wtorek, 25 marca 2014

Looking for the job - part 1


  Dziś na blogu chcę wprowadzić nowy cykl – szukanie pracy. To bardzo ważny temat, gdyż jak pokazują statystyki, ogromna liczba młodych, zdolnych ludzi jest bezrobotna. Dlaczego? Na to pytanie nikt nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ani rząd, ani właściciele przedsiębiorstw, ani sami poszukujący pracy. Taka sytuacja odbija się na całym społeczeństwie – „bo młodzi uciekają za granicę”. Osobiście uważam, że to nie jest ucieczka, tylko konieczność, aby godnie żyć.  Tym razem jednak nie o tym. Przyjrzyjmy się umowom oferowanym przez potencjalnych pracodawców. Dziś poruszę wszystkie aspekty umowy o dzieło.
  Ten rodzaj umowy jest chyba najczęściej oferowaną przez pracodawców i znienawidzoną przez pracowników  tzw. "śmieciówką".  Co jest oczywiście niesprawiedliwą jej oceną. Niestety doprowadzili do tego sami pracodawcy.  Umowa o dzieło jest to umowa cywilnoprawna określona Kodeksem cywilnym art. 627-646. Zakres tej umowy określa Art. 627. Przez umowę o dzieło przyjmujący zamówienie zobowiązuje się do wykonania oznaczonego dzieła, a zamawiający do zapłaty wynagrodzenia. Umowa o dzieło jest umową: zobowiązującą, odpłatną, wzajemną oraz konsensualną. Warunkiem zaistnienia umowy o dzieło jest określenie w umowie dzieła, jakie ma wykonać przyjmujący zamówienie. Dziełem może być dowolna rzecz, utwór.* Przedmiotem umowy o dzieło może być np. wykonanie remontu lokalu, napisanie artykułu prasowego, sporządzenie projektu graficznego. W swojej prawdziwej formie jest to bardzo ciekawy rodzaj umowy. Przyjrzyjmy się przykładowo pracy grafika, który podpisał umowę na stworzenie czterech witryn internetowych. Czas dostarczenia pracy – 2 miesiące. Nasz grafik zobowiązał się, że w tym okresie wykona dzieło. Kluczowy jest tu efekt. Może pracować nocą, w dzień, 2 razy w tygodniu lub też zrobić wszystko dosłownie kilka godzin przed terminem oddania dzieła. Nikt go nie pilnuje, nie organizuje mu pracy, nie dokłada innych zadań. Taki rodzaj umowy jest dla niego w tej sytuacji idealny. Więc dlaczego wiele osób, gdy słyszy na rozmowie kwalifikacyjnej, że będzie to umowa o dzieło, zniechęca się? Bo niestety taka umowa bardzo rzadko tym dziełem jest. Firmy szukają oszczędności i, z premedytacją lub nie, oszukują pracownika. Proponują umowę o dzieło, ale stawiają wymagania jak przy etacie: stałe godziny pracy, relacja przełożony-pracownik, wyznaczanie kolejnych zadań pod kierownictwem przełożonego. A to już elementy umowy o pracę!  Zdarza się, że pracodawcy, co jest przykrą sprawą, starają się wmówić, że ta umowa jest adekwatna do wymagań stawianych pracownikowi. Dlatego proponuję poznać zasady funkcjonowania umowy o dzieło:
- Praca przy umowie o dzieło nie może się odbywać w miejscu i czasie określonym przez pracodawcę. Tu są oczywiście wyjątki. Jeżeli do wykonania dzieła potrzebny jest sprzęt, np. program komputerowy, który znajduje się w biurze, to oczywiście nie ma możliwości, aby tam się nie pojawić. I dodatkowo - w godzinach pracy biura. Jednak nikt nie ma prawa kontrolować takiego pracownika, o której przychodzi i o której miejsce pracy opuszcza, ponieważ przy takim rodzaju umowy to wykonawca decyduje, ile godzin dziennie zajmie mu powierzona praca.
- Umowa o dzieło nie określa stosunku pracodawca-pracownik.  Jeżeli tak jest, to mamy podstawę, aby wystąpić o uznanie umowy jako stosunek do pracy.
- Przy umowie o dzieło nie mamy obowiązku podpisywania żadnej listy obecności w pracy, składania podań o urlop itp.
- Przy umowie o dzieło nie mamy obowiązku wykonywania tej pracy osobiście (często widnieje dopisek, że za zgodą zamawiającego dzieło, może je wykonać ktoś inny). 

 
  Pamiętajcie, że umowa o dzieło to zawsze tzw. „umowa rezultatu”. I tu zaczynają się schody. Pracodawcy bardzo często, aby zaoszczędzić koszty (bo po co płacić składki za pracownika?), proponują taką umowę, mimo że żadnego dzieła pracownik nie wykonuje. Co grozi pracodawcy, który umowę o pracę zastępuje umową cywilnoprawną i tym samym popełnia wykroczenie przeciwko prawom pracownika? Wtedy sprawa może trafić do Państwowej Inspekcji Pracy, która takiego pracodawcę ukarze mandatem karnym. Oczywiście jest to dość trudne do udowodnienia, ponieważ w umowie z reguły zawsze jest wpisane co innego, niż pracownik wykonuje w rzeczywistości. Należy tu dodać, że pracodawca to też człowiek i w dobie kryzysu chce oszczędzać. Jeżeli obie strony taka umowa satysfakcjonuje to w porządku, ale przeważnie tak nie jest. Osobiście spotkałam się z chyba najbardziej żenującym modelem pracodawcy, który nie tylko oferował umowę o dzieło, która była nieadekwatna do wykonywanych obowiązków, ale również starał się oszczędzać dosłownie na czym popadnie i to w dość żałosny sposób – przez np.  odliczanie określonej kwoty za dzień nieobecności w pracy. Było to zarazem przykre i śmieszne, ponieważ mam wątpliwości, czy ta osoba znała w ogóle polskie prawo. Myślę, że gdyby trafiła na osoby bardziej zawzięte, mogłaby mieć poważne kłopoty finansowe. Pamiętajcie: odliczanie z pensji za dni nieobecne w pracy jest niezgodne z umową o dzieło, ponieważ de facto nie musimy się w tej pracy pojawiać. Niestety ten „przedsiębiorca” tak robił. Co więcej, wymagał stałych godzin pracy i codziennego raportowania o wynikach. Nikomu nie polecam pracy w takiej „firmie”. Dodatkowo wszystkie uwagi kwitował sentencją „nie musimy współpracować”, no i rzeczywiście – nie musimy. Z tego, co mi wiadomo, ze stratą dla „firmy”.
  Jedyny plus, gdy pracujemy na takiej umowie? W momencie znalezienia ciekawszej oferty, możemy zrezygnować z dnia na dzień:) Oczywiście działa to też w druga stronę. Dlatego nie warto się do takiej pracy zbytnio przywiązywać. Według mnie najlepiej traktować ją jako inwestycję w siebie - to zawsze nowe doświadczenia, które można umieścić w CV i dzięki temu znaleźć ciekawą i dobrze płatną pracę. Umowa o dzieło, poza doświadczeniem, nie daje praktycznie nic - nie mamy prawa do urlopu, nie mamy odprowadzanych składek do ZUS-u, nie chroni nas prawo pracy, ani nie dostaniemy kredytu w żadnym banku.
  Chyba nejwiększym minusem umowy o dzieło jest brak odprowadzanych składek. Najważniejsza z nich, według mnie, to składka na ubezpieczenie zdrowotne. Oczywiście możemy podpisać umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia o dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne. To jednak spory wydatek. Kwota na takie ubezpieczenie zmienia się co 3 miesiące i jest uzależniona od średniej krajowej – obecnie wynosi 360,54 PLN. Składkę trzeba opłacać co miesiąc w wyznaczonym terminie, gdyż inaczej możemy się narazić na dość wysoką karę (równowartość 3 takich składek). Więcej o dobrowolnym ubezpieczeniu możecie przeczytać na stronie NFZ. Osobiście uważam, że na zdrowiu nie warto oszczędzać i jeżeli mamy taki rodzaj umowy, to należy się ubezpieczeniem zainteresować. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, a jeżeli ktoś nieubezpieczony trafi do szpitala z np. złamaną nogą, to owszem - lekarze mu ją złożą…, a później wystawią rachunek na bardzo wysoką kwotę (np. ok. 7 000 PLN). Dodatkowym plusem dobrowolnego ubezpieczenia jest to, że możemy je odliczyć od podatku (nie więcej niż 7,75% od podstawy wymiaru składki z każdego miesiąca). To bardzo ważna informacja, gdyż umowy o dzieła nie są przeważnie dobrze płatne, więc te 360,54 PLN to spory wydatek.
  Co zrobić, gdy "dzieło" to jedyna umowa, jaką w danym momencie możemy podpisać? Najlepiej przyjąć propozycję i w międzyczasie szukać lepszej oferty. Jeżeli jednak mamy dobre relacje z takim pracodawcą i pewność, że to praca na dłużej, możemy otworzyć własną działalność. Ale o tym napiszę w którymś z kolejnych wpisów z cyklu "praca". Reasumując, umowa o dzieło jest dobrym rozwiązaniem tylko wtedy, gdy jest zgodna z prawem. Jeżeli szukacie pracy, nie bójcie się na rozmowach mówić otwarcie, że wolelibyście inny rodzaj umowy niż dzieło. Jeżeli potencjalni pracodawcy nie mogą lub nie chcą zaoferować innego rozwiązania i tak nic nie tracicie. Co więcej – możecie zyskać. Mądry pracodawca doceni pracownika, który ma swoje zdanie.
 A Wy macie jakieś doświadczenia z tym rodzajem umowy? Już niebawem pojawi się również post o tym, jak i gdzie szukać pracy oraz poradnik, jak ją dostać!

* cyt. z Wikipedii

2 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że taka umowa może być dobra dla studenta, osoby zaczynającej karierę zawodową czy dla osoby chcącej dorobić do pensji. Praca zdalna, brak szefa nad głową, elastyczność godzin pracy – to plusy. Po pewnym czasie jednak niektórzy woleliby „wyjść do ludzi” oraz oddzielić przestrzeń zawodową od domowej. (Pomijam oczywisty negatyw tego typu umowy, tj. brak składek). Ponadto jeśli planuje się powiększenie rodziny i np. zakup mieszkania to jednak chciałoby się mieć tę umowę o pracę (ja np. nie wyobrażam sobie pracować zdalnie, mając małe dziecko). Szkoda, że tak wiele firm proponuje umowy „śmieciowe”. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń