niedziela, 15 czerwca 2014

Sale!

  Już tylko niecałe 2 tygodnie dzielą nas od wyprzedaży. Niektóre sklepy nieśmiało zaczynają wprowadzać obniżki, ale prawdziwe szaleństwo zacznie się dopiero pod koniec czerwca. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu "zjawisku" i podzielić się z Wami przemyśleniami.
  
  Jak już wcześniej wspominałam, nie lubię tłoku w sklepie. Podczas wyprzedaży w centrach handlowych panuje obłęd. Ubrania są często porozrzucane, pobrudzone itp. Nie wiem, co wtedy kieruje niektórymi ludźmi. Faktem jest, że nie jest to czas, gdy można na spokojnie poprzeglądać wieszaki i zastanowić się nad zakupem. Na wyprzedażach trzeba działać szybko. Żeby sprawnie zrobić zakupy, zebrałam w punktach najważniejsze kwestie:

1. Zarezerwuj sobie dużo czasu. Nie oszukujmy się – wyprawa do centrum handlowego nie będzie trwała godzinę. Samo czekanie do przymierzalni może trochę zająć. Nie warto ciągle spoglądać na zegarek i martwić się, że gdzieś będziemy spóźnieni. W końcu zakupy to przyjemność, a nie wyścig.

2. Zrób w szafie rekonesans. Zobacz, jakich ubrań najbardziej Ci brakuje. Zanim wybierzemy się na zakupy, dobrze jest wiedzieć, czego szukamy. 

3. Pilnuj budżetu. Podczas wyprzedaży łatwo „przeholować” z wydatkami. Należy pamiętać, że wiele "promocji" to tylko chwyt marketingowy. Według mnie przecena z 119,99 PLN na 109,99 PLN to praktycznie żadna obniżka. Poza tym można łatwo ulec wrażaniu, że wszystko jest tak tanie, że możemy sobie pozwolić na więcej... a przy kasie będzie niemiłe zaskoczenie. 

4. Nie ograniczaj się tylko do ulubionych sklepów. Wiadomo, że każdy ma swoje ulubione sieciówki. Warto jednak przejść się po sklepach, do których prawie nigdy nie zaglądamy. Dlaczego? Chociażby po to, żeby wiedzieć, czemu tam nie kupujemy;)

5. Ubierz się wygodnie. Chodzenie po sklepach jest męczące, dlatego najlepiej zrezygnować ze szpilek. Wygodne buty to podstawa. Dodatkowo lepiej też założyć ubrania, które łatwo ściągnąć;) W końcu będziemy dużo przymierzać, więc po co tracić czas na misterne dopinanie guzików w koszuli.

6. Zabierz doradcę. Najlepiej kogoś cierpliwego. To duża wygoda. Taki doradca nie tylko pomoże wybrać odpowiednią rzecz, ale też wymieni rozmiar, kolor itp., kiedy my będziemy w przymierzalni.

7. Nic na siłę. Nie kupuj rzeczy, do których nie jesteś przekonana. Ewentualnie pamiętaj, że rzeczy przecenione również można zwrócić. Wyprzedaże to czas, kiedy można poszaleć z modą i kupić coś, na co nie zwróciłybyśmy uwagi w regularnej cenie. Jednak jak już decydujemy się na zakup, to po to, żeby ciuch nosić. 
8. Wizualizuj. Zanim kupisz jakiś ciuch, zastanów się, z czym będziesz go nosić. Top za 70 PLN, który pasuje do większości spódnic i spodni będzie lepszym wyborem, niż koszulka za 40 PLN, którą założymy tylko do dżinsów. Wizualizacja to fajna sprawa, zwłaszcza gdy mamy ograniczony budżet.   

  
  Powyższe rady to według mnie "wyjście awaryjne" dla osób, które nie miały wcześniej czasu przygotować się do wyprzedaży. Ja wolę robić zakupy sprawnie i unikać niepotrzebnego stania w kolejkach, przeglądania wieszaków itp. Dużą wygodą jest to, że moje ulubione sieciówki prowadzą sprzedaż on line. Na to też oczywiście trzeba uważać, bo można się rozczarować po otworzeniu przesyłki. Rzeczy na zdjęciach wyglądają niekiedy zupełnie inaczej. Kłopotem może być też rozmiar, chociaż ja nie mam raczej z tym problemu. Zanim nadejdą wyprzedaże, staram się wybrać ubrania, które mnie interesują i zrobić rundkę po sklepach. Oglądam i przymierzam, a gdy nadejdą obniżki ... kupuję on line:) To bardzo wygodna opcja. Minusem może tu być fakt, że podczas wyprzedaży na paczkę czeka się dłużej niż normalnie. Nie jest to rozwiązanie dla tych, którzy potrzebują czegoś na już. Dodatkowo dzięki sklepom on line możemy kupować taniej. Jak to możliwe? Wyprzedaże zawsze mają ten sam schemat. Najpierw mała obniżka, a co tydzień kolejne spadki cen. Jeżeli możemy pozwolić sobie na zamrożenie gotówki, warto wykonać pewien myk: kupmy rzeczy, które nam się podobają i czekajmy dalej. Jak ceny spadną bardziej, można daną rzecz zamówić ponownie, a tę droższą zwrócić. Oczywiście rzecz nie może być używana. Plusem takiego rozwiązania jest to, że nawet jak nasz rozmiar będzie wykupiony no to trudno, zapłaciliśmy drożej, ale mamy upatrzony ciuch.  Ja bardzo często korzystam z takiego rozwiązania. Nie tak dawno w ten sposób kupiłam w Pull&Bear kurtkę, koszulę i koszulkę. Ostatecznie zapłaciłam bardzo niską kwotę. W sklepach stacjonarnych takie rozwiązanie by nie przeszło z kilku powodów. Po pierwsze, kto ma czas na chodzenie co tydzień do sklepów? Po drugie, w stacjonarnych bardzo szybko asortyment topnieje. Dodatkowo w sklepach on line można kupować całodobowo. A obniżki pojawiają się już po godzinie 00.00:)

  Poniższa kurtka kosztowała początkowo 249,90 PLN. W trakcie I tury wyprzedaży cena spadła do 139,90 PLN - niby dużo, ale i tak czekałam dalej. Kliknęłam ją dopiero, gdy kosztowała 99,99 PLN i... asekuracyjnie nie zdjęłam metek. Ostatecznie zapłaciłam 59,90 PLN! 


  Koszulkę z logo Supermana chciałam od dawna. Jej początkowa cena wynosiła 79,70 PLN. Trochę dużo jak na taki ciuch. Kupiłam ją za 49,90 PLN i w zasadzie myślałam, że to koniec "walki". Koszulka została wykupiona on line i w stacjonarnym sklepie też jej nie znalazłam. Ale ponieważ nie miałam okazji jej założyć, leżała w szafie jeszcze z metką. Po tygodniu w sklepie była tzw. dorzutka, czyli uzupełnienie rozmiarówki. Koszulka pojawiła się ponownie, z nową ceną 39,90 PLN. Opłacało się nie odrywać metki. 


  Kuszula to w zasadzie przypadkowy łup:) Podobała mi się na stronie, ale nie zdążyłam jej upolować. Początkowo kosztowała 79,90 PLN, a podczas pierwszej tury wyprzedaży 59,90 PLN. Niestety ludzie i tak ją szybko wykupili. Kupiłam ją podczas dorzutki za 49,90 PLN. Myślałam, że to już cena ostateczna, ale jakiś czas później byłam w sklepie stacjonarnym. Ta sama koszula kosztowała 39,90 PLN. Teoretycznie tylko 10 PLN różnicy. Ale po co przepłacać? Kupiłam ją taniej, a tę droższa zwróciłam:) 

  
 Jak widzicie, polowanie na korzystne ceny zajmuje trochę czasu. Myślę jednak, że warto. Dzięki temu można kupić więcej rzeczy za mniej. A chyba sami przyznacie, że większość ubrań nie jest warta swojej początkowej ceny.
 A Wy macie już upatrzone rzeczy, które chcecie kupić na wyprzedażach?

4 komentarze:

  1. Wyprzedaże mnie przerażają. Z moją ludziofobią widok kobiet stłoczonych wokół wieszaków sprawia, że wycofuję się ze sklepu. :)

    www.kaluznapisze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przydatne:d ja zazwyczja wpadam w taki szał, że biorę wszystko, a później zastanawiam się po co mi to :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nr 3 the best!
    wwww.magfashion.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Spryciula:P Nigdy nie wpadłam, żeby tak robić.
    W ogóle to trzeba się nauczyć jak kupować na wyprzedażach. Jak miałam 16 lat to za 200-300 zł potrafiłam się obkupić w wielkie siaty szortów/tiszertów/akcesoriów których potem nie nosiłam. Teraz za te pieniądze kupiłabym ze dwie porządne, dobre jakościowo rzeczy, które posłużyły by mi na dłużej.

    OdpowiedzUsuń