czwartek, 29 maja 2014

On the other hand the secondhand

  Secondhandy wzbudzają skrajne emocje. Jedni je uwielbiają i twierdzą, że można tam upolować prawdziwe perełki za grosze. Drudzy wręcz przeciwnie - omijają szerokim łukiem, bo nie wiadomo, kto te ciuchy nosił, a poza tym to taki "ostatni sort". Według mnie prawda leży gdzieś po środku:) Trzeba mieć naturę "łowcy", aby odnaleźć się w gąszczu ubrań. Nie raz widziałam, jak w dniu dostawy przed lumpeksem ustawiała się kolejka zupełnie jak za czasów komuny. Przez długi czas nie byłam przekonana do takich miejsc. Nie lubię tłoku w sklepach i jakoś odpychała mnie myśl, że te ciuchy nosiło już 5 różnych osób. Postanowiłam jednak tam wejść, aby przekonać się, co tak przyciąga ludzi. Najlepszy moment to oczywiście dzień dostawy (w każdym secondhandzie jest inny), bo asortyment nie jest jeszcze przebrany i można znaleźć coś fajnego. Pierwsze wrażenie nie było zachęcające. Osoby (w różnym wieku) jak w jakimś transie przerzucały sterty ubrań. Tak więc moja pierwsza wyprawa skończyła się na obejrzeniu kilku bluzek. Później było już trochę lepiej;) Wiele zależy od samego sklepu. Bo SH dzielą się na te lepsze i gorsze. 

Jak wybrać właściwy lumpeks?

 

  W dobrym SH personel dba o asortyment. Rzeczy są posegregowane na spodnie, spódniczki, bluzki, sukienki itp. Oczywiście oddzielnie znajduje się dział męski i damski (a czasem nawet dziecięcy). Ubrania ładnie wiszą na wieszakach, a drobne części garderoby leżą w koszach. Moja rada: zwracajcie uwagę na przymierzalnie. Najlepiej jak lustro jest w każdej kabinie. Nie tak dawno spotkałam się z takim miejscem, gdzie było tylko ogólnodostępne lustro. Wtedy trzeba ubranie założyć i wyjść się przejrzeć. Niezbyt wygodne rozwiązanie. Zwłaszcza, jak stoi 5 kilometrowa kolejka i ludzie z niechęcią patrzą, jak się 10 razy przeglądasz z każdej strony:P Dodatkowo powinna w sklepie znajdować się waga kontrolna. Wtedy sami wiemy, ile mniej więcej ważą nasze zakupy.

Jak szukać?

 

  Sieciówki mają tę przewagę, że można spokojnie pochodzić, pooglądać, a jak nie ma rozmiaru, to znajdzie się w magazynie lub innym sklepie. W lumpeksach tak nie ma. Dlatego, zanim wybierzemy się na zakupy, warto się zastanowić, czego szukamy: spodni, bluzki czy sweterka? To ważne, bo inaczej możemy przeglądać wieszaki przez cały dzień;) W lumpeksach jest tak wiele ciuchów, że ciężko zobaczyć je wszystkie. Jeżeli mamy zarys, co chcemy kupić, będzie łatwiej. Warto też pomyśleć nad kolorem tej rzeczy. W dniu dostawy w lumpeksach jest tłum wygłodniałych zakupoholików. Z pewnością (dosłownie) rzucą się na wszystko, co jest w sklepie. Będziemy mieć przewagę, jeżeli wiemy, po co tu przyszliśmy. W praktyce wygląda to tak: zawsze chwytajmy rzecz, która zwróciła naszą uwagę, np. przyszliśmy po żółtą spódnicę - łapmy każdą rzecz w tym odcieniu z odpowiedniego sektora. Ta strategia naprawdę działa:) Problemem w zakupach może okazać się rozmiar. Po pierwsze większość ubrań nie ma metek, więc trzeba je wybrać "na oko" i mierzyć. Zawsze jednak można taki ciuch przeszyć w domu lub oddać krawcowej. I tak wyjdzie taniej niż zakupy w sieciówce. Nie jestem jakąś ekspertką w wyszukiwaniu perełek z SH, ale zauważyłam, że moja taktyka się sprawdza.

Ceny

 

  Ceny w tego typu miejscach zależą od lokalizacji (w Warszawie zawsze jest drożej niż np. w Płońsku) i jakości oferowanych ubrań. W lepszych SH jest to ok 50 PLN za kilogram. Czasem nawet 65 PLN! Niektóre lumpeksy mają stałą cenę na lepsze rzeczy. Sama widziałam, jak na płaszczyku widniał napis 70 PLN. Z drugiej strony, gdzie znajdziemy płaszcz za taką cenę?:)

Kogo możemy tam spotkać?

 

  Dawniej istniało przekonanie, że w lumpeksach kupują ludzie, którzy nie mogą się poszczycić zasobnym portfelem, np biedni studenci. Teraz w SH można spotkać osoby z każdej grupy społecznej. Są tzw. "babcie emerytki", studenci i osoby, które bardzo dobrze zarabiają. Lumpeks nie jest już dla "biedaków". Osoby, które lubią bawić się modą, chodzą do SH w poszukiwaniu inspiracji i ciekawych ubrań. Dzięki temu mogą komponować oryginalne sety. Dodatkowo takie ubrania można bez obaw przerabiać. Raczej szkoda pociąć top z Zary za 150 PLN, ale przy podobnej rzeczy z SH za 15 PLN już nie mamy oporów;) Faktem jest, że w lumpeksie trzeba umieć szukać. Nawet nie tylko umieć, ale i to lubić. Wychodzę z założenia, że o ile tego pierwszego można się nauczyć, tak z tym drugim trzeba się urodzić.

  Jak wiecie, w tym roku w sieciówkach królują kwieciste wzory. Kilka dni temu w jednym z SH znalazłam bardzo fajną sukienkę, która idealnie wpisuje się w ten trend. 

Niestety nie wiem, jaka to firma, ani nawet rozmiar, bo ciuch nie posiada żadnej metki. Co nie jest dla mnie problemem:) Materiał to chyba poliester. Mam jedną bluzkę, która w dotyku jest identyczna i na tej zasadzie tak stwierdzam. Minusem była w niej lekko przybrudzona podszewka, ale na szczęście się odprała. Według mnie sukienka jest idealna - mogę ją założyć do obcasów i do płaskich sandałków. Ponieważ nie jest ciężka, kosztowała tylko 22,63 PLN! Tak tanio nie kupiłabym jej na żadnej wyprzedaży! W ogóle nie wiem, jak ktoś mógł się jej pozbyć?!

Dla porównania możecie zobaczyć podobne modele dostępne w sieciówkach. Sukienki są śliczne i być może się na którąś skuszę.. podczas wyprzedaży:) 

Mango, 139 PLN
Mango
 Pull&Bear, 139,90 PLN
http://www.pullandbear.com/webapp/wcs/stores/servlet/ProductPage?catalogId=20109402&langId=-22&storeId=25009524&categoryId=29016&productId=3659541
Pull&Bear



Bershka, 159 PLN

Bershka
Top Shop, 190 PLN

http://www.topshop.com/en/tsuk/product/clothing-427/dresses-442/floral-contrast-dress-by-love-2869649?bi=601&ps=200
Top Shop

  Jak widać, wcale nie trzeba mieć grubego portfela, aby się modnie ubrać. Wystarczy poświęcić trochę czasu na poszukiwania. Nie ukrywam, że na wizytę w SH trzeba mieć czas i cierpliwość. Dodatkowo czasem to się opłaca, a czasem niestety wrócimy do domu z pustymi rękami. Sama nie chodzę często do lumpeksów, głównie z powodu braku czasu. Ponadto denerwuje mnie tłok i większość ludzi, którzy tam przyszli. Czasami jednak warto się "przemęczyć" i wygrzebać coś fajnego;) Można sporo zaoszczędzić.

A Wy chodzicie do SH? Możecie się pochwalić jakimś łupem?

Prezentowane zdjęcia pochodzą ze stron sklepów internetowych. Sukienki są obecnie dostępne w sprzedaży.

6 komentarzy:

  1. Wow!!! Przepiękne sukienki :) Uwielbiam kwiatowe wzory :)

    OdpowiedzUsuń
  2. SH wywołuje u mnie instynkt zdobywcy. Najlepsze i te najbardziej oryginalne rzeczy mam właśnie stamtąd, upolowane za grosze. Takich, których nigdy nie oddam ani nie sprzedam. Teraz będąc w ciąży, coraz częściej odwiedzam dział dziecięcy, Zara, H&M, Gap, Benetton, spodnie, bluzeczki, body - czasem z metkami a ceny śmieszne :) Dziecko moje ma przyszykowaną garderobę na najbliższy rok, bo jak wiadomo maluch rośnie jak na drożdżach a ja zaoszczędzone pieniądze mogę przeznaczyć na lepszy wózek, szczepionki czy wymarzone łóżeczko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama uwielbiam SH :) Chciałam cię tylko poinformować, ze ostatnio w styczniu/lutym w C&A były piękne kurtki zimowe za 50zł, miały piękny krój, itd... A więc nie tylko w sh można coś za niską ccenę kupić, wystarczy czasem iść do glaeri jak są promocje ;.

    OdpowiedzUsuń
  4. śliczne sukieneczki, też uwielbiam kwieciste wzory ;) mi udało się znaleźć w SH kwiecisty kombinezon z new look ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi cierpliwości brak: rzadko potrafię wynaleźć coś fajnego :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację, że do SH trzeba mieć cierpliwość, nie tyle co do samego sklepu co do niektórych ludzi, którzy nie potrafią się zachować. Wiadomo, że przebierać trzeba szybko ale popychać się wzajemnie i wrzeszczeć na siebie to już nie jest przyjemne dla nikogo. Ale taki już urok tych miejsc, zawsze tam gdzie tanio będzie tłum i hałas, nie tylko w SH, a widziałaś filmik jak ludzie w Lidlu rzucają się na Crocsy? Albo kolejki przed otwarciem jakiejś nowej Biedronki?

    OdpowiedzUsuń