poniedziałek, 12 maja 2014

Perfect haircut for free?

  Fryzury wiele mówią o ich włacicielach. Ładne, zdrowe i zadbane włosy są chyba najlepszą ozdobą kobiety (zaraz po uśmiechu). Aby były w dobrej kondycji, co jakiś czas trzeba się udać do fryzjera. Ponadto trochę przyjemności w końcu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a nie ukrywajmy - wizyta w salonie to chwila relaksu. Co więcej - nic nie dodaje tyle pewności siebie co nowa, fajna fryzura. Niestety fryzjerzy dość wysoko wyceniają swoje usługi. W "najgorszej" sytuacji są właścicielki długich włosów. Większość salonów ma cennik oddzielny dla krótkich, średnich i długich włosów. Posiadaczki tych ostatnich za podstawową usługę, jak strzyżenie i koloryzacja, w warszawskich salonach zapłacą ok. 300 PLN. Jeżeli dodatkowo wybiorą usługę bardziej zaawansowaną, np. balejaż, ombre hair czy koloryzacja splash light, to cena będzie znacznie wyższa. Na szczęście w stolicy jest kilka miejsc, gdzie fajną fryzurę możemy mieć za darmo lub półdarmo. I wcale nie trzeba zostać "królikiem doświadczalnym" kursantów szkół fryzjerskich.
  Na uwagę zasługuje fryzjerska sieciówka - Jean Louis David. Ich salony rozsiane są po całej Polsce. Plusem jest to, że na wizytę nie trzeba się umawiać. Można (a nawet trzeba, bo w salonie nie prowadzą zapisów) wejść z ulicy, a ktoś od razu zajmie się fryzurą. Sieciówka jest dobra szczególnie dla posiadaczek długich włosów. W JLD obowiązuje jeden cennik dla każdej długości. A jak wiadomo, u większości fryzjerów, szczególnie przy farbowaniu, długowłose kobiety płacą więcej. Po prostu na taką czuprynę trzeba zużyć więcej farby. W JLD tak nie jest. Jakiś czas temu szukałam odpowiedniego salonu, w którym mogłabym zrobić dekoloryzację. JLD wypadł najlepiej - dekoloryzację i nałożenie nowej farby wycenili na 240 PLN! To naprawdę niedużo. W innym salonie za samo ściągnięcie koloru zażądali 400 PLN. Jakby doliczyć farbowanie i jakąś maskę, cena wyniosłaby ok 600 PLN. Jedyny minus sieciówki to natarczywi fryzjerzy. Każdemu klientowi chcą wcisnąć odżywki i maski. Widocznie takie mają wytyczne. Niestety nie opłaca się tam kupować oferowanych produktów. Te same kosmetyki można taniej kupić na znanym serwisie aukcyjnym lub w lepszej drogerii. 
  JLD prowadzi  Akademię Fryzjerską dla swoich pracowników. Są to osoby, które już pracują w salonie, ale chcą podnieść kwalifikacje. Dlatego sieciówka cały czas poszukuje chętnych modelek i modeli, na których fryzjerzy mogą ćwiczyć. Usługi nie są darmowe, ale w bardzo korzystnych cenach. Przykładowo koloryzacja (obojętnie czy to jeden kolor, czy np. splash light) plus modelowanie i strzyżenie kosztuje 50 PLN. O efekt nie ma co się martwić - wszystkie poprawki wykonuje doświadczona trenerka, która nadzoruje pracę fryzjerów. Oczywiście fryzurę i kolor wybiera klient. Terminy nie są bardzo odległe, średnio na wizytę czeka się tydzień. Aby wybrać się do Akademi Fryzjerskiej, trzeba zalogować się na stronie JLD. Dalej w zakładce "dostępne szkolenia" wybiera się usługę, datę i godzinę. Szczegóły znajdują się na stronie fryzjerskiej sieciówki. Myślę, że warto się tam wybrać i następnym razem sama skorzystam z ich oferty. Pakiet usług w takiej cenie to bardzo dobra oferta.
  Kolejne miejsce to salon, gdzie zupełnie za darmo profesjonalni fryzjerzy zajmą się naszą fryzurą. Filip Galas FreeHair Team znajduje się w centrum Warszawy przy ulicy Noakowskiego. Jest to dość znane miejsce, często z ich usług korzystają celebryci. Na stronie salonu znajduje się odnośnik "gratisowe cięcia". Aby z nich skorzystać, należy wypełnić formularz i dołączyć zdjęcie włosów. Nie musi być w super jakości. Gdy pracownik salonu zadzwoni z zaproszeniem i tak wypyta o wszystko:) Nie jest to na pewno opcja dla tych, którzy chcą coś zrobić z włosami na już. Na telefon można trochę poczekać, nawet ok 2-3 tygodni. Z tego co wiem - warto.
  Kolejnym salonem, który czasami oferuje darmowe metamorfozy, jest Wella. Najlepiej skontaktować się telefonicznie ze Studiem Wella przy ul. Smoczej i zapytać o wolne terminy. Podobnie jak u Filipa Galasa na zaproszenie można trochę poczekać. Ja skorzystałam z propozycji salonu i poszłam na taką metamorfozę. Jak to wygląda? Na początku fryzjer ocenia stan włosów i proponuje najlepszą, jego zdaniem, fryzurę. Moje włosy były długie i mocno pocieniowane, ale trochę klapnięte i "bez życia". Stylista zaproponował początkowo "boba". Nie zgodziłam się:) Oczywiście, ktoś powie, że to metamorfoza i chodzi o to, aby zmiana była widoczna. Ok, ale to klient powinien się dobrze czuć, a ja nie widzę siebie w takiej fryzurze. Może kiedyś się na to skuszę, ale na pewno nie teraz. Poszliśmy więc na kompromis: włosy zostały skrócone o ok. 10 cm, lekko ścieniowane, do tego prosta postrzępiona grzywka i farbowanie na naturalny brązowy kolor. Dodatkowo fryzjerka nałożyła mi różnego rodzaju odżywki, bo włosy były mocno przesuszone. To niestety efekt licznych "eksperymentów". Mój naturalny kolor to blond, ale ten odcień ledwo pamiętam. Kiedyś mocno rozjaśniałam włosy, potem przyciemniłam, zdekoloryzowałam i za jakiś czas ponownie miałam ciemne. Jak widać - sporo przeszły, więc profesjonalne, dogłębne odżywianie dobrze im zrobiło. Efekt możecie ocenić sami:


Przed:


 Po kilku miesiącach samodzielnego farbowania włosy były wysuszone i trudne do ułożenia.


Po:


  Jak widzicie, nie jest to jakaś spektakularna przemiana. Włosy mają ładniejszy odcień, są krótsze i łatwiej je układać.  Dodatkowo są delikatnie pocieniowane, dzięki czemu wyglądają na bardziej gęste. 


Wcześniej nosiłam grzywkę na boku, teraz jest prosta. Nie chciałam, żeby wyglądała "ciężko", więc fryzjer trochę ją postrzępił. Dzięki temu nawet jak nieco odrośnie, to łatwo będzie ją zaczesać na bok. Zobaczymy za miesiąc:)


  Niestety zdjęcia nie do końca odzwierciedlają kolor. Ale zapewniam - włosy nie są czarne tylko brązowe. Jeżeli wybieracie się na metamorfozy do salonu Wella, zarezerwujcie sobie trochę czasu. Ja spędziłam tam 3,5 h. To długo - nawet podczas dekoloryzacji nie siedziałam tyle u fryzjera. Czemu więc aż 3,5 godziny? Fryzjer nakładał mi 3 różne maski, które musiałam trzymać na włosach kilkanaście minut. Dodatkowo po zakończonej metamorfozie trzeba chwilę zostać - fryzjer opowiada pozostałym uczestnikom spotkania, co zrobił i dlaczego. Przed wizytą czytałam rożne opinie o tym miejscu. Część osób wypowiadała się negatywnie - że nie ma się wpływu na fryzurę, kolor itp. Może kiedyś tak było, nie wiem, ale teraz na pewno nikt nie zetnie nawet milimetra bez zgody klienta. Ogólne wrażenie -  pozytywne. Za jakiś czas planuje zrobić "małą rewolucję" i wrócić do naturalnego odcienia włosów. Myślę, że odwiedzę Akademię JLD i na pewno opiszę wrażania.
  A Wy korzystacie z ofert darmowego cięcia/koloryzacji? Słyszałam, że szkoły fryzjerskie również organizują takie spotkania. Z tym, że tam wykonują je osoby, które dopiero się uczą. Efekt może być więc różny.

6 komentarzy:

  1. Śliczne włosy. Właśnie taka długość mi się marzy. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie wizyty w salonie to pokarm dla duszy <3

    http://oligatorka.blogspot.com/2014/05/take-me-to-bad-gastein.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje włosy kojarzą mi się z fryzurą Kleopatry. :)

    Ja odwiedzam lokalną, sprawdzoną fryzjerkę i to ona podcina mi końce. Koloryzację i inne zabiegi pielęgnacyjne wykonuję sama, w domu. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że takie możliwości są tylko w dużych miastach, bo chętnie oddałabym swoją głowę na metamorfozę do jakiegoś zdolnego fryzjera. U nas ceny są może i niższe, ale trudno trafić na fryzjera, który sam coś doradzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. niezła metamorfoza, myślisz ze zasługuje na udział w konkursie? https://www.facebook.com/shearshare/photos/a.453996838086597.1073741828.449922428494038/516055741880706/?type=1&theater

    OdpowiedzUsuń