niedziela, 27 kwietnia 2014

Open Your Eyes

  Tusz do rzęs to bez wątpienia mój ulubiony kosmetyk. Lubię się malować i nie traktuję tego jak "obowiązku", lecz swojego rodzaju kreację. Makijaż sprawia mi po prostu przyjemność. Porządnie wytuszowane rzęsy to mój "znak rozpoznawczy":) Przetestowałam wiele mascar i mam swoich faworytów. Co jakiś czas zdarza mi się wypróbować "nowość", ale póki co mój ranking pozostaje bez zmian. Dziś przedstawię Wam moje cztery ulubione tusze, dzięki którym bez trudu możecie wyczarować rzęsy niczym "franki". Dziewczyny, które preferują stonowany makijaż oczu, również znajdą tu coś dla siebie - w zależności od sposobu nakładania można osiągnąć efekt "drama look" lub subtelnego podkreślenia oka. Oczywiście kosmetyki pochodzą z różnych półek cenowych. Czy drogi tusz jest lepszy niż tani? A może płacimy tylko za markę? Mój codzienny makijaż oczu widać na poniższych zdjęciach. Taki efekt można osiągnąć za pomocą każdego z wymienionych tuszy. 



Maybelline Colossal 

 


  To bez wątpienia mój faworyt. Jego regularna cena wynosi 24,99 PLN. Często jednak ten tusz można nabyć na promocji. Ostatnio kupiłam go w Hebe za 12,90 PLN! Drogerie, które bardzo często mają korzystną cenę na "Kolosa", to przede wszystkim Super-Pharm i Hebe. W zasadzie nie pamiętam, czy kiedykolwiek zapłaciłam za ten tusz regularną cenę:)

Zalety:

Wydajność (wystarcza na 3 miesiące w przypadku codziennego i mało oszczędnego stosowania), nie osypuje się, ma ładny głęboki odcień czerni, występuje w wersji wodoodpornej (na lato - niezastąpionej), nie pozostawia grudek, korzystna cena.

Wady:

Trudno się go zmywa, ale paradoksalnie wystarczy lekko przetrzeć oko, żeby się ukruszył, po 10 godzinach trzeba wykonać poprawki.

  Colossal występuje w dwóch wersjach: klasycznej i Cat Eyes. Lubię obie i dla mnie osobiście nie ma różnicy w stosowaniu. Cat Eyes podobnież bardziej podkręca rzęsy, ale nie zauważyłam tego u siebie. Dodatkowo Cat Eyes ma cieńszą i lekko wygiętą szczoteczkę. Dla mnie to bez różnicy, ale słyszałam opinie, że łatwiej się dzięki temu aplikuje tusz, niż w klasycznej wersji. Zawsze jak jest wybór, kupuję klasyczny tusz. Lubię jego grubą i krótką szczoteczkę - bardzo łatwo nią manewrować między rzęsami;) Tym tuszem można wyczarować zarówno efekt sztucznych rzęs, jak i naturalne podkreślenie. Jeżeli jesteśmy zainteresowane pogrubionymi i wydłużonymi rzęsami, należy podczas malowania trochę przytrzymać tusz przy końcówkach. Dzięki temu będą uniesione, a oczy wizualnie się powiekszą. 

NYX Propel My Eyes

 

  Ta mascara jest idealna dla właścicielek krótkich rzęs. Dzięki bardzo małej szczoteczce można "schwytać" nawet najdrobniejsze rzęsy. Kosztuje 49,90 PLN.

Zalety:

Łatwo się rozprowadza, wygodna szczoteczka, ładny odcień czerni, nie zostawia grudek, nie rozmazuje się.

Wady:

Cena (49,90 PLN to jednak dużo), dostępność (w niewielu drogeriach można ją zdobyć - zawsze za to jest w drogeriach Douglas), aby otrzymać efekt "firanek", trzeba nałożyć 2-3 warstwy, wystarcza na ok. 2 miesiące (dość szybko wysycha i ciężko się potem malować).

  Ten tusz docenią zwolenniczki naturalnego efektu. Po jednym pociągnięciu małą szczoteczką rzęsy są podkreślone, a spojrzenie wyraziste. Dodatkowo tusz jest trwały. Koleżanka przebiegła półmaraton z rzęsami umalowanymi tą mascarą. Po 22 kilometrach nadal wyglądała jak w chwili startu:) Do tego tuszu trzeba się przyzwyczaić. Szczoteczka jest naprawdę niewielkich rozmiarów i osoby, które wcześniej nie miały z tym styczności, raczej nie zrobią sobie makijażu w 5 minut. 

MaxFactor 2000 Calorie

 

 

  Zanim odkryłam Colossal, to był mój numer 1. Tusz jest na rynku już od bardzo dawna. Pamiętam jeszcze, jak byłam małą dziewczynką i podkradałam go mamie z kosmetyczki. Po kryjomu ćwiczyłam makijaż oczu i często nie najlepiej to wychodziło - ale wtedy byłam z tego dumna;) Przez te kilka lat producenci zmienili wygląd opakowania i skład, ale tusz nadal daje zadowalające efekty.

Zalety:

Duża gama kolorów (czarny, granatowy, brązowy), nie rozmazuje się, nie tworzy grudek, nie osypuje się, nie skleja rzęs, aby osiągnąć efekt firanek, wystarczy nałożyć 1-2 warstwy, łatwa dostępność, korzystna cena.

Wady: 

Dość długa szczoteczka.

Jeszcze 4-5 lat temu tusz w drogeriach kosztował aż 59,90 PLN. Ta cena była nieadekwatnie wysoka. Obecnie regularna cena wynosi 39,90 PLN, czyli jeszcze w granicach normy. 2000 Calorie ma jeszcze tę zaletę, że nie uczula. Dodatkowo można bez trudu wykonać przy jego pomocy delikatny, dzienny makijaż - wystarczy jedno dokładne pociągniecie szczoteczki. No i oczywiście do tego produktu przyciąga niezwykła historia założyciela firmy. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię kosmetyki "z duszą":) Oczywiście nie ma to wpływu na użytkowanie produktu. Z tą mascarą naprawdę bardzo przyjemnie się pracuje. Makijaż "codzienny" można wykonać w kilka minut. Nie trzeba kilkanaście razy przeciągać szczoteczką po rzęsach.

 

MaxFactor Clump Defy

 

 

  Już sama nazwa tuszu wskazuje na jego działanie. Efekt sztucznych rzęs bez problemu można tą mascarą uzyskać. Szczoteczka jest gruba i krótka, co ułatwia aplikację. Z Clump Defy będą zadowolone posiadaczki krótkich i dość rzadkich rzęs. Na pewno nie jest to tusz dla zwolenniczek naturalnego wyglądu. Idealnie nadaje się na imprezy i eleganckie wyjścia. Kępki naszych naturalnych rzęs będą wyglądały na sztuczne. Taki efekt na codzienne wyjścia do pracy może okazać się za mocny. Szczoteczka jest dość cienka i podkręcona. Według mnie bardzo podobna do Cat Eyes. Jednak daje bez porównania mocniejszy efekt.

Zalety:

Łatwa aplikacja, bardzo dobry efekt, wydajność (ok. 4 miesięcy codziennego stosowania).

Wady:

Wysoka cena, po ok. 8 godzinach tusz zaczyna się kruszyć.

   Największą wadą tuszu jest jego regularna cena w wysokości 55,99 PLN. Na znanym portalu aukcyjnym można go kupić już za 26 PLN + koszty wysyłki. Trzeba jednak uważać na podróbki.

 

  Jakie są Wasze ulubione mascary? Osobiście uważam, że nie powinno się przywiązywać do jednego modelu. Warto testować różne kosmetyki, aby mieć porównanie. W przypadku tuszów do rzęs drogo nie znaczy wcale lepiej. Miałam okazję testować kiedyś tusz z "górnej półki" firmy Lancome - Hypnose. Po jednym nałożeniu, mimo że jest to mascara pogrubiająca, rzęsy jedynie lekko się wydłużyły. Przy kolejnym - posklejały. Gdybym nie miała 100% pewności, że jest to produkt oryginalny, byłabym przekonana, że to podróbka. Ok, część osób powie, że taki efekt wystarczy. I dla niektórych pewnie tak jest, ale ja po tuszu za 120 PLN, który jest reklamowany jako produkt mocno pogrubiający rzęsy, spodziewam się naprawdę spektakularnego efektu. Często jesteśmy przywiązane do konkretnej firmy (tak jak ja do 2000 calories). Warto jednak sięgnąć czasem po tańszy odpowiednik. W moim przypadku okazał się równie dobry. Jeżeli często malujecie rzęsy, warto pomyśleć o ich odżywieniu. Wśród odżywek też jest kilka cenowych pułapek. Ale to tym kiedy indziej.



11 komentarzy:

  1. Hehe, akurat mam w kosmetyczce wszystkie poza NYX Propel My Eyes i stosuje je na zmianę. Są kapitalne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W przypadku Maybelline się nie zgodzę w jednej kwestii. Wcale tak ciężko nie schodzi. Ja używam płynu do demakijażu i jeden wacik mi wystarcza by usunąć tusz z obu oczek :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja potrzebuję 4 wacików, aby zmyć ten tusz z moich rzęs:) Używam wersji wodoodpornej. Ale dobrze, że nie każdy ma takie problemy - to dodatkowy plus dla tego tuszu;)

      Usuń
  3. Meybeline Colosal - mój faworyt! Zmywam tak teraz (zaczerpnięte z innego bloga): mam olej z oliwejk w sprayu - psikam na dłoń, dolewam olejek rycynowy kilka kropli i masuję całą twarz, oczy, potem małym ręczniczkiem zanurzonym w ciepłej wodzie ścieram wszystko. Schodzi bez mrugnięcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Żółty Maybelline jest moim zdecydowanym ulubieńcem od lat :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z wymienionych przez Ciebe używałam Maybelline Colossal i MF Clump Defy. Były całkiem niezłe, aczkolwiek ostatnio wróciłam do ulubionego Max Factor False Lash Effect. Do tej pory jest to mój numer jeden. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak bez tuszu nie wychodzę z domu. Mam pytanie może doczepiałaś kiedyś rzęsy i wiesz, jak to jest z nimi po odczepieniu. Czy są bardzo zniszczone?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doczepiałam i to na dwa sposoby. Jeden, którego teraz się wstydzę;) - to sztuczne rzęsy z drogerii. Kępki sztucznych rzęs za pomocą dołączonego kleju najlepiej umieścić w kącikach. Jak się zrobi profesjonalnie to nie widać, że sztuczne. Nie niszczy to naturalnych. A drugi sposób to zagęszczanie 1:1. Według mnie trochę bez sensu. Po pierwsze to kosztowne, po drugie co 2-3 miesiące trzeba powtarzać. Naturalne rzęsy są osłabione i po rezygnacji z tego typu zabiegu mija trochę czasu zanim się zregenerują. Już lepiej poszukać dobrego tuszu niż się w to bawić:) Według mnie:)

      Usuń
  7. Swego czasu używałam baryłki Maybelline i byłam bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobry wieczór!
    Ja może trochę z innej beczki.
    Często jest kłopot z tym , że tusz odbija się pod oczami chociaż dostępne już są b. dobre tusze.
    Ja już od dluższego czasu nie maluję dolnych rzęś , bo wyczytałam ,że w pewnym momencie nie należy już tego robić. Dlaczego?
    Otóż wytuszowane dolne brwi jesdnocześnie bardzo uwydatnaiją wszelkie zmarszcki pwokół oczu.
    Tak więc drogie panie 50+ stop.
    Gwarantuję ,że brak tuszu na dolnych rzęsach w najmniejszym stopniu nie ujmuje nic dobremu makijażowi.

    OdpowiedzUsuń