sobota, 30 sierpnia 2014

(Out)let me go

  W polskich kurortach królują... outlety:) Zauważyłam, że wiele osób mylnie ocenia takie miejsca. Powszechne jest przekonanie, że są tam ubrania, które nie sprzedały się przed wprowadzeniem nowej kolekcji oraz te ze zwrotów. Prawda jest taka, że są tam zarówno tzw. końcówki kolekcji, jak i aktualny asortyment. Outlety oferują pełnowartościowe ubrania bez żadnych wad. A do tego w bardzo korzystnych cenach, nawet do -80%. 
  W Polsce jest kilka "zagłębi", które są swojego rodzaju skupiskiem outletów. Przykład? Zakopiańskie Krupówki. Cała ulica to ciąg niekończących się sklepów. Niestety w tym przypadku myślę, że Zakopane sporo traci (i nie chodzi tu o wpływy). Widok połyskującego napisu "House" na tle gór? Jakoś do mnie to nie przemawia. Co innego sklepiki z lokalnymi produktami, ale sieciówki? Na Krupówkach wolę oglądać puchate kulki, z których wyrosną owczarki podhalańskie, straganiki pełne oscypków i gadżety, np. ciupagi oraz długopisy z góralskim motywem. Do Reserved, Croppa i House'a mogę wejść w prawie każdym innym mieście. Są jednak miasteczka turystyczne, w których outlety spełniają swoją funkcję, np. Szczawnica, Kołobrzeg, Łeba. I na przykładzie tego ostatniego powstał właśnie ten wpis. 
  Lubię polskie wybrzeże i staram się tam zajrzeć każdego roku, chociażby na weekend. Bałtyk jest zimny, brudny, ale dla mnie ma swój klimat:) W Łebie jest kilka ciekawych miejsc na spędzanie wolnego czasu, ale to temat na osobny post. W miasteczku jest kilka outletów znanych sieciówek i praktycznie zawsze można tam coś kupić za grosze (pamiętacie post o japonkach i torbie?). Zdarza się, że za połowę ceny można nabyć dżinsy lub kurtkę z najnowszej kolekcji. Ja trafiłam na konkretne przeceny. 
  Przyznaję, że granatowe mokasyny z materiału a la zamsz trafiły do mojej szafy przypadkiem.  Do outletu Croppa weszłam z ciekawości. Skusił mnie ogromny plakat na wystawie -50% na wszystko. Początkowo nie wierzyłam, że to prawda. Często w sklepach są promocje na cały asortyment, dopóki nie przeczyta się małych literek na dole strony - nie dotyczy nowej kolekcji. Tu jednak nie było żadnych haczyków. Rabat obowiązywał dosłownie na wszystko. 
  Ostatnio kupiłam dwie pary mokasynów i kolejne, tak obiektywnie, były zbędne. Niestety, jeżeli chodzi o buty, nie potrafię być obiektywna. Postanowiłam jednak, że kupię jeszcze jedną parę wyłącznie, gdy będzie naprawdę ciekawie wykonana i co równie ważne - będzie miała dobrą cenę. Te ze zdjęcia wyjściowo kosztowały 69,99 PLN. Finalnie zapłaciłam za nie 24,99 PLN. 


  To naprawdę niewiele jak za takie buty. Niestety materiał a la zamsz ma kilka wad. Szybko się niszczy i nie nadaje się na deszczową pogodę. To raczej buty na 1-2 sezony, przy intensywnym użytkowaniu. Moje pewnie wytrzymają nawet 3 sezony. Za takę cenę myślę, że warto. Kolor granatowy pasuje do wielu rzeczy, jest elegancki i ponadczasowy. W regularnej cenie bym ich nie kupiła, ale za 25 PLN - czemu nie?  

  W outlecie Croppa jest także kolekcja męska. Panowie mieli w czym wybierać. Gdy dział damski był dosłownie spustoszony, na męskim nadal był spory wybór. Panowie chyba rzadziej chodzą do sklepów i to dlatego. Męskie dżinsy rzadko można w cenie regularnej kupić za mniej niż 100 PLN. W sumie nie wiem, czemu. My kobiety fajne spodnie z nowej kolekcji możemy mieć już za 79,90 PLN. Dlatego dżinsy ze zdjęcia za 40 PLN to dobra okazja. Podobnie jak koszulka z komiksowym nadrukiem (15 PLN). 
  W outlecie czyha jednak kilka pułapek. Warto o nich wiedzieć:

1. Brak możliwości zwrotu. Większość sieciówek gwarantuje możliwość zwrotu nieużywanego produktu, bez podania przyczyny, w ciągu 14 dni od daty zakupu (często jest to nawet 30 dni) w dowolnym sklepie w kraju. Ale jeżeli coś kupimy w outlecie House'a, to niestety w innym sklepie tej firmy nie będziemy mogli tego oddać. Co więcej - outlety często nie przyjmują zwrotów nawet w tej samej placówce. Warto więc zastanowić się, czy dana rzecz na pewno nam się podoba. 

2. Problem z reklamacją. Podobnie jak w poprzednim punkcie. Rzeczy kupione w outletach można reklamować tylko w outlecie, w którym dokonaliśmy zakupu. Często jest to niewykonalne;)

3. Cena. Rzeczy w outlecie czasem mają regularną cenę. Oczywiście takie miejsca robią często przeceny i inne promocje, ale nie wszystko, co jest w outlecie, musi kosztować grosze. Uważnie patrzcie na metki:)    

  W Łebie znajdują się jeszcze dwa outlety firmy House i tyleż samo Diverse. O łupach z House'a możecie przeczytać w poprzednim poście



Dodatkowo w miasteczku można znaleźć sklep z końcówkami kolekcji z Bershki, Zary i Massimo Dutti. Chociaż przyznam, że przeglądałam wieszaki i ubrań tej ostatniej marki nie znalazłam. 
  Od razu zaznaczam, nie jeżdżę nad morze, aby chodzić po outletach. Ale czasem trudno się powstrzymać, zwłaszcza że ubrania kupione na wyjeździe traktuję jak swojego rodzaju pamiątkę. Dlatego czasem trudno mi się rozstać z niektórymi zniszczonymi rzeczami. Chyba będą zalegały w szafie jeszcze długo. Nad polskim morzem jest jeszcze taki problem, że nawet w lipcu można nie trafić na dobrą pogodę. Wiem o tym z własnego doświadczenia. Wtedy outlety mogą okazać się jedynym pocieszeniem;) A Wy lubicie kupować w outletach?

czwartek, 14 sierpnia 2014

Did you pack everything?

  Podczas każdego wyjazdu pojawia się pytanie: Czy na pewno wszystko spakowałam? W 95% przypadków odpowiedź brzmi - nie. Ja tym razem byłam w większości;)Korzystam właśnie z kilku wolnych dni, ale to nie powód, żeby zaniedbywać bloga. Zwłaszcza, że temat zapominalstwa na wyjazdach jest jak najbardziej aktualny. W ogóle da się tak w 100% spakować wszystko, co chcemy?
  
  Czasem zapomina się o mało ważnej rzeczy, a czasem o czymś kluczowym. Jeżeli nie jedziemy na bezludną wyspę, to oczywiście wszystko można kupić na miejscu. Tylko komu chce się tracić czas i pieniądze? Dodatkowo szukanie okazji w momencie, kiedy przyjechaliśmy się zrelaksować, może być frustrujące. Na szczęście w miejscowościach turystycznych jest pełno outletów, w których możemy zrobić zakupy za rozsądne pieniądze:) Przykładowo - zakopiańskie Krupówki to jeden długi ciąg sklepów z odzieżą i dodatkami... Chociaż w tym przypadku to chyba niezbyt dobrze. Outletowymi miasteczkami w Polsce zajmę się w oddzielnym poście. W tym chcę się z Wami podzielić doświadczeniami z nadmorskiego wyjazdu.

  Dzień przed wyjazdem byłam niemal pewna, że w walizce jest wszystko. Jeszcze po przybyciu na miejsce nie zdawałam sobie sprawy z braku kilku dość ważnych przedmiotów;) Problem pojawił się w momencie, gdy pakowałam rzeczy na plażę... W zasadzie próbowałam pakować, gdyż okazało się, że nie mam w co. Moja plażowa torba została w domu. Podobnie zresztą jak klapki i ładowarka do telefonu:) Nie chciałam tracić czasu i pieniędzy na poszukiwania nowych rzeczy. Ale w pewnym sensie zostałam do tego zmuszona:) Poza tym lubię robić zakupy:) Ubrania i dodatki, które kupuję podczas wyjazdów, to dla mnie pewnego rodzaju pamiątka. Na szczęście jestem w miasteczku, w którym jest kilka tanich sklepów z ciekawym asortymentem: House, Cropp Town, Diverse. Trafiłam akurat na czas, gdy w outlecie House'a na buty i akcesoria jest promocja -50% od ceny na metce. I uwaga: dotyczy również rzeczy przecenionych.

  Jak już wspominałam, lubię oryginalne buty. Tyczy się to również domowych klapków;) W nadmorskich kurortach jest pełno stoisk z kolorowymi, gumowymi klapkami. Wiele osób uważa, że w końcu to tylko "buty" za grosze, ważne aby były. Ja niestety zwracam i na to uwagę. W Housie wypatrzyłam ciekawe brązowe klapki. Cena regularna to 39,99 PLN. Po przecenie kosztowały 24,99 PLN. A ja z dodatkowym rabatem zapłaciłam tylko 12,49 PLN. Taniej to już chyba nigdzie nie dałoby się ich kupić:) Gumowe klapki sprzedawane przy plaży to koszt min. 15 PLN.
  Rozmiarówka jest jednak nieco zaniżona. Musiałam wziąć rozmiar większe. W 37 trochę spadała mi pięta, a 38 jak widać jest ok.
  Trochę problemów miałam ze znalezieniem odpowiedniej torby. Finalnie kupiłam ją podobnie jak klapki - w Housie. 
  Wcześniej odwiedziłam kilka sklepów i stoisk, ale nic ciekawego nie znalazłam. Szukałam plażowej torby, czyli pakownej i takiej, która nie boi się piasku:P Myślałam o czymś w stylu jelly bag. Niestety te, które znalazłam, nie były ani ładne ani pojemne. Kosztowały 40 PLN, ale były dość małe i niewygodne. Zmieściłby się koc, telefon, ale z ręcznikiem już byłby problem. Torba z House'a kosztowała po przecenie 39,99 PLN (wyjściowo - 69,99 PLN). Na szczęście to również było traktowane jak akcesoria. Zapłaciłam więc tylko 19,49 PLN. To niedużo jak na taką torbę. Jest wygodna, pojemna i ma ładny kolor. Na plażę w sam raz.
 Zakup ładowarki sobie odpuściłam. Na szczęście mam od kogo pożyczać. Czasami warto czegoś zapomnieć - rzeczy, które kupiłam, przydadzą się też na inne okazje. A Wy czego najczęściej zapominacie zabrać na wyjazd? 

piątek, 8 sierpnia 2014

The Leather Story

  Nie tak dawno szukałam ładnych, porządnych mokasynów. Mam w swojej kolekcji ciekawe kolorowe buty z Deichmanna, ale potrzebowałam czegoś uniwersalnego w stonowanym kolorze - najlepiej granatowym lub brązowym. W zeszłym roku udało mi się nawet kupić takie mokasyny za 34 PLN! Przecenione z 79 PLN. Niestety wytrzymały tylko jeden sezon... Gdy założyłam je w tym roku, okazało się, że piętą praktycznie dotykam chodnika. Przeszłam się po kilku sklepach i nic ciekawego nie rzuciło mi się w oczy. Tzn. coś tam było, ale albo fason nie do końca mi odpowiadał, albo kolor, albo cena. W Deichmannie z tych ciekawszych modeli nie było już rozmiarów, a w Ambrze były ładne, ale na porządne nie wyglądały. Ekoskóra dość szybko się niszczy. Znalazłam za to kilka par ładnych balerinek, ale nie jestem przekonana do tego typu obuwia. Nie wiem czemu, ale rzadko trafiam na wygodne. Przeważnie ciągle mnie obcierają. Wolę mokasyny:) Poszperałam wiec na znanym portalu aukcyjnym. I znalazłam prawdziwe perełki.
  Te mokasyny na pierwszy rzut oka mnie nie zachwyciły. Powyginane i pogniecione wyglądały raczej jak buty babci. Nie wiem, czemu takie akurat skojarzenie;) Wczytałam się jednak w opis - firma Marks&Spencer (Footglove - dokładnie rzecz biorąc), buty 100% skóra. Sprzedawca deklarował, że były używane najwyżej kilka razy i są w stanie idealnym. Wyglądają mało atrakcyjnie, ponieważ przeleżały kilka miesięcy w magazynie, ale na nodze wszystko ładnie się wyprostuje. Mają ładny brązowy odcień, są z dobrego materiału, więc postanowiłam zaryzykować. Kupiłam je za 40 PLN. Na szczęście się nie rozczarowałam. Naprawdę wyglądały jak nowe, rozmiar też się zgadzał. Założyłam je na nogę i rzeczywiście po zagięciach nie ma już śladu. Uważam, że to bardzo udany zakup. Praktycznie nowe, skórzane buty za grosze.

  Kolejne buty również znalazłam w internecie. Po nich od razu było widać porządne wykonanie. 
Podeszwa jest nie tylko klejona, ale też szyta. Po solidnym wykończeniu butów od razu widać, że to produkt z górnej półki. Zazwyczaj dobra firma = dobra jakość. Timberland raczej trzyma poziom, jeżeli chodzi o buty i dodatki. Mokasyny (nowe!) wystawione były od 1 PLN i spodziewałam się, że osiągną wysoką cenę. W końcu w butiku kosztują po przecenie prawie 300 PLN (wyjściowo 499,99 PLN, sic!). Mimo to postanowiłam o nie zawalczyć. Stwierdziłam, że mogę zapłacić 100 PLN. W zasadzie byłam niemal pewna, że ktoś mnie przebije i finalnie kupi je za ok 200 PLN. Ja tyle za mokasyny (nawet markowe) nie zapłacę. Walka na aukcji trwała do ostatniej sekundy, ale wygrałam!:) Co prawda musiałam trochę przekroczyć budżet i zapłaciłam za nie 108 PLN:)
  Jak widzicie, porządne, skórzane i markowe rzeczy może mieć prawie każdy. Nawet przy obecnych zarobkach, które mówiąc szczerze, często nie są zbyt wysokie. Zauważcie, że zwykłe skajowe mokasyny w Deichmannie czy w Streecie kosztują ok. 80 PLN. To tylko 28 PLN mniej, niż zapłaciłam za Timberlandy i aż 40 PLN więcej niż mokasyny M&S!. A wiadomo, że lichej jakości buty wystarczą na sezon, góra dwa. Te, które nabyłam, powinny służyć mi jeszcze długo. Mają uniwersalny kolor i ponadczasowy wzór, więc nie ma obawy, że staną się szybko niemodne. Markowe dodatki nie muszą być domeną snobów i krezusów. Jak się odpowiednio poszuka, to Timberlandy, Vansy oraz inne porządne, firmowe obuwie można znaleźć za niewielkie pieniądze. Oczywiście takie okazje nie zdarzają się często i trzeba mieć trochę wprawy w szukaniu, ale opłaca się. Moja rada? Nie kupujcie pierwszych lepszych butów, które znajdziecie (chyba, że to megapromocja i trzeba się od razu decydować). Czasem warto poszperać w internecie, a można znaleźć perełkę.
  Prezentowane buty to nie koniec moich tzw. skórzanych zakupów. Kilka tygodni temu zgubiłam kurtkę... Możecie ją kojarzyć z jednego z poprzednich postów. Nie pytajcie tylko, jak to się stało, bo sama nie wiem. Pamiętam ostatni dzień, kiedy ją na sobie miałam, a potem nic.. luka w pamięci. Nie wiem, gdzie ją zostawiłam. Nie sądzę, żeby ktoś ją ukradł. Bardziej prawdopodobna jest opcja, że ją gdzieś położyłam i zapomniałam wziąć. Obdzwoniłam wszystkie miejsca, w których byłam, a nawet kontaktowałam się z biurem rzeczy znalezionych:) Nigdzie jej nie było. A ja przynajmniej mam czyste sumienie, że szukałam. Kurtka przepadła i tyle. Musiałam poszukać nowej, bo jak wiadomo, klimat jest nieprzewidywalny i kurtka może mi się przydać nawet w sierpniu. Z pomocą znowu przyszedł mi znany portal aukcyjny. Sprawdzałam, czy ktoś przypadkiem nie sprzedaje takiej samej, jak zgubiłam (może nawet moją;). I była, ale w nie moim rozmiarze. Za to moją uwagę zwróciła czarna skórzana kurtka Pull&Bear typu biker. Z opisu wynikało, że była używana (podobno 2 razy), ale że jest w stanie idealnym. Na zdjęciach rzeczywiście tak wyglądała. Cena 180 PLN. Jak sami wiecie, w sieciówkach typu Pull&Bear, Stradivarius czy Zara nawet nieskórzana kurtka potrafi kosztować 199 PLN albo i więcej. A tu niecałe 200 PLN za skórę. Dla mnie to i tak było ciut za dużo i stargowałam cenę do 150 PLN. Za tyle to nawet ciężko kupić ramoneskę z ekoskóry. A w Pull&Bear skórzane kurtki kosztują z reguły ponad 350 PLN. Nabyłam ją więc za mniej niż połowę ceny sklepowej. Nie mogłam się doczekać paczki. Trochę się obawiałam, bo nie lubię kurtek kupować bez przymierzania. Z reguły noszę rozmiar S, ale z kurtkami jest różnie. W S często ciężko mi się dopiąć, a znowu w M są za długie rękawy itp. Na szczęście kurtka przyszła taka, jak na zdjęciach. Żadnych śladów użytkowania, a co najważniejsze, rozmiar dobrany idealnie. Nadal żałuję tamtej kurtki, ale nie ma co się zamartwiać. Mam nową, fajną i do tego skórzaną. Gdybym nie zgubiła poprzedniej, prawdopodobnie nie znalazłabym tej. Ale nie chcę zaryzykować stwierdzenia, że czasami warto coś zgubić:)

 
  Żeby znaleźć coś wyjątkowego w sieci, czasem trzeba poświęcić trochę czasu i energii. Moim zdaniem - warto. Lubicie polować na takie okazje?