wtorek, 20 maja 2014

Looking for a job - part 3

  Pisałam już na blogu o umowie o dzieło. Tym razem chcę poruszyć wszystkie aspekty umowy zlecenia. Jest to dość często oferowana forma współpracy (szczególnie studentom). Osobom, które skończyły 26 lat "zlecenie" zapewnia jedno - składki. I ten właśnie fakt czyni ją lepszym rozwiązaniem od znienawidzonej przez większość umowy o dzieło. Zlecenie jest nazywane "lepszą śmieciówką".
  Osoba, która pracuje na takiej umowie, musi swoje obowiązki wykonywać najlepiej, jak potrafi. O ile w "dziele" jesteśmy rozliczani za efekt, tak na zleceniu ważne jest samo "staranie się". Nigdy mnie ta definicja nie przekonywała, no bo w końcu każdą pracę powinno się wykonywać, jak należy. Niemniej jednak umowa zlecenie opiera się właśnie na "starannym działaniu". To oczywiście tylko teoria. W rzeczywistości zlecenie bardzo często nosi znamiona umowy o pracę, a przedsiębiorcy oferują je z chęci oszczędzania. Faktem jest też, że większość prac może być wykonana zarówno na zlecenie, jak i umowę o pracę. W tym przypadku decydują szczegóły. Przy takiej umowie nie ma jednak, w odróżnieniu od umowy o pracę, maksymalnej ilości godzin, które możemy przepracować. Na zleceniu można równie dobrze przychodzić na 4h dziennie, jak i na 12. Chyba najlepiej wiedzą o tym ci, którzy pracowali kiedyś w sklepie z ciuchami lub restauracji;) Oczywiście plusem jest to, że każda godzina jest płatna. Niestety w momencie, gdy wypada dzień wolny, nikt nam już za niego nie zapłaci. Tylko "zleceniowcy" nie cieszą się więc z dat takich jak 2.05 czy 11.11:)
  Czasami pracodawca oferuje płatny urlop, ale to rzadkość. Umowa zlecenia nie może być relacją pracodawca-pracownik. Przy takiej umowie powinny być jasno wyznaczone zajęcia, przy czym to zleceniobiorca sam organizuje sobie pracę. Zleceniodawca po zakończeniu współpracy nie ma obowiązku wystawiania świadectwa pracy, ani żadnego innego dokumentu. Nie jest to chyba jakąś dużą stratą:) Jak odróżnić umowę o pracę od zlecenia? Przykładowo:

  Sekretarka wykonuje zadania zlecane przez dyrektora na bieżąco, np. ten informuje ją, żeby zadzwoniła do firmy X, zrobiła raport za poprzedni miesiąc itp. Dodatkowo jest obecna na spotkaniach biznesowych, które często przeciągają się poza godziny jej pracy. W takiej sytuacji można powiedzieć, że sekretarka musi się podporządkować pracodawcy - jest to zatem umowa o pracę.  


  Sekretarka pracuje przez 8 godzin dziennie. W tym czasie zbiera zamówienia od klientów, wysyła portfolio do interesantów - innymi słowy robi wyłącznie to, co ma zapisane w umowie. Dyrektor nie dodaje jej innych obowiązków, a ona sama organizuje sobie pracę tak, aby wyrobiła się ze wszystkimi zadaniami w określonych godzinach. Ze względu na brak organizacyjnego podporządkowania praca sekretarki może być wykonywana na zlecenie.


  Jak widać, praca na tym samym stanowisku z podobnym zakresem obowiązków może być wykonywana na dwie różne umowy. W praktyce się to raczej nie sprawdza. Pracodawcy coraz częściej wymagają zaangażowania i dyspozycyjności jak przy umowie o pracę, a oferują śmieciówki. Na szczęście zdarzają się wyjątki.

  Jak wspomniałam na początku, przy tym typie umowy zleceniodawca jest zobligowany, aby płacić składki. Nie jest to konieczne, gdy pracownik jest uczniem lub studentem do 26 roku życia (stąd wiele ofert pracy ma dopisek "mile widziani studenci"). Osoba, która wykonuje umowę na zlecenie i jest to dla niej jedyny tytuł do ubezpieczeń, obowiązkowo podlega ubezpieczeniom: rentowym, emerytalnym, wypadkowym (jeżeli zlecenie wykonywane jest w siedzibie firmy) i zdrowotnym. Dobrowolnie może mieć również odprowadzane składki na ubezpieczenie chorobowe. Jest to o tyle dobre, że np. w przypadku choroby ZUS będzie wypłacał pieniądze za tzw. L-4. Ma to też swoją druga stronę. W momencie, gdy osoba pracująca na zlecenie ma opłacaną taką składkę, jest zobowiązana do przyniesienia pracodawcy zwolnienia. Pamiętam, jak dawno temu pracowałam w jednej z sieciówek na tę właśnie umowę. Ponieważ było upalne lato, mało kto z chęcią przychodził do pracy, zresztą nie ukrywajmy - szukanie klientom rozmiaru marynarki czy składanie bluzek nie jest zajęciem marzeń;) Dlatego też w tym okresie był po prostu wysyp "nagłych wypadków". Często ktoś dzwonił do kierownika i mówił, że tego dnia nie przyjdzie z powodu choroby. Kierownik tylko raz zapytał się kogoś o zwolnienie od lekarza, na co usłyszał "przyniosę, ale rozumiem, że mi oddasz pieniądze za te dni?". Potem już nie wymagał żadnych zwolnień;) Takie zachowanie w poważnej pracy oczywiście nie jest mile widziane i lepiej tak nie robić. Ale jako że to była praca typowo studencka i ze studenckim podejściem, nie było problemu. Chcę Wam tylko na tym przykładzie pokazać, że zlecenie daje dużą swobodę działania. Należy jednak pamiętać, że gdy nie przychodzimy do pracy, to nie zarabiamy. 
  Na umowę zlecenia możemy pracować w kilku miejscach jednocześnie. W takim przypadku składki są opłacane wyłącznie z tytułu jednej, wybranej umowy. Zlecenie ma też inne minusy poza bezpłatnymi urlopami. Taka umowa nie liczy się do stażu pracy, jeżeli chodzi o urlopy, okres wypowiedzenia czy wysokość odpraw. Plusem jest, że jeżeli płacone były składki na ubezpieczenie społeczne, to umowa zostanie uwzględniona do wysokości emerytury. Poza tym zleceniem można sobie trochę dorobić - istnieje możliwość podpisania takiej umowy z pracodawcą, z którym jesteśmy związani umową o pracę.
  Umowa zlecenia nie jest może najlepszym rozwiązaniem, ale na pewno też nie najgorszym. Osoby, które nie mają na utrzymaniu rodziny i nie mają kredytu do spłacenia, mogą sobie pozwolić na to, aby praca na taką umowę była głównym źródłem ich dochodu. Zlecenie jest dobre dla tych, którzy rozpoczynają karierę zawodową lub zmieniają pracę i są na tzw. okresie próbnym. Dlaczego? Głównie dlatego, że na początku sami nie wiemy, czy ta praca będzie nam odpowiadała. A przy zleceniu bardzo łatwo zakończyć współpracę. Jak już wspomniałam, nie stwarza ona między stronami trwałej więzi, ani obowiązku podporządkowania się zleceniodawcy. Może być podpisana na czas określony bądź bezterminowo. Przepisy nie określają czasu wypowiedzenia, więc każda ze stron może zakończyć współpracę w dowolnej chwili. Pracownik jest jednak chroniony przez prawo: jeżeli zleceniodawca bez ważnego powodu wypowie umowę (przy zleceniu nie można mówić o "zwolnieniu kogoś z pracy"), a zleceniobiorca część pracy już wykonał, to musi mu  zapłacić za wykonaną pracę. Przykładowo, jeżeli pracujemy w sklepie i mamy podpisana umowę na miesiąc, a po 2 tygodniach zrezygnujemy, to pracodawca ma obowiązek zapłacić za przepracowane dni. A zrezygnować możemy z dnia na dzień bez podania konkretnej przyczyny. Niestety działa to też w drugą stronę:)
  Mieliście styczność z taką umową? Jeżeli tak, to jak Wam się pracowało? Ja osobiście nie chciałabym już do tego wracać, chyba że byłoby to dodatkowe zlecenie.

6 komentarzy:

  1. świetny pomysł na post, wydaje mi się , że wiele osób nie do końca wie wszystko o umowach, a Ty fajnie to ukazalaś:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczne wskazówki, muszę link do tego postu przesłać koledze, który pisze o podobnej tematyce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pracuję na umowę o pracę i jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Z umowami śmieciowymi robią się schody, gdy np. zajdziesz w ciążę. Żadnej ochrony, wsparcia, przywilejów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety śmieciówki nie dają żadnych przywilejów. Na pewno nie da się zbudować kariery w oparciu o takie umowy, ale zawsze trzeba szukać pozytywnych stron:)

      Usuń
  4. Tak jak sama napisałas , dobre dla studentów , uczniów ogólnie młodych ludzi , którzy rozpoczynaja swoja przygode z praca. Ale nie dla powaznych ludzi , którzy potrzebuja stabilizacji

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pracuję po raz pierwszy na starość właśnie na umowę zlecenie.
    Kurde człowiek całe życie się uczy. Wiedzialam , że coś takiego istnieje, ale o co , chodzi w niej?
    Sprawa postawowa bardzo istotna , istotna na wagę... na dużą wagę.....No więc umowy zlecenie są umowami zawieranymi na postawie kodeksu prawa cywilnego.Niestety nie stosją się do nich żadne przepisy Kodeksu Pracy.
    99% zleceniobiorców nie wiem o tym i nie rozumie istoty różnicy i konsekwencji z tej różnicy wynikających.
    Ale najgorsze jest to , że ludziom tłumaczy się to, że u umowie zlecenie warunki i kodeks pracy ustalala zleceniodawca ze zlecenibiorcą i , że za każdym razem nowa umowa miedzy dwoma tymi samymi osobami może być zupelnie inna mimo, że dotyczy np. wykonywania tej samej pracy, co w poprzedniej umowie. Po prostu jest pelna dowolność i ile umów tyle form umów.
    Powtarzam raz jeszcze -Umowa zlecenia nie podlega pod kodeks Pracy.
    Praca na umowę żlecenie była przedtem dodatkową możliwościa zarobkową. W tej chwili jest podstawową formą umowy o zatrudnienie stosowaną w Polsce.Moim zdaniem jest to bomba z opóźnionym zapłonem.

    OdpowiedzUsuń