piątek, 28 marca 2014

Restaurant today? Why not!


  Raz na jakiś czas każdy ma ochotę zjeść coś „na mieście”. Restauracje mają przeważnie bogate menu, a potrawy często są ładnie podane i dobrze smakują. W zasadzie z restauracjami jest tylko jeden problem – trzeba w nich płacić i to nie mało. Nie ma sensu jednak popadać w skrajność i ich unikać. Przyjemnie jest czasem gdzieś wyjść i nie gotować w domu. Trochę "luksusu" jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Dodatkowo są sposoby, aby zjeść pyszne potrawy w dobrych warszawskich restauracjach za nieduże pieniądze. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie pójść i kiedy. 
  Obiad dla dwóch osób w porządnej knajpce to wydatek minimum 80 PLN. Jeżeli doliczymy deser i napoje, to często rachunek przekracza 100 PLN. Wiele osób narzeka, że nie chodzi do restauracji, ponieważ jest to kosztowne. Dodatkowo znaczna część społeczeństwa rezerwuje stolik w knajpce tylko na specjalne okazje: randka, rocznica, urodziny. A przecież obiad w restauracji to świetna okazja, aby oderwać się od codziennych obowiązków. Naprawdę nie trzeba dużo zarabiać, aby było nas na to stać. Wystarczy wiedzieć, kiedy do knajpy pójść. Wiele z nich organizuje tzw. „happy hours” i często za 1/3 wyjściowej ceny można zjeść porządny posiłek. Dziś proponuję Wam, abyście zapoznali się z ofertą dwóch restauracji: „Bazyliszka” i „Szwejka”. Obie utrzymane są w podobnym klimacie – według mnie jest to połączenie znanej i dobrej polskiej kuchni z niemieckimi i czeskimi akcentami. Słyszałam też opinię, że można się tam poczuć jak podczas „Octoberfest”.  Myślę, że każdy powinien wyrobić sobie własne zdanie o tych miejscach. Ja mogę jedynie zagwarantować, że nie rozczarujecie się menu. Dziś skupię się na restauracjach i propozycjach na obiad, ewentualnie kolację. Wyjście na lunch lub na drinka to zupełnie inna historia. O tym też niebawem napiszę.

Bazyliszek

  
  Restauracja znajduje się na warszawskiej starówce. Całe menu znajdziecie na jej stronie internetowej.  Ja skupię się na promocjach. A trochę ich tam jest.
  
  W poniedziałki i we wtorki "Bazyliszek" proponuje Sznycla olbrzyma. Sznycel razem z surówką i sałatką ziemniaczaną lub frytkami, w te dni, zjemy na jedyne 17,90 PLN. Należy tu dodać, że przed daniem głównym podawane są przystawki (wliczone w cenę). Jest to przeważanie kilka kromek chleba i pasty: jedna twarogowa, druga a la tatar. I tu zwłaszcza panie muszą uważać – sznycel olbrzym to naprawdę olbrzym. Nie warto więc za bardzo objadać się przystawkami. Pamiętam historię, jak jedna z koleżanek zamówiła to danie w "Bazyliszku". Efekt był taki, że najadły się wszystkie uczestniczki spotkania (a było ich 4). Obsługa była troszkę zdziwiona, że kilka osób dzieli się jednym daniem, ale naprawdę porcja była ogromna. We środę restauracja oferuje Stek z karkówki za 17,90 PLN (w zestawie dodatkowo masło czosnkowe, surówka i frytki). Od poniedziałku do środy w "Bazyliszku" jest też promocja dla amatorów złocistego płynu. Kufel małego piwa Tyskie (0,4 l) kosztuje 3,30 PLN, a dzbanek (1 l) 8,20 PLN. Trunki są tam niezwykle popularne w okresie letnim, gdy można posiedzieć pod parasolami na zewnątrz. Natomiast w czwartek i piątek w cenie 39,90 PLN możemy zjeść Mule w białym winie. To danie raczej dla wybranych. Na szczęście, jeżeli ktoś nie jest zwolennikiem owoców morza, w czwartek dodatkowo obowiązuje promocja na Delikatne piersi z kurczaka na szpinaku za 18,90 PLN. To danie również zostało przetestowane i jest godne polecenia. Zaznaczam, że aby zjeść je w całości, musimy być bardzo głodni. Biorąc pod uwagę fakt, że oferowane posiłki są smaczne i naprawdę duże, podane kwoty nie są wygórowane.  I oczywiście odpada nam czynność, której chyba nikt nie lubi - zmywanie naczyń. Do zmywarki też się same nie załadują.
  Dodatkowo idąc do tej knajpki, mamy okazję zaliczyć spacer po starówce. Nawet rodowici warszawiacy rzadko bywają w tych rejonach z powodu chronicznego braku czasu. "Bazyliszek" wygląda z zewnątrz na jedną z droższych restauracji. Jeżeli jednak zdecydujemy się na danie z promocji, na pewno nie obciążymy zbytnio portfela. Wbrew pozorom nie jest to też miejsce spotkań wyłącznie ludzi w średnim wieku, co mógłby sugerować wystrój. W dni, w które obowiązuje promocja na piwo, można spotkać wielu studentów (niedaleko starówki jest Uniwersytet i Akademia Teatralna). Trzeba tu zaznaczyć, że jest to jednak restauracja, a nie pub, więc atmosfera jest dość "oficjalna", ale sympatyczna. "Bazyliszek" ma sale zarówno na parterze, jak i na piętrze (oraz ogródek w okresie letnim). Ja proponuję zajmować zawsze stolik na górze (chyba, że jest ciepło, to wtedy zdecydowanie na zewnątrz) - panuje tam bardziej swobodna atmosfera niż na dole.

U Szwejka


  "U Szwejka" znajduje się praktycznie w centrum Warszawy, przy placu Konstytucji. W tej restauracji zawsze jest tłum. Jeżeli nie zarezerwujemy wcześniej stolika, możemy trochę poczekać, aż zwolni się miejsce. Nic w tym dziwnego, gdyż jedzenie podawane w "Szwejku" jest zawsze bardzo dobre, porcje duże, a promocje korzystne. Tyczy się to nie tylko dań głównych, ale też przystawek i deserów. Całe menu znajduje się na stronie restauracji. Ja wspomnę tylko o promocjach.

  W poniedziałki w cenie 15,90 PLN możemy zjeść Sznycel po wiedeńsku z sałatką i frytkami. Podobnie jak w "Bazyliszku" porcja jest ogromna i poprzedzona solidną przystawką (którą warto się podzielić z towarzyszami). We wtorek "Szwejk" ma przygotowaną ofertę dla amatorów owoców morza. Jeżeli kupimy jedną porcję krewetek, drugą otrzymamy gratis! I jeśli nie jesteśmy bardzo głodni, podzielimy się z osobami towarzyszącymi. W środę jest promocja na "Placek po Zbójnicku” za 21.90 PLN. W czwartek i piątek, podobnie jak w "Bazyliszku", w korzystnej cenie jest danie tylko dla odważnych, czyli Mule w  białym winie za 39,90 PLN oraz ostrygi za 6 PLN za sztukę. Osobiście nigdy się na te dania nie skusiłam i nie wiem, czy kiedykolwiek to nastąpi. Nawet jak by były serwowane za darmo:). W weekend jest za to promocja na danie kojarzące się z Bawarią – Golonka z pieca w cenie 3,90 PLN za 100 g. Należy tu zaznaczyć, że golonka jest „z kością”, a podawane porcje są duże. Chyba nie mają w ofercie małych golonek. To jedno z tych dań, które warto wziąć na pół z osobą towarzyszącą. A jeżeli ktoś nie chce się dzielić, będzie mógł poprosić o zapakowanie na wynos. W weekend w korzystnej cenie możemy zjeść również Bramborak, czyli placek ziemniaczany po węgiersku. Cena to 16,90 PLN. W "Szwejku" nie tylko dania główne są podawane w dużych porcjach. Tyczy się to również deserów. Mogę Wam polecić mus czekoladowy z sosem truskawkowym. Jeżeli do knajpy wybierają się dwie dziewczyny, z pewnością obie najedzą się jednym pucharkiem.

  Restauracja "U Szwejka" ma dość specyficzny klimat. Zawsze panuje tam półmrok i jest dość głośno. Trochę bardziej kameralnie i znacznie ciszej jest w sali na dole. Jedną z atrakcji jest poproszenie kelnera o podanie pieprzu - danie zostanie doprawione z gigantycznego młynka. Dodatkowo zawsze po tym, jak poprosimy o rachunek, zostaniemy poczęstowani "malinówką" - dość mocną:). Klienci "Szwejka" to ludzie w praktycznie każdym wieku. Można tam spotkać studentów, rodziny z dziećmi (mają specjalne menu dla najmłodszych, a w niedziele można zostawić dzieci z restauracyjną nianią) jak również osoby w średnim wieku czy też pracowników przeróżnych korporacji, którzy wyszli na lunch. Jeżeli chcecie zarezerwować stolik na weekend, radzę zadzwonić do restauracji nawet tydzień wcześniej. Myślę, że "Szwejk" to restauracja do której warto pójść większą grupą, ponieważ każdy znajdzie tam coś dla siebie, a dodatkowo będzie z kim się dzielić (jak pisałam wcześniej jest czym). Na romantyczne kolacje we dwoje, raczej wybrałabym inną knajpkę, ale to kwestia gustu.

  W "Szwejku" podawane jest też danie, które mi wyjątkowo posmakowało. Już niebawem na blogu pojawi się przepis na domową wersję... Zgadnijcie czego.

  A jakie są Wasze ulubione knajpy, nie tylko w Warszawie?

 



wtorek, 25 marca 2014

Looking for the job - part 1


  Dziś na blogu chcę wprowadzić nowy cykl – szukanie pracy. To bardzo ważny temat, gdyż jak pokazują statystyki, ogromna liczba młodych, zdolnych ludzi jest bezrobotna. Dlaczego? Na to pytanie nikt nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ani rząd, ani właściciele przedsiębiorstw, ani sami poszukujący pracy. Taka sytuacja odbija się na całym społeczeństwie – „bo młodzi uciekają za granicę”. Osobiście uważam, że to nie jest ucieczka, tylko konieczność, aby godnie żyć.  Tym razem jednak nie o tym. Przyjrzyjmy się umowom oferowanym przez potencjalnych pracodawców. Dziś poruszę wszystkie aspekty umowy o dzieło.
  Ten rodzaj umowy jest chyba najczęściej oferowaną przez pracodawców i znienawidzoną przez pracowników  tzw. "śmieciówką".  Co jest oczywiście niesprawiedliwą jej oceną. Niestety doprowadzili do tego sami pracodawcy.  Umowa o dzieło jest to umowa cywilnoprawna określona Kodeksem cywilnym art. 627-646. Zakres tej umowy określa Art. 627. Przez umowę o dzieło przyjmujący zamówienie zobowiązuje się do wykonania oznaczonego dzieła, a zamawiający do zapłaty wynagrodzenia. Umowa o dzieło jest umową: zobowiązującą, odpłatną, wzajemną oraz konsensualną. Warunkiem zaistnienia umowy o dzieło jest określenie w umowie dzieła, jakie ma wykonać przyjmujący zamówienie. Dziełem może być dowolna rzecz, utwór.* Przedmiotem umowy o dzieło może być np. wykonanie remontu lokalu, napisanie artykułu prasowego, sporządzenie projektu graficznego. W swojej prawdziwej formie jest to bardzo ciekawy rodzaj umowy. Przyjrzyjmy się przykładowo pracy grafika, który podpisał umowę na stworzenie czterech witryn internetowych. Czas dostarczenia pracy – 2 miesiące. Nasz grafik zobowiązał się, że w tym okresie wykona dzieło. Kluczowy jest tu efekt. Może pracować nocą, w dzień, 2 razy w tygodniu lub też zrobić wszystko dosłownie kilka godzin przed terminem oddania dzieła. Nikt go nie pilnuje, nie organizuje mu pracy, nie dokłada innych zadań. Taki rodzaj umowy jest dla niego w tej sytuacji idealny. Więc dlaczego wiele osób, gdy słyszy na rozmowie kwalifikacyjnej, że będzie to umowa o dzieło, zniechęca się? Bo niestety taka umowa bardzo rzadko tym dziełem jest. Firmy szukają oszczędności i, z premedytacją lub nie, oszukują pracownika. Proponują umowę o dzieło, ale stawiają wymagania jak przy etacie: stałe godziny pracy, relacja przełożony-pracownik, wyznaczanie kolejnych zadań pod kierownictwem przełożonego. A to już elementy umowy o pracę!  Zdarza się, że pracodawcy, co jest przykrą sprawą, starają się wmówić, że ta umowa jest adekwatna do wymagań stawianych pracownikowi. Dlatego proponuję poznać zasady funkcjonowania umowy o dzieło:
- Praca przy umowie o dzieło nie może się odbywać w miejscu i czasie określonym przez pracodawcę. Tu są oczywiście wyjątki. Jeżeli do wykonania dzieła potrzebny jest sprzęt, np. program komputerowy, który znajduje się w biurze, to oczywiście nie ma możliwości, aby tam się nie pojawić. I dodatkowo - w godzinach pracy biura. Jednak nikt nie ma prawa kontrolować takiego pracownika, o której przychodzi i o której miejsce pracy opuszcza, ponieważ przy takim rodzaju umowy to wykonawca decyduje, ile godzin dziennie zajmie mu powierzona praca.
- Umowa o dzieło nie określa stosunku pracodawca-pracownik.  Jeżeli tak jest, to mamy podstawę, aby wystąpić o uznanie umowy jako stosunek do pracy.
- Przy umowie o dzieło nie mamy obowiązku podpisywania żadnej listy obecności w pracy, składania podań o urlop itp.
- Przy umowie o dzieło nie mamy obowiązku wykonywania tej pracy osobiście (często widnieje dopisek, że za zgodą zamawiającego dzieło, może je wykonać ktoś inny). 

 
  Pamiętajcie, że umowa o dzieło to zawsze tzw. „umowa rezultatu”. I tu zaczynają się schody. Pracodawcy bardzo często, aby zaoszczędzić koszty (bo po co płacić składki za pracownika?), proponują taką umowę, mimo że żadnego dzieła pracownik nie wykonuje. Co grozi pracodawcy, który umowę o pracę zastępuje umową cywilnoprawną i tym samym popełnia wykroczenie przeciwko prawom pracownika? Wtedy sprawa może trafić do Państwowej Inspekcji Pracy, która takiego pracodawcę ukarze mandatem karnym. Oczywiście jest to dość trudne do udowodnienia, ponieważ w umowie z reguły zawsze jest wpisane co innego, niż pracownik wykonuje w rzeczywistości. Należy tu dodać, że pracodawca to też człowiek i w dobie kryzysu chce oszczędzać. Jeżeli obie strony taka umowa satysfakcjonuje to w porządku, ale przeważnie tak nie jest. Osobiście spotkałam się z chyba najbardziej żenującym modelem pracodawcy, który nie tylko oferował umowę o dzieło, która była nieadekwatna do wykonywanych obowiązków, ale również starał się oszczędzać dosłownie na czym popadnie i to w dość żałosny sposób – przez np.  odliczanie określonej kwoty za dzień nieobecności w pracy. Było to zarazem przykre i śmieszne, ponieważ mam wątpliwości, czy ta osoba znała w ogóle polskie prawo. Myślę, że gdyby trafiła na osoby bardziej zawzięte, mogłaby mieć poważne kłopoty finansowe. Pamiętajcie: odliczanie z pensji za dni nieobecne w pracy jest niezgodne z umową o dzieło, ponieważ de facto nie musimy się w tej pracy pojawiać. Niestety ten „przedsiębiorca” tak robił. Co więcej, wymagał stałych godzin pracy i codziennego raportowania o wynikach. Nikomu nie polecam pracy w takiej „firmie”. Dodatkowo wszystkie uwagi kwitował sentencją „nie musimy współpracować”, no i rzeczywiście – nie musimy. Z tego, co mi wiadomo, ze stratą dla „firmy”.
  Jedyny plus, gdy pracujemy na takiej umowie? W momencie znalezienia ciekawszej oferty, możemy zrezygnować z dnia na dzień:) Oczywiście działa to też w druga stronę. Dlatego nie warto się do takiej pracy zbytnio przywiązywać. Według mnie najlepiej traktować ją jako inwestycję w siebie - to zawsze nowe doświadczenia, które można umieścić w CV i dzięki temu znaleźć ciekawą i dobrze płatną pracę. Umowa o dzieło, poza doświadczeniem, nie daje praktycznie nic - nie mamy prawa do urlopu, nie mamy odprowadzanych składek do ZUS-u, nie chroni nas prawo pracy, ani nie dostaniemy kredytu w żadnym banku.
  Chyba nejwiększym minusem umowy o dzieło jest brak odprowadzanych składek. Najważniejsza z nich, według mnie, to składka na ubezpieczenie zdrowotne. Oczywiście możemy podpisać umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia o dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne. To jednak spory wydatek. Kwota na takie ubezpieczenie zmienia się co 3 miesiące i jest uzależniona od średniej krajowej – obecnie wynosi 360,54 PLN. Składkę trzeba opłacać co miesiąc w wyznaczonym terminie, gdyż inaczej możemy się narazić na dość wysoką karę (równowartość 3 takich składek). Więcej o dobrowolnym ubezpieczeniu możecie przeczytać na stronie NFZ. Osobiście uważam, że na zdrowiu nie warto oszczędzać i jeżeli mamy taki rodzaj umowy, to należy się ubezpieczeniem zainteresować. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, a jeżeli ktoś nieubezpieczony trafi do szpitala z np. złamaną nogą, to owszem - lekarze mu ją złożą…, a później wystawią rachunek na bardzo wysoką kwotę (np. ok. 7 000 PLN). Dodatkowym plusem dobrowolnego ubezpieczenia jest to, że możemy je odliczyć od podatku (nie więcej niż 7,75% od podstawy wymiaru składki z każdego miesiąca). To bardzo ważna informacja, gdyż umowy o dzieła nie są przeważnie dobrze płatne, więc te 360,54 PLN to spory wydatek.
  Co zrobić, gdy "dzieło" to jedyna umowa, jaką w danym momencie możemy podpisać? Najlepiej przyjąć propozycję i w międzyczasie szukać lepszej oferty. Jeżeli jednak mamy dobre relacje z takim pracodawcą i pewność, że to praca na dłużej, możemy otworzyć własną działalność. Ale o tym napiszę w którymś z kolejnych wpisów z cyklu "praca". Reasumując, umowa o dzieło jest dobrym rozwiązaniem tylko wtedy, gdy jest zgodna z prawem. Jeżeli szukacie pracy, nie bójcie się na rozmowach mówić otwarcie, że wolelibyście inny rodzaj umowy niż dzieło. Jeżeli potencjalni pracodawcy nie mogą lub nie chcą zaoferować innego rozwiązania i tak nic nie tracicie. Co więcej – możecie zyskać. Mądry pracodawca doceni pracownika, który ma swoje zdanie.
 A Wy macie jakieś doświadczenia z tym rodzajem umowy? Już niebawem pojawi się również post o tym, jak i gdzie szukać pracy oraz poradnik, jak ją dostać!

* cyt. z Wikipedii

czwartek, 20 marca 2014

Coffee please!

  Kawa to jeden z najbardziej popularnych napojów na świecie. Co więcej, jest to główne źródło kofeiny i chyba najpopularniejsza używka. Bo kawa uzależnia - ci, którzy nie mogą zacząć bez niej dnia, wiedzą, o czym piszę. Mimo że osobiście nie piję jej często, lubię czasem przyrządzić jakąś fajną wersję tego napoju. Na początek kilka słów o kawie. Dlaczego warto ją pić? Przyspiesza przemianę materii, działa pobudzająco i orzeźwiająco. Ponadto zawiera przeciwutleniacze, które zapobiegają powstawaniu wolnych rodników. Kawa ma też swoje minusy - spożywana w nadmiarze wypłukuje z organizmu magnez, może zwiększać ryzyko niektórych chorób serca, czy też wywoływać uczucie rozdrażnienia i niepokoju.

  Skoncentrujmy się na pozytywnych aspektach tego źródła kofeiny. Częsty powód, dla którego wiele osób pije kawę, to jej smak. Są różne wersje tego napoju, m.in. espresso, caffe latte, mocha, cappuccino. Która jest Waszą ulubioną? Ja często wybieram latte. Czyli raczej typowo - badania przeprowadzone przez Instytut Badawczy ARC Rynek i Opinia wykazały, że Polacy najchętniej wybierają caffe latte oraz cappuccino. Coś w tym jest, ja nie potrafię pić kawy bez mleka i cukru (najlepiej brązowego) - po prostu mi nie smakuje. Nieważne, którą wersję napoju Wy wybraliście, ponieważ podstawowym pytaniem jest - jak wypić pyszną kawę za niewiele? Popularne sieciówki, Starbucks i Costa, mają szeroką ofertę skierowaną do amatorów kofeiny. Kawa jest tam naprawdę pyszna i pięknie podana, ale do najtańszych nie należy. Przyjrzyjmy się cenom*: 




  Dużo? Jeżeli ktoś wpadnie raz na jakiś czas ze znajomym na plotki przy kawce, to jak najbardziej w porządku. Ale co z osobami, które taką kawę chciałyby pić kilka razy w tygodniu? Włóżcie miedzy bajki opowieści o ludziach z korporacji, którzy z lunchu wracają z dużym kubkiem, na którym widnieje popularne logo... to nie u nas. Choć może za jakiś czas będzie to popularne i w Polsce. Na pomoc w takiej sytuacji przychodzi ekspres na kapsułki do kawy (tradycyjne ekspresy ciśnieniowe to już inna bajka i znacznie wyższe koszty). Jakie są zalety takiego urządzenia? Dzięki niemu kawę przyrządzimy szybko, tanio, a przy odrobinie wprawy będzie wyglądała równie ładnie co w knajpce. Ekspresów kapsułkowych jest naprawę wiele - różne rodzaje, firmy, funkcje. "Znawcy" kawy uważają tak przygotowany napój za niepełnowartościowy, ale dla "amatorów" w zupełności wystarczy.  Dziś opiszę jeden z moich ulubionych systemów kapsułkowych – NESCAFE Dolce Gusto. Słyszałam opinie, że kawa z takiego ekspresu jest droga - to prawda, jeżeli ktoś pije ją nałogowo (takie osoby powinny zainwestować w kawę sypaną). Ekspres jest idealnym rozwiązaniem dla osób, które kawę lubią, cenią szybkość jej przygotowania, ale nie piją częściej niż 5 razy w tygodniu. Jednak kawosze znajdą tu kilka cennych rad - bo koszty przygotowania kawy z ekspresu kapsułkowego też można obniżyć. Zacznijmy od początku, czyli ile takie urządzenie kosztuje. Osoby zdecydowane na zakup podstawowego modelu Dolce Gusto Piccolo powinny się nastawić na wydatek ok. 210 PLN (polecam poszukać na popularnym serwisie aukcyjnym). Czyli jak łatwo policzyć, zakup szybko zwróci się amatorom kofeiny – to tylko 17 średnich Latte w Costa:). Jeżeli więc zrezygnujemy z dwóch takich kaw w tygodniu i zaoszczędzone pieniądze odłożymy – po dwóch miesiącach możemy kupić ekspres. Kolejnym wydatkiem są tu jednak kapsułki – przeznaczone do konkretnego systemu parzenia. 




  Wkłady do Dolce Gusto kosztują średnio 19.99 PLN (za każdy z 24 rodzajów). Wśród nich są takie, które opłaca się kupić bardziej niż inne. Przykładowo Latte Macchiato to 8 kapsułek z kawą i 8 z mlekiem, a Lungo to 16 opakowań czystej kawy. Obie to ok. 150 ml napoju. Oczywiście druga opcja jest zdecydowanie bardziej korzystna dla naszego portfela – bo po co płacić za kapsułki z mlekiem, skoro możemy je dodać z kartonika? W końcu mleko ma w domu prawie każdy i nie trzeba go kupować specjalnie do kawy. Efekt będzie identyczny, a pieniądze zaoszczędzone. Kupując kawę do tego ekspresu zwracajcie uwagę nie tylko na podział kapsułek (ile jest tych z kawą, a ile z dodatkami), ale również na pojemność. Oprócz Lungo mogę jeszcze polecić Grande Aroma (180 ml). Zwykle kupuję kapsułki przeznaczone dla dużej pojemności kubka. Łatwo tu policzyć, że zarówno Lungo jaki i Grande Aroma to tylko 1,24 za kapsułkę! A to naprawdę niewiele za dużą kawę. Oczywiście warto przetestować wiele smaków i kombinacji, ale dwa proponowane przeze mnie typy zawsze się sprawdzą. Wszystkie rodzaje napojów, które można przyrządzić przy pomocy Piccolo znajdziecie na stronie producenta.
   
  Dodatkową zaletą ekspresu jest to, że można w nim przyrządzić nie tylko kawę, ale również herbatę i czekoladę. Na szczególną uwagę zasługuje Marrakesh Style Tea, która jest ciekawym połączeniem zielonej herbaty i mięty. Na zbliżające się wielkimi krokami upalne lato – pozycja obowiązkowa. Należy tu bowiem dodać, że dzięki Dolce Gusto napoje możemy przyrządzać zarówno na ciepło jaki i na zimno. Z asortymentu ucieszą się również rodzice – w ofercie jest kakao Nesquik. Dzięki temu można szybko przyrządzić dziecku napój. A przecież rano dla pracującego rodzica każda minuta jest cenna.

 Piccolo, jak sama nazwa wskazuje, to mały ekspres. Idealnie sprawdzi się w niewielkich pomieszczeniach – to duży plus, gdyż większość porządnych urządzeń tego typu zajmuje zwykle dużo miejsca. Piccolo mimo swoich rozmiarów zaskakuje funkcjonalnością. Ekspres ma tylko 28 cm wysokości, 16 cm szerokości i 22 cm głębokości. Jest dostępny w czterech kolorach: czerwonym, białym, czarnym i grafitowym. Dodatkowo Piccolo można nabyć w wersji manualnej lub automatycznej.


Przepis na kawę ze zdjęcia:


Kapsułki Dolce Gusto Mocha - 19.90 PLN (8 sztuk)
Bita śmietana o smaku waniliowym Dr Oetker - 1,49 PLN (60g – wystarcza do ozdobienia 5-6 kaw)
Cynamon mielony Mikado - 0.99 PLN (30 g)
Posypka Delecta - 1,19 PLN
  
  Dla tych, którzy żyją „w biegu” i kawę piją w drodze do pracy/szkoły dobrym rozwiązaniem jest kubek termiczny. Ceny zaczynają się już od 35 PLN, a dostępne są różne wzory, kolory i rozmiary. Kubek trzyma przez długi czas odpowiednią temperaturę napoju. To dobry gadżet dla wiecznie spieszących się kawoszy.



To jak, piliście dziś już swoją kawę? Jaki ekspres Wy możecie polecić?



* Ceny z dnia 18.03.2014

sobota, 15 marca 2014

What for dinner today?

   Gdzie można zjeść tanio i smacznie? Część osób odpowie bez namysłu – w fast foodach. W restauracjach tego typu jedzenie jest podawane szybko, a do tego dobrze smakuje i nie obciąża kieszeni (jeżeli nie będziemy odwiedzać ich zbyt często). Jednak, jak powszechnie wiadomo, takie jedzenie nie jest zdrowe. Co w takim razie wybrać? Najlepszym rozwiązaniem jest… gotowanie w domu! Zapraszam Was do zapoznania się z nowym cyklem na blogu. Co jakiś czas będę prezentowała pyszne i łatwe w przygotowaniu danie. Dodatkowo podliczę koszt przyrządzenia takiej potrawy ze składników kupionych w popularnych sklepach. Gdzie zakupy zrobimy najtaniej? Przekonajcie się!
  
   Dziś będzie o spaghetti – ci z Was, którzy śledzą profil Życia (nie) na bogato na Fb, mieli wczoraj małą zapowiedź dzisiejszego posta. Jak zapewne wiecie, spaghetti to zarówno nazwa włoskiej potrawy (potocznie), jak i używanego do niej makaronu. Typowe danie tego typu składa się z makaronu i odpowiedniego sosu. Zanim zaczniemy gotować, musimy wybrać się na zakupy. I tu zaczyna się problem. Spaghetti to przecież danie proste i tanie. Ale czy na pewno? Specjalnie dla Was sprawdziłam ceny w trzech popularnych sklepach: Carrefourze, Lidlu i Mokpolu. Poniżej przedstawiam niezbędne do przygotowania spaghetti produkty wraz z cenami*: 

  W tabeli nie uwzględniłam oleju i przypraw, gdyż każdy ma takie rzeczy w domu.  Dodać tu jeszcze należy, że cebula i czosnek użyte będą w niewielkich ilościach, więc reszta zostanie na inne okazje.
  
  Jak widzicie, najkorzystniej w tym zestawieniu wypada Lidl**. Poza niskimi cenami sklep gwarantuje klientom dobrą jakość produktów. Nie ukrywajmy, być może prezentowane danie dałoby się przyrządzić jeszcze taniej, ale dla mnie liczy się również jego jakość. Co z tego, że uda nam się kupić w którymś z dyskontów sos pomidorowy 350 g za 2,29 zł, jeżeli w składzie ma dużo konserwantów i innych chemicznych substancji? Osobiście zwracam uwagę na skład danego produktu. Proponuję Wam rzeczy dobrej jakości, ale w rozsądnej cenie. Przyjrzyjmy się sosom marki COMBINO, dostępnym w Lidlu. Skład: pomidory 75%, przecier pomidorowy, świeża cebula, cukier, olej słonecznikowy, skrobia modyfikowana kukurydziana, sól, przyprawy oregano, natka pietruszki, seler – brzmi rozsądnie, a w środku na pewno znajdziemy prawdziwy sos, a nie wyrób „sosopodobny”. Dodatkową zaletą jest stosunek ceny do ilości, mamy tu aż 530 gramów. Kolejny produkt, który jest podstawą udanego spaghetti, to mięso mielone. Część osób nie jest przekonana do jego paczkowanej wersji. Chyba każdy słyszał historie o tym, co pracownicy zakładów mięsnych potrafią zmielić i sprzedawać jako mięso wieprzowo-wołowe. Dlatego też część osób kupuje cały kawałek np. łopatki i prosi o zmielenie w sklepie. W Lidlu nie ma takiej możliwości. Na szczęście produkty mają odpowiednie certyfikaty (m.in. od Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego im. prof. Wacława Dąbrowskiego), zatem nie mamy się czego obawiać.  

Przepis (danie dla 4 osób lub dla 2 na dwa dni:))

Składniki:

2 duże cebule

3 ząbki czosnku

500 g mięsa mielonego wieprzowo-wołowego

530 g sosu pomidorowego (często figuruje pod nazwą sos do spaghetti)

kilka listków świeżej bazylii

2 łyżki oleju
 

przyprawy do smaku (ja dodaję sól, pieprz, oregano i bazylię)


Sposób przygotowania:

Cebulę i czosnek drobno kroimy. Następnie rozgrzewamy na patelni dwie łyżki oleju lub oliwy i dodajemy pokrojone składniki. Podsmażamy przez ok. 5 min na wolnym ogniu. Dodajemy 500 g mięsa mielonego i mieszamy razem z cebula i czosnkiem. Smażymy wszystko razem przez kilka minut. Następnie na patelnię wlewamy sos. Wszystko razem mieszamy i trzymamy jeszcze przez jakiś czas na wolnym ogniu. Pod koniec smażenia dodajemy przyprawy. Tak przygotowany sos podajemy z makaronem i ozdabiamy kilkoma listkami świeżej bazylii.


  I voila! Mamy na stole spaghetti jak w prawdziwej włoskiej knajpce. Przypominam, że za danie dla 4 osób ze składników z Lidla zapłaciliśmy 21,94 zł, czyli 5,48 zł na osobę. Dla porównania, jeżeli taką potrawę zamówimy w którejś ze znanych warszawskich restauracji, zapłacimy za jedną porcję odpowiednio:

Piccola Italia - 22 zł

Casa Sicilia - 24 zł

Trattoria Rucola - 27 zł

Castello - 26 zł

Vapiano - 19,90 zł

  Oczywiście czasami miło zjeść na mieście, ale włoskie jedzenie domowej roboty zawsze się sprawdzi. O ile wiemy, gdzie kupić składniki! Co nie oznacza, że mamy w ogóle zrezygnować z kolacji w restauracjach – niebawem napiszę o korzystnych cenach w knajpach.

A jakie Wy macie sposoby na spaghetti?

 


*Ceny z dnia 14.03.2014 
**Wybrałam Lidla, ponieważ często robię tam zakupy, a co za tym idzie, znam asortyment i jakość oferowanych produktów. Wpis nie jest reklamą sklepu. Równie dobrze mogłaby to być inna sieć jak np. Tesco, Biedronka itp.