontariat. Po drugie - osoby rekrutujące wiedzą, że kandydaci specjalnie podają niższe kwoty, gdyż zależy im na pracy. I w ich oczach mogą wyjść na desperatów. Najważniejsze, żeby pokazać, że zależy nam na pracy i jest się odpowiednią osobą na to stanowisko, ale nic na siłę. Szanujcie swój czas i umiejętności. Poza tym pamiętajcie, że możecie tę pracę dostać i firma zaoferuje tyle, ile powiedzieliście na rozmowie, a mogła więcej. Potem w pracowniku narasta tylko frustracja, że pracuje za niewielkie pieniądze. No ale na rozmowie stwierdził, że tyle mu wystarczy. Jednak każdy kij ma dwa końce. Nie można też zawyżać stawek. Najlepiej zrobić rekonesans, ile wynosi pensja na danym stanowisku i dostosować to do swojego doświadczenia. Z tym pytaniem również miałam problem na jednej rozmowie. Byłam świeżo po studiach i poszłam na pierwszą poważną rozmowę kwalifikacyjną (prace studenckie zbyt poważne nie były). Nie znałam wtedy realiów, jakie panują w branży, więc na pytanie - ile bym chciała zarabiać, powiedziałam właśnie tyle, ile bym naprawdę chciała. W odpowiedzi na moją kwotę rekruterka rzuciła: "Pani chyba żartuje!". Wtedy nie wiedziałam, co mam powiedzieć, ale dziś wiem, że trzeba było jej pogratulować profesjonalizmu;) Rekruter nigdy nie powinien komentować naszych wyborów. Z reguły podane kwoty zapisują sobie gdzieś z tyłu CV i tyle. W ogóle uważam, że pytania o zarobki na rozmowie nie powinny paść. To ewentualny pracodawca powinien powiedzieć, ile może zaproponować i to od razu w ogłoszeniu. Myślę, że byłoby to korzystne dla obu stron. Pracodawca miałby mniej CV do przejrzenia, a kandydaci nie czuliby się zawiedzeni podczas rozmowy. Część osób, gdyby znała stawkę, na pewno nie wysłałaby CV. Przykładowo - ktoś, kto ma już pracę, raczej nie chciałby jej zmieniać na gorzej płatną. A w drugą stronę - gdyby w ogłoszeniu była podana wysoka kwota, to część kandydatów z niewielkim doświadczeniem zawodowym też by odpuściła (spore zarobki to często też duża odpowiedzialność). Osoby, które już mają pracę, ale chcą ją zmienić, mogą mieć problem z pytaniem: "Dlaczego Pan/i chce zmienić pracę?". Prawda przeważnie jest taka, że albo jest to zajęcie mało płatne, albo mało ambitne. Oczywiście nie wypada mówić, że chcę zmienić bo mi zbyt mało płacą. Najlepiej obejść pytanie stwierdzeniem, że rozglądam się za czymś bardziej ambitnym lub czymś, co mnie bardziej interesuje. Raczej nie warto mówić, że chce się zmienić pracę z powodu złej atmosfery itp. 

Błędy rekrutera


  Tak jak pisałam, część osób prowadzących rekrutację nie ma pojęcia, jak się do tego zabrać. Nie są przygotowani i improwizują, ponieważ myślą, że to kandydat ma się wykazać. W sumie trochę tak jest, ale wykazać trzeba mieć się przed kim. A czemu kandydat ma się starać, skoro widzi, że potencjalny pracodawca za bardzo nie jest zainteresowany? Niektórzy przeczytają jakiś poradnik w sieci i lecą z tymi samymi pytaniami podczas każdej rozmowy. I chyba tacy rozbawiają mnie najbardziej. Te poradniki są w większości skierowane do międzynarodowych korporacji i tam ma to sens. W takich miejscach, np. podczas rozmowy, jest obecny psycholog i pada szereg na pozór dziwnych pytań. Na pozór dziwnych, ponieważ tam rekruterzy wiedzą, w jakim celu je zadają (nie słuchają tylko odpowiedzi, ale sprawdzają też, jak w ogóle kandydat zachował się, gdy usłyszał pytanie). Niestety, gdy poradnik trafi w niewłaściwe ręce, pracodawca będzie katował kandydatów bezsensownymi pytaniami w myśl zasady: bo każdy o to pyta. Serio? Ile razy można odpowiadać na pytanie: "Jakie są Pana/Pani zalety i wady?" Na prawdę liczą, że ktoś powie prawdę?:) Albo mój ulubiony zestaw pytań: "Co by było, gdyby (tu pada jakaś abstrakcyjna sytuacja)?", "Jaki jest Pana/Pani ulubiony kolor (pytanie na rozluźnienie atmosfery?)", "Czy pracował/aby Pan/i, gdyby firma miała przestój w płynności finansowej (czyli czy przychodziłabym do pracy, gdyby nikt mi od pół roku nie płacił? A ciekawe, czy rekruter by przychodził)"
  Moja najdziwniejsza rozmowa kwalifikacyjna? Kiedyś starałam się o pracę w znanej agencji marketingowej. Jednym z ich klientów był znany napój wyskokowy. Strona internetowa, rozmowa przez telefon i cała otoczka sprawiały sympatyczne wrażenie. Do dnia rozmowy na żywo. Przyszłam pod wskazany adres, ale zamiast osoby, która miała przeprowadzać rozmowę, był... ojciec rekrutera (który też pracuje w tej branży). Bardzo mnie przepraszał, ale syn się pochorował i on ma zastępstwo. Problem podobno był taki, że ów syn zabrał do domu wszystkie CV, więc facet nie wiedział, z kim rozmawia i poprosił, żebym mu coś o sobie opowiedziała. Następnie zapytał się, jak widzę swoje zarobki. Na moje pytanie, że ciężko stwierdzić, bo sam nic nie opowiedział o oferowanym stanowisku, trochę się zmieszał i powiedział, że tak naprawdę nie do końca wie, jaki byłby zakres obowiązków. Czułam się jak w jakiejś ukrytej kamerze. Skończyło się tak, że dał mi kontakt do syna. Żeby poznać szczegóły tej świetnej oferty, miałam się skontaktować właśnie z nim. Nie łatwiej było zadzwonić i przełożyć rozmowę na termin, w którym ów syn będzie dysponowany? Jak widać nie:) 

  Myślę, że temat rozmowy kwalifikacyjnej jeszcze powróci na bloga - ale w innej odsłonie. W tej kwestii można jeszcze sporo powiedzieć. Zaznaczam, że byłam też na naprawdę fajnych rozmowach, które miło wspominam. Nie generalizuję wszystkich rekruterów, a ten tekst miał za zadanie pokazać, co może kandydata na rozmowie spotkać. A może dosłownie wszystko. A Wy jakie macie wspomnienia z okresu szukania pracy?;)

PS: Jeżeli szukacie pracy, to rad zawartych w tym wpisie używacie na własną odpowiedzialność:)

10 komentarzy:

  1. Ciekawi mnie jaką kwotę podałaś na rozmowie, że rekruterka tak zareagowała? Chyba, że to jakaś tajemnica:)

    OdpowiedzUsuń
  2. hahah padłam:) Jak można przeprowadzać takie rozmowy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydatny post! I taki życiowy :) Swoją drogą niezłą rozmowę kwalifikacyjną miałaś ;) www.fashion-white.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wskazówki! A co twojej "najdziwniejszej rozmowy" to firma nie popisała się za bardzo profesjonalizmem :D
    Love Life Every Day
    everydaybeauty instagram

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dokładniej - synek z tatusiem się nie popisali:)

      Usuń
  5. Ja jako Asystetnka Zarządu byłam kiedyś po drugiej stronie, do mnie przychodziły dokumenty aplikacyjne, a później kierowałam aplikantów do Szefostwa. Napatrzałam się na różne rzeczy, ludzie robią masę błędów ubieając się o pracę. Począwszy od adresu e-mailowego z którego wysyłają swoje CV (np. shiningstar@wp.pl, kicia12@o2.pl,) a kończąc na ubiorze w ktorym przychodzą na rozmowę kwalifikacyjną (niechlujne ubranie, fryzura i kolczyk w brodzie). Zdzarzało się często, że ktoś nawet nie używając zwrotów grzecznnościowych pisał "Szukacie pracowników" i tyle w temacie. Ani "dzień dobry", ani nie podpisując się imieniem i nazwiskiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobra rada, której dowiedziałam się od doradcy zawodowego. Zawsze miej przy sobie CV i teczkę, bo może zdarzyć się taka sytuacja jak twoja, albo pracodawca nie będzie mógł znaleźć twojego CV, to wtedy ty sprytnie wyciągasz je z teczki. Najlepiej w neutralnym kolorze, teczkę kładziesz na kolanach lub stole i już profesjonalnie wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć! Zanim przeczytałam głębiej artykuł pomyśłam , że dziś idąc na rk ubrałabym się przedewszystkim schludnie. Ale , jak to jest ubrać się schludnie. Nie bardzo sama wiem, ale chyba znaczy to nie za odświętnie i nie całkiem tak jak na codzień. Na pewno tak ,żebym czuła się swobodnie. Właściwie to byłam raz na rozmowie kwalifikacyjnej i chyba tak się właśnie ubrałam , jak patrzę na to z perspektywy czasu.
    I było mniej więcej tak: miałam umyte i dobrze obcięte włosy ,dobre buty skórzane, które mimo spodni były widoczne, bo stylowe ,i mialam zrobione ładnie dłonie choć nie wymalowane paznokcie.
    Wychodzę z założenia , ze najważniejsze jest moje samopoczucie w ciuchaćh i, że to ja tak trochę nadaję im też charakteru(to nie prawda , że szmaty nadają nam charakter, to jest tylko martwe ubranie , które ożywa gdy je włożymy).Myślę , że tę część rk załatwiłam dobrze. w tym dobrym slowa znaczeniu i oczywiście nie obnażać swoch slabości i wad.
    Co do innych aspektów to za dużo by pisać. Byłam też na szkoleniu . To było bardzo pomocne.
    Ale przede wszystkim to jednak trzeba być sobą w tym dobrym słowa znaczeniu i oczywiście nie obnażać swoch słabości i wad (Pominąc je milczeniem), delikatnie się uśmiechać i tylko odpowiadać na pytania , bez gadulstwa. To na tyle .

    OdpowiedzUsuń