niedziela, 8 czerwca 2014

Reclamation - how to do that?

  Znacie to uczucie, kiedy ulubione buty się niszczą? Ok, wiadomo, że to naturalna kolej rzeczy. Jeżeli wytrwale służyły przez 4 sezony, to wszystko jest w porządku, ale co zrobić, gdy usterka pojawia się nagle i to w krótkim czasie od zakupu? Należy złożyć reklamację:) Na większość ubrań i butów przyznawana jest 2-letnia gwarancja. Znaczy to, że w tym czasie rzeczy nie powinny się zniszczyć od zwykłego użytkowania. Jeżeli coś się z nimi stanie, to producent jest zobowiązany szkodę naprawić. Co innego, gdy jest to usterka mechaniczna. Wtedy mamy marne szanse, że producent taką reklamację uzna.

Jak złożyć reklamację


  W sklepie podczas składania reklamacji należy przedstawić dowód zakupu. Najlepiej zachować paragon i przechowywać go przez 2 lata. W niektórych sklepach obuwniczych obowiązkowo trzeba też mieć oryginalne pudełko. Do niedawna tak było np. w Deichmannie (dawno tam nie kupowałam, więc nie wiem, jak jest teraz). Jeżeli nie mamy paragonu, to jeszcze nic straconego. Dowodem zakupu może być też wydruk z konta, jeżeli płaciliśmy kartą. Problem może pojawić się, gdy nie mamy żadnego dowodu, że towar kupiliśmy. W takich sytuacjach wiele zależy od kierownika sklepu. W Pull&Bear i Bershce nie jest to dużym problemem - często przyjmują reklamacje i bez dowodu zakupu. W innych sieciówkach bywa różnie. Dlatego lepiej schować paragon do pudełka i trzymać:) 


Jak to wygląda


  Każdy sklep rządzi się swoimi prawami. W jednym reklamacje uznają od ręki, w innym trzeba spisać protokół. W tym drugim przypadku producent lub sklep ma obowiązek wydać decyzję w ciągu 14 dni, licząc od dnia następnego od momentu złożenia reklamacji. Jeżeli po 2 tygodniach nie dostaniemy odpowiedzi, reklamacja zostanie automatycznie uznana.
  
  Jeżeli reklamacja zostanie uznana, to sklep ma do wyboru kilka opcji: naprawić usterkę, wymienić towar na nowy lub zwrócić gotówkę. Czasami zamiast pieniędzy możemy otrzymać kartę podarunkową. W zimie reklamowałam w Pull&Bear buty, w których rozkleiła się podeszwa. Często słyszę historie, że reklamacje butów bardzo rzadko rozpatrywane są na korzyść klienta. Coś w tym może jest - to taki produkt, który dość szybko może się zniszczyć. Czasem wystarczy się potknąć i już materiał jest uszkodzony. Producentom zwyczajnie nie opłaca się uznawać takich reklamacji, najłatwiej odesłać informację, że zniszczyły się przez niewłaściwe użytkowanie. Z butami z Pulla postanowiłam jednak zaryzykować, zwłaszcza że miałam je na nogach dosłownie kilka razy. Kierownik sklepu rozpatrzył reklamację od ręki i dostałam kartę. 
  
  Nie wiem, czemu wiele osób wstydzi się coś zareklamować, szczególnie jak rzecz była tania. Co z tego, że bluzka kosztowała 20 PLN? I tak nie powinna rozciągnąć się w praniu, gdy postępujemy zgodnie z instrukcją na metce. Uważam, że reklamować trzeba wszystko, co przedwcześnie się zniszczyło. W końcu za coś zapłaciłam;) Pracownikom sklepu naprawdę jest wszystko jedno, co się reklamuje i dlaczego. Dziś podzielę się z Wami historią pewnych tenisówek. Buty kupiłam, a w zasadzie dostałam, rok temu. Miały śliczny neonowy odcień różu - aż raziły w oczy:) Niestety jak to bywa z takimi butami szybko się brudzą. Wystarczy kilka razy przejechać się metrem w godzinach szczytu... Gdy założyłam je pierwszy raz, szybko pojawiła się na nich mała czarna plamka. Postanowiłam zetrzeć ją wilgotną chusteczką - zeszła ... razem z kolorem! Stwierdziłam jednak, że nie ma co robić afery bo to w końcu buty za 29 PLN, a wytarte miejsce nie rzuca się w oczy. Nie tak dawno założyłam trampki na spacer. Niestety niespodziawanie zaczął padać deszcz, w wyniku czego buty doszczętnie przemokły. Po wyschnięciu wyglądały tak:


  Kolor nierównomiernie zszedł. Po neonowym różu w zasadzie nie było już śladu. Mimo że to nie były drogie buty, złożyłam reklamację. W końcu po jednym zamoczeniu nie powinny tak wyglądać. Po 14 dniach przyszła odpowiedź, że reklamacja została uznana i zwrócili mi pieniądze. Kupiłam za to kolejne trampki. W końcu bilans musi się zgadzać:)

  Kobieta składająca reklamacje w sklepie to częsty widok. Gorzej z panami. Oni wolą wyrzucić zniszczoną rzecz i kupić nową:) Buty ze zdjęcia pochodzą z Pull&Bear.

  Były eksploatowane do granic możliwości. Po roku okazało się, że podeszwa jest dziurawa niczym ser szwajcarski, a materiał się przetarł.



  Nie wyglądały ciekawie, a nie minęły jeszcze ustawowe 2 lata. Ponieważ zostały kupione przez internet, podczas reklamacji wszystko poszło gładko. Pieniądze zwrócili od ręki. 

  Myślę, że warto reklamować rzeczy. Nic na tym nie tracimy, a można wiele zyskać. Buty z sieciówek rzadko wytrzymują ustawowe 2 lata. Dzięki temu praktycznie co roku można je reklamować. Plus jest taki, że za odzyskane pieniądze można kupić nową rzecz. A to duża oszczędność. Kilka lat temu, gdy pracowałam w sieciówce, miałam dość zabawną sytuację. Przyszła kobieta, która chciała zareklamować buty. Teoretycznie normalna sprawa. Dziwny był jednak powód - stwierdziła, że "buty śmierdzą tak bardzo, że ciężko wytrzymać". Kierownik sklepu był zaskoczony, ale reklamację uznał;) 

  A Wy macie sprawdzone sklepy, w których nie robią problemów z reklamacjami?

3 komentarze:

  1. rewelacyjny wpis!


    fashionable-sophie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. W Deichmannie nigdy nie chcieli pudełka, a kupuję i reklamuję tam buty od kiedy pamiętam. Aczkolwiek teraz jest znacznie trudniej z uznaniem reklamacji.

    Ciekawy post i ciekawy blog. Trzymam kciuki i nie przestawaj pisać :)

    OdpowiedzUsuń