piątek, 25 lipca 2014

Black SandaLand

  Sandałki to chyba najbardziej popularne letnie obuwie. W zeszłym sezonie kupiłam bardzo ładne, beżowe sandały ze skóry. Zawsze wolałam buty skórzane niż z innego tworzywa, ponieważ wydawało mi się, że takie są ładniejsze i bardziej trwałe. Niestety te wytrzymały tylko jeden sezon... Nauczona przykładem, że skóra wcale nie jest taka wytrzymała, postanowiłam, że w tym roku znajdę ładne i trwałe buty (niekoniecznie skórzane) za rozsądne pieniądze.
  
  Jakiś czas temu upatrzyłam sobie na stronie internetowej Pull&Bear czarne skórzane buty ze złotymi elementami. Cena - 159,90 PLN. Trochę dużo jak na sandały z sieciówki, nawet jeżeli są skórzane. Zresztą tej skóry to tam niewiele jest Na  wyprzedaży ich cena spadła do 99,90 PLN  i momentalnie zniknęły ze strony. Po jakimś czas pojawiły się ponownie za 69,90 PLN. Niewiele myśląc, szybko kliknęłam swój rozmiar - i miałam szczęście, bo po godzinie już ich nie było w sklepie.


 Teoretycznie zakup idealny - 69,90 PLN za skórzane buty z efektownym wykończeniem? Nie mogłam się doczekać, aż paczka do mnie dotrze. Niestety mój entuzjazm opadł, gdy założyłam je na stopę. 


  Od razu zaznaczam - nie cisną mnie, ani nie uwierają. Po prostu nie są dopasowane do mojej nogi i palce wyglądają na ściśnięte (zwłaszcza mały). Nie wygląda to zbyt ładnie, a szkoda, bo buty same w sobie podobają mi się. Miałam dwie możliwości: albo je zwrócę, albo pochodzę, może się pasek trochę rozjedzie i będą wyglądały lepiej. W końcu to skóra, a skóra się rozciąga. Postanowiłam jednak nie ryzykować i sandały wróciły do sklepu.
  
  Ponieważ przydałyby mi się czarne sandały, postanowiłam znaleźć inne. Czemu czarne? Są klasyczne, pasują do każdej stylizacji. Nie lubię zwykłych, nijakich butów. Zawsze szukam czegoś oryginalnego. A to nie jest proste, zwłaszcza gdy zwraca się uwagę na cenę. Myślałam, że z czarnymi sandałkami pójdzie szybko, bo w końcu jest sezon i pełno tego w sklepach. Nie do końca tak było. Moje kryteria: korzystna cena, miły w dotyku materiał (niekoniecznie skóra) i w miarę dobre wykonanie (muszą dobrze trzymać stopę, żeby się nie zsuwała i nie było tzw. efektu palca-przodownika;)). Teoretycznie standard - takie powinny być każde buty. Nie ma też co wymagać cudów od butów z sieciówek, więc moje kryteria nie były wygórowane. Czas na relację z tego, co znalazłam w sklepach.

  Pierwsze sandałki pochodzą z Venezii. Są z miękkiej, miłej w dotyku skóry. Mimo że to japonki, nie uwierały w palce. Do tego mają złote ozdoby. Minus? Cena - 239 PLN. Za sandałki tyle nie zapłacę:) Często zimowe skórzane kozaki są w podobnej cenie. Zresztą sami możecie ocenić, że nie wyglądają na warte aż takiej sumy. 


  Kolejny sklep, który odwiedziłam, to House. Znalazłam tam dwie pary całkiem ładnych butów. Pierwsze wyglądają dość zgrabnie, ale niestety paski są z nieprzyjemnego w dotyku, twardego materiału i trochę obcierają stopę. Cena za to jest bardzo atrakcyjna, bo wynosi tylko 49,90 PLN. Ale niestety nie są to buty dla mnie. Nie chciałabym mieć poobcieranych stóp.


  Drugie buty z House'a to klasyczne czarne japonki. Cena taka sama jak poprzednich - 49.90 PLN. Te również nie były odpowiednie - zsuwała mi się z nich stopa. W ogóle raczej unikam japonek. Dla niektórych to najwygodniejsze buty na świecie, ale ja wolę je nosić okazjonalnie, np. na plażę. Do spacerów po mieście niestety nie są przystosowane. 


  Projektanci z River Island chyba uznali, że najlepiej zakuć klientów w kajdany, to już nigdy nie opuszczą sklepu... Tylko taka interpretacja przychodzi mi do głowy, jak widzę te japonki za 170 PLN. RI słynie z oryginalnych, a czasami wręcz udziwnionych rzeczy, ale te buty to lekka przesada. Może do jakiejś stylizacji byłyby odpowiednie, ale żeby w nich chodzić po ulicy? Raczej nie. Buty wykonane są z eko skóry. Dodatkowo wcale nie są wygodne, ale to może być moja subiektywna ocena, bo każdy ma inna stopę. Mnie uwierały w palce. 


  Zajrzałam też do Reserved, ale czarnych sandałów nie było. Wpadły mi w oko kolorowe buty na obcasie. Wiem, że szukałam czarnych sandałków, ale nie mogłam się powstrzymać:) Buty ogólnie fajne, charakterystyczne i zwracające uwagę, ale jakoś dziwnie leżały. Są chyba odpowiednie dla bardzo wysokich kobiet, bo optycznie skracają nogi.


  H&M - to jeden z niewielu sklepów, w którym jest pełno ubrań, a ja tam nie mogę znaleźć niczego dla siebie. Większość rzeczy jest słabej jakość, a ceny są nieproporcjonalnie wysokie. Sandałki ze zdjęcia kosztują 49,90 PLN. Wizualnie na nodze nie prezentują się źle, ale okrągłe paski są bardzo niewygodne.Projektant się nie popisał. Podeszwa jest z materiału a' la zamsz. Nie przypadły mi go gustu. 50 PLN za takie buty to lekka przesada. Innych czarnych sandałków w tym sklepie nie było.


  Lasocki to jedna z moich ulubionych marek (ale niestety droga). Zawsze znajdę tam ciekawe buty. Dostępne są m.in. w salonach CCC. Sandały ze zdjęcia może nie wyglądają efektownie. Mają prosty krój, a ich jedyną ozdobą są dżety na pięcie. Jednak na nodze leżą niemal idealnie. Są dobrze skrojone i wygodne. Cena 139,99 PLN. Do najtańszych nie należą, ale to i tak połowa tego co w Venezii. 



  Kolejne buty tej samej firmy to moje nr 1! Są podobne do tych, które kopiłam w zeszłym roku. Kwiat z przodu dodaje im uroku. Można je założyć i do dżinsów i do sukienki. Podobnie jak poprzednie, wykonane są ze skóry. Kosztują tyle, co przeważnie tego typu sandały - 119,99 PLN. I to cena wyjściowa. Dla porównania sandały z Pulla w cenie wyjściowej kosztowały 159,99 PLN. Rozbieżność jest spora. Może jak je przecenią, to się skuszę. Bo to chyba najlepsze, jakie udało mi się znaleźć. Staram się jednak nie kupować rzeczy pod wpływem impulsu:)


  
  Na koniec przeszłam się po sklepach Inditexu. Bardzo ładne i niedrogie sandały znalazłam w Stradivariusie. Obecnie można je kupić na przecenie za 49,90 PLN (cena wyjściowa 119,90 PLN). Buty są wykonane częściowo z ekoskóry, a częściowo z miękkiego materiału. Ładnie leżą na stopie, są wygodne i stabilne. Co prawda nadal myślę o tych od Lasockiego, ale te też są w porządku. Dodatkowo cenowo wypadają znacznie korzystniej.



A Wam które sandałki podobają się najbardziej?

3 komentarze:

  1. Zdecydowanie najlepsze z Venezi i druga para z Lasockiego. Jedne i drugie śliczne. Venezia była w ogóle moim ulubionym sklepem w Polsce, połowe butów miałam stamtad:-) brakuje mi jej tutaj. Choć w sumie teraz to ja mogę sandałki Hilfilgera mieć za ok. 70zł ;-)))
    www.odkrywajacameryke.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny pomysł na bloga. Uwierz, że też ubolewam nad cenami sieciówkach, które są w ogóle nie adekwatne do jakości tego co oferują. Dlatego wolę second-handy :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Na butach nie należy oszczędzać. Kupuj to co jest najlepsze dla Twoich nóg.

    OdpowiedzUsuń