poniedziałek, 2 stycznia 2017

Invisible but effective

Nowy Rok się zaczął, a więc czas na nowy wpis:) Macie jakieś postanowienia noworoczne? Nie zamieszczam postów zbyt często, ale staram się, aby przekazywały coś wartościowo i pomocnego. Mam nadzieję, że będzie tak i tym razem! Dziś chcę się z Wami podzielić moim nowym odkryciem znanego od wielu lat kosmetyku - konturówki do ust! Z wiekiem jednak odkrywa się to, co zawsze się omijało szerokim łukiem;) Też tak macie?

CZY TO JEST DLA MNIE?


Z reguły nie maluję ust. Robię to wyjątkowo rzadko i zawsze na jakąś okazję. Codzienny makijaż ust wydawał mi się zawsze mało praktyczny. Wiadomo: przekąska, kawa, woda, lunch - niewiele szminek potrafi to przetrwać. Trzeba robić poprawki w ciągu dnia. Dodatkowo jak jesteśmy niewprawione w malowaniu ust dochodzi sprawdzanie co pół godziny czy nigdzie się nie rozmazała pomadka. No ale, oczywiście przyszedł ten moment, że zaczęłam przyglądać się w drogeriach pomadkom. Może nie zamierzam się nimi malować codziennie, ale raz w tygodniu, czemu nie? Zawsze to miła odmiana od standardowego makijażu. Zwykle mam na ustach tylko ochronną pomadkę, czasem lekki błyszczyk zbliżony do naturalnego koloru ust. Dobór odpowiedniej pomadki nie był prosty. Efekty poszukiwań przedstawię Wam w kolejnym wpisie, gdyż w tym chcę się skupić właśnie na konturówce. Potrzebna czy nie? Po co w ogóle jej używać? 

Co daje konturówka do ust:

  • sprawia, że usta maja wyraźny kontur, dzięki czemu łatwiej nakładać pomadkę
  • potrafi optycznie lekko powiększyć wargi
  • jest świetnym utrwalaczem pomadki
  • może być używana solo dla podkreślenia koloru ust
  • idealnie sprawdzi się dla kobiet, które borykają się z opryszczką i przez to mają lekko rozlany kontur ust
Jak widzicie konturówka daje wiele. Dlaczego więc jest tak bardzo niedoceniana? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że aplikacja konturówki kojarzy się z czymś trudnym i czasochłonnym? Tak, makijaż z jej użyciem zajmuje na początku ciut więcej czasu, ale nie więcej niż rozsmarowanie błyszczyka:) Faktem jest, że jak ktoś raz się to niej przekona do pozostaje jej wierną fanką;)


OK, ustaliłyśmy, że chcemy wypróbować ten kosmetyk. I co dalej? Ja, ponieważ nie korzystałam z takich kosmetyków wcześniej i nie wiedziałam, czy w ogóle mi przypadną do gustu, nie chciałam wydawać na nią zbyt wysokiej kwoty. Nawet 15 PLN wydawało mi się zbyt dużo. Wiadomo cena = jakość, ale czy na pewno? Na poszukiwania udałam się do Natury, gdzie od razu w oko wpadły mi kosmetyki Wet n Wild. Fajnie, że w końcu są dostępne na drogeryjnych półkach! Znałam je już wcześniej, głównie z filmów amerykańskich wizażystek. Te kosmetyki są tanie (ich cena często nie przekracza 10 PLN, a dodatkowo trafiłam na promocję), wydajne i mają ciekawą gamę kolorystyczną. Niestety z dostępnych konturówek nie było mojego koloru, więc skusiłam się na równie tanią i skuteczną firmę Essence. Na ich kosmetykach jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Za swoją konturówkę zapłaciłam nie więcej niż 6 PLN. A skoro jesteśmy przy kolorze, to jaki wybrać? Pamiętam jak kilka lat temu, jako nastolatka przeglądałam kolorowe magazyny: zawsze było podkreślane, że konturówka powinna być w odcieniu pomadki, ewentualnie o ton jaśniejsza. Łatwo poradzić, trudniej wykonać. Pomadek jest kilkanaście kolorów, konturówek tylko kilka. Są co prawda zestawy idealnie dobrane, ale czy to naprawdę konieczne? W końcu do każdej pomadki trzeba byłoby kupić inną konturówkę. Ja to widzę inaczej! Oczywiście jeżeli czeka Cię ważne wyjcie, lub codziennie malujesz usta, najlepiej wybierz konturówkę w odcieniu pomadki. Ale jeżeli szukasz konturówki uniwersalnej i do pomadki i do noszenia solo - wybierz tę w naturalnym kolorze ust! Będzie świetnie się prezentowała i osobno i prze nawet ciemnych pomadkach. Najlepiej więc wybierać konturówki w świetle dziennym, a jak wiadomo w drogeriach raczej o takie trudno. Warto sprawdzać kolor na opuszku palca - jest bardziej zbliżony do ust niż wierzch dłoni. Odcień który ja wybrałam to 11 nude. Zdjęcia zrobiłam w dziennym żeby jak najlepiej pokazać kolor kredki. Trochę się martwiłam, że będzie zbyt jasna i niestety trochę tak jest. Odcień ciemniejszy byłby za to już zbyt różowy. Ta w odcieniu nude, po odpowiednim rozprowadzeniu sprawdza się jednak doskonale i wcale się nie odznacza!


Jeżeli chodzi o o trwałość, to trzyma się na ustach w nienaruszonym stanie ok. 8 godzin. Czyli według mnie - idealnie. A jakie są Wasze doświadczenia z konturówkami? Korzystacie z nich? 

niedziela, 23 października 2016

Must Have. What a woman needs. Short list!

  Miałam nie pisać o modzie, ale... Dziś będzie właśnie o tym:) Ostatnie wydarzenia - szkolenie, półoficjalne spotkanie, konferencja, utwierdziły mnie w przekonaniu, że są ubrania, które dosłownie każda z nas powinna mieć w szafie. Pewnie pamiętacie, że jestem niechętna kupowaniu ubrań w sieciówkach w regularnej cenie. Dlatego prezentowanych rzeczy szukałabym raczej na przecenach, które będą już za miesiąc! To 5 żelaznych rzeczy, na które warto jednak wydać ciut więcej (o ile mają właściwy skład!), ale mieć pewność, że są dobrej jakości. Zwłaszcza, że te ubrania i dodatki wyprzedają się na pniu. Wiele z nich nawet nie doczeka się metki z %. 

Aha no tak: regularność postów na blogu to jakaś kpina. Wiem! I naprawdę staram się pisać częściej;) Zobaczycie, jeszcze nie będziecie nadążali czytać:)

"Moda przemija, a styl zostaje" - Coco Chanel


Znacie pewnie ten cytat na pamięć. I tak jest to aktualne, ale często niemal niewykonalne. Bo styl też się zmienia. Warto eksperymentować z modą. W końcu to jest zabawa i to my nosimy ubrania, a nie one nas. Zresztą - szycie ubrań na miarę lub zakupy u projektanta są kosztowne. Natomiast w sieciówkach trudno czasem upolować rzecz, która nie jest aktualnie na topie. Serio! Pamiętacie sukienki z baskinką? Teraz są zdecydowanie passé, ale 4 lata temu znalezienie w sieciówce sukienki bez tej falbanki było prawie niemożliwe;) Poniekąd kupując w sieciówkach musimy być modni;) W każdej kobiecej szafie przyda się natomiast kilka ponadczasowych, uniwersalnych klasyków. Dokładnie 5! To ubrania i dodatki uniwersalne, na niemal każdą okazję. Będą nas ratowały w podbramkowych sytuacjach. Konferencja? Chrzciny siostrzenicy? Rozmowa o pracę? Jeżeli w takich sytuacjach nerwowo analizujesz zawartość szafy, a i tak żadna stylizacja nie przychodzi ci do głowy, ten post jest dla ciebie! Jak mieć mundur na różne okazje z wykorzystaniem tylko 5 elementów? Zerknijcie na propozycję rzeczy obowiązkowych dla każdej kobiety!

1. Cieliste szpilki na średnim obcasie



Cieliste szpili to klasyka sama w sobie. Będą odpowiednie na każdą porę roku. Można je nosić do sukienek, kombinezonów i spodni. Na każdą okazję. Dlaczego nie czarne? Cieliste są znacznie bardziej uniwersalne. W połączeniu z beżowymi rajstopami wydłużają optycznie nogi. Czarne szpilki, zwłaszcza latem, na nogach prezentują się czasem zbyt "ciężko", a dodatkowo zawsze nadają stylizacji poważnego charakteru. Natomiast z cielistymi ten problem znika. Można je łączyć na wiele różnych sposobów. Najlepsze są te na średnim obcasie ok 6-7 cm. Wyższe buty sprawiają, że szybciej się w nich męczymy. A na 6 cm szpilce możemy tańczyć całą noc;) Przykładowo, ciekawe cieliste szpilki znajdziecie w Mohito.

2. Czarna marynarka/ skórzana kurtka

Mango


Czarna, skórzana kurtka, może z powodzeniem zastąpić marynarkę (nawet latem). Można ją nosić do białej koszuli i do topu z zabawnym nadrukiem. Potrafi dodać pazura nawet najnudniejszej stylizacji. Skórzana kurtka to dla mnie podstawa w każdej szafie. Natomiast marynarka potrafi zdziałać cuda i nadać biznesowego charakteru causualowej stylizacji. Wystarczy, że do dżinsów, zwykłego t-shirtu włożysz marynarkę. Efekt +5 do profesjonalizmu;) Czarna marynarka ratuje mnie ostatnio bardzo często. A muszę się przyznać, że nie tak dawno nie był to mój ulubiony strój. marynarka zawsze krępowała ruchy i czułam się w niej jak w swojego rodzaju zbroi:) Wiele się zmieniło, gdy w końcu znalazłam idealny model. Najlepiej wybrać prosty, klasyczny krój. Zarówno kurtkę jak i marynarkę za zdjęć znajdziecie w Mango.
Mango

3. Biała lub kremowa koszula

Stredivarius


To już klasyka. Biała koszula już dawno przestała być utożsamiana z eleganckim strojem na ważną uroczystość. Teraz białą koszulę nosi się wszędzie: na zakupy, do pracy, a imprezę. Wystarczy zmienić inne części garderoby, a koszula nabierze zupełnie nowego charakteru. O ile set z białą koszulą można stworzyć bardzo łatwo o tyle dostanie samej koszuli jest niezwykle trudne! To nic, że niemal każda sieciówka ma ją w swojej ofercie. Niestety dobranie koszuli do kobiecej sylwetki jest niezwykle trudne. Ja wręcz nie mogę patrzeć jak komuś robią się tzw. rybki na wysokości biustu. Nie dość, że wygląda niechlujnie, to jeszcze wizualnie pogrubia. Serio! A często wystarczy wziąć o rozmiar większą. Ewentualnie dobrym rozwiązaniem jest wtedy noszenie jej rozpiętej z topem pod spodem. Jeżeli tak jak ja, nie czujecie się dobrze w bieli, wybierzcie beż lub ecru. Wygląda równie dobrze! Biel wbrew obiegowej opinii nie pasuje każdemu.  


4. Ołówkowa spódnica

Top Secret

Ołówkowa spódnica podkreśla figurę. Pasuje na niemal każdy typ sylwetki, a do tego jest ponadczasowa! Taki krój spódnicy przyda się w każdej kobiecej szafie. Bez obaw możemy ją nosić na eleganckie spotkania, ale też na randkę czy rozmowę o pracę. Podobnie jak z białą koszulą - wystarczy zmienić dodatki i całość nabiera zupełnie innego charakteru. Uważać muszą tu niskie dziewczyny - najlepiej wtedy nosić ją do obcasów:) Co do koloru - jeżeli mamy ograniczony budżet i spódnica ma mieć wiele zastosowań najlepiej wybrać czarną lub granatową.

Subiektywny ranking 5 niezbędnych rzeczy za nami. Przedstawiłam wam te elementy garderoby, które sama często wykorzystuję i nie wyobrażam sobie bez nich szafy:) A jakie są wasze top 5 niezbędnych rzeczy? Podzielcie się w komentarzach!

piątek, 22 lipca 2016

Stylish on the beach

  Lato, upały i urlopy kojarzą mi się z sezonem na bikini. I chyba nie tylko mi. Nawet jeżeli ktoś nie jest fanem leżenia plackiem na plaży - np. ja, na wakacje i tak zabiera kostium kąpielowy. Przydaje się na basenie lub podczas spaceru po plaży. Jeśli nie mieszkacie nad morzem i nie wyjeżdżacie często na wakacje to tak naprawdę bikini przydaje się tylko przez kilka dni w roku. Krótko? Raczej tak. Mimo to strój na plażę trzeba mieć. Warto więc wybrać model uniwersalny, który za 2-3 lata nadal będzie modny, a przynajmniej do zaakceptowania:) Specjalnie dla Was wybrałam kilka tanich modeli, które mogą posłużyć na dłuższy czas. Zaciekawione?


  Na początku zaznaczam, że jest to mój subiektywny wybór. Nie jestem specjalistką od mody plażowej, ale lata obserwacji nie poszły na marne:) Zanim przejdziemy do wyboru stroju kąpielowego odpowiedniego do figury, ustalmy, czego pod żadnym pozorem nie powinna kupować kobieta, gdy ma ograniczony budżet i nie może sobie pozwolić na kilka takich kompletów. A więc drogie panie, nie kupujmy tego co jest... modne. A to dlatego, że moda przemija i trwa zaledwie jeden sezon. Czyli to w czym w te wakacje czujemy się świetnie i nowocześnie, w przyszłym roku nie będzie się nam tak bardzo podobało. Serio! Przykład? Słynne neonowe bikini od Agent Provocateur. Co prawda jest bardzo ładne, ale dość sezonowe. Oryginał miała na sobie niemal każda celebrytka, a mniej lub bardziej udany prototyp co trzecia dziewczyna na plaży. A teraz? Prawie nikt. Nie mówię, że kupowanie modnych ubrań i dodatków jest złe. Po prostu jest dość mało ekonomiczne, a myśl przewodnia bloga to jak żyć na poziomie, ale oszczędnie



Czyli co wybrać?


  Zawsze sprawdzi się kostium w jednolitym kolorze. Może być dowolny, ale warto zastanowić się nad czarnym. To trochę tak jak z małą czarną - zawsze modna i ponadczasowa. Ciekawym rozwiązaniem jest też żółty, gdyż podkreśli opaleniznę nawet, gdy jej nie mamy:) Mi podoba się również w odcieniu chabrowym. Drugim rozwiązaniem są orientalne wzory. Od kilku lat cieszą się dużą popularnością i nic nie wskazuje na to, że to się zmieni. A moda na bikini z komiksem, haftowane, w retro kropki - pewnie za kilka sezonów wróci. Chcesz czekać?:)

http://www.oysho.com/pl/beachwear/bikini/d%C3%B3%C5%82/klasyczne-figi-od-bikini-z-plisami-c1010129518p6902293.html?typeCategory=0
                                                                  Kostium OYSHO (z wyprzedaży) - góra 79,90 PLN, dół 39.90 PLN

http://www.oysho.com/pl/beachwear/bikini/d%C3%B3%C5%82/klasyczne-figi-od-bikini-w-turkusowy-wz%C3%B3r-paisley-c1010129518p100516501.html?typeCategory=0
                                                         Kostium OYSHO (z wyprzedaży) - góra 79,90 PLN, dół 49.90 PLN

  Skoro wybór koloru mamy już za sobą przejdźmy do trudniejszej kwestii - fason. Na plaży niewiele można ukryć. Fałdka, cellulit, blizna, przebarwienie - będzie widać niemal wszystko:) Niestety! Na pocieszenie dodam, że na plaży naprawdę mało kto i tak to zauważa. Zresztą nawet supermodelki nie wyglądają dobrze w każdym kostiumie. Zasada jest jedna - jeżeli sama o czymś nie powiesz, to prawdopodobnie zostanie to niezauważone. Magia plaży?:) Może dlatego, że skoro jesteśmy tam bardziej rozebrani niż ubrani, golizna w takim miejscu nie robi większego wrażenia. Mimo to warto wiedzieć, że drobne mankamenty można ukryć. No to zaczynamy:P

  Monokini. Pamiętam jak byłam dzieckiem i wręcz marzyłam o takim kostiumie. Zauważyłam go chyba w jakimś teledysku (może filmie?), gdzie piękna modelka z burzą lśniących włosów, dużymi kolczykami, bransoletkami i butami na wysokich obcasach paradowała dookoła basenu. W teledysku super, tylko czy widzieliście kiedyś taki outfit na żywo? Właśnie:) Świetnie sprawdziłby się na imprezie przy basenie, np. w modnym klubie Rehab Beach Club w Las Vegas. Monokini jest bardzo efektowne i odpowiednie gdy chcemy ukryć jakieś przebarwienie w rejonach pępka. Ładnie jednak wygląda na płaskim, umięśnionym brzuchu. Jeżeli nie możesz się takim pochwalić może lepiej zrezygnuj z tego kroju. Po prostu materiał w newralgicznych miejscach nie będzie przylegał jak należy. Dodatkowo nierówno się w nim można opalić (pasek na brzuchu zostanie blady). 


www.oysho.com/pl/beachwear/bikini/d%C3%B3%C5%82/klasyczne-figi-od-bikini-w-turkusowy-wz%C3%B3r-paisley-c1010129518p100516501.html?typeCategory=0

                                                              Monokini  Calzedonia (z wyprzedaży) - 154,95 PLN

  Kostium jednoczęściowy. Ta moda wraca! W tym sezonie to trafny wybór. Sprawdzi się, jeżeli zimą masz zamiar uczęszczać na basen. Kostium jednoczęściowy jest stworzony, aby w nim pływać. Zrezygnuj jednak z mocno wyciętych boków w okolicach pachwin. Teoretycznie ma to za zadanie wydłużyć nogi - praktycznie sprawia wrażenie, że ktoś założył przymałe wdzianko. Plusy jednoczęściowego kostiumu - ładnie trzyma brzuch (nie trzeba mieć sześciopaka;)), dość dużo zakrywa (opcja dla nieśmiałych), pasuje do każdej sylwetki, odpowiedni też zimą na basenie. Minusy - ciężko w nim opalić brzuch, trudności w korzystaniu z toalety;) (aścicielki kombinezonów zrozumieją:)).

https://www.gatta.pl/pl/stroj-kapielowy-jednoczesciowy-toscania-s803m.html
                                                        Kostium jednoczęściowy Gatta (z wyprzedaży) - 137,13 PLN

  Przejdźmy teraz do bikini i dolnych jego partii. Wybór góry bikini nie powinien stanowić dla nikogo problemu. Ale dół - festiwal krojów! Jeżeli chodzi o górę to polecam patent multiway, czyli ramiączka wiązane na kilka sposobów. Gwarantuję, że ułatwia to pływanie, opalanie i noszenie pod ubraniem.Według mnie złym pomysłem jest jedynie nieusztywniana góra typu bandeau. Mało kto wygląda w tym korzystnie.


                                                   Góra od bikini OYSHO typu multiway (z wyprzedaży) - 79,90 PLN

Bokserki - wybór trafny, jeśli naszym problemem jest cellulit lub rozstępy. Bokserki dużo zakrywają i ładnie modelują okolice bioder. Niestety optycznie skracają nogi.
https://www.gatta.pl/pl/stroj-kapielowy-roma-szorty-s970gr2-m.html
 

                                                               Szorty kąpielowe  Gatta (z wyprzedaży) - 45,43 PLN

Hipsterki - Dla mnie to fajna alternatywa dla bokserek. Hipsterki również sporo zakrywają, ale nie mają nogawek, więc nie skracają nóg. Posiadają za to zabudowane boki. 
http://www.oysho.com/pl/beachwear/bikini/d%C3%B3%C5%82/figi-hipster-z-czerwonym-nadrukiem-c1010129518p6902750.html?typeCategory=0
                                        Figi kąpielowe hipster OYSHO  (z wyprzedaży) - 29,90 PLN

  Brazyliany - Wybór dla odważnych i bardzo zgrabnych kobiet. Brazyliany to coś pomiędzy figami a stringami. Wyglądają dobrze wyłącznie wtedy, gdy ich rozmiar dobrany jest perfekcyjnie. Za duże będą nieestetcznie wisiały, a materiał zroluje się na pupie. A za małe - no cóż... wtedy nawet u bardzo szczupłej kobiety zrobią się fałdki, boczki i innego rodzaju defekty. Jak sama nazwa wskazuje - krój idealny dla właścicielek figury jak u tancerki samby.

http://www.oysho.com/pl/beachwear/bikini/d%C3%B3%C5%82/figi-brazylijskie-od-bikini-z-wi%C4%85zaniami-c1010129518p6902204.html?typeCategory=0
                                     Figi kąpielowe brazylijskie OYSHO  (z wyprzedaży) - 39,90 PLN

  Z cienkimi paseczkami - Fajny wybór dla kobiet, które chcą ukryć szerokie biodra. Cienkie paseczki po bokach optycznie wyszczuplają. Jest jedna zasada - nie mogą się wpijać w ciało. 

                                   Figi kąpielowe brazylijskie Calzedonia  (z wyprzedaży) - 47,45 PLN

  

  To jak, kostium wybrany? Jeżeli nadal się wahasz to pamiętaj - najważniejsze jest dobre samopoczucie. Wybierz taki, który ma właściwy rozmiar i w którym czujesz się piękna. W końcu to my nosimy bikini, a nie bikini nas:)

piątek, 8 lipca 2016

Ideal guest



  Lato to sezon ślubów i wesel. Teraz, gdy prawo pozwala na zorganizowanie ceremonii w niemal każdej lokalizacji, można wyprawić naprawdę wyjątkowe przyjęcie. Zostawmy jednak planowanie wesela i zajmijmy się bardziej przyziemną sprawą, która spędza sen z powiek wielu kobiet. Dostałam zaproszenie na ślub i … Nie wiem w co się ubrać? Jeżeli odpowiedź na pytanie jest twierdząca – ten wpis jest właśnie dla ciebie!


  Nie ma co ukrywać – ślub to wydatek nie tylko dla młodej pary. Koszty możemy trochę ograniczyć, wybierając elegancką, ale tanią kreację. Specjalnie dla was wybrałam w sieciówkach odpowiednie sukienki do 200 PLN! Z pomocą przyszły mi letnie wyprzedaże. Co prawda wiele sklepów internetowych ma ciekawą ofertę, ale jeżeli masz ograniczony czas lepiej nie ryzykować. Niejednokrotnie przekonałam się, że tabela rozmiarów nie jest wiążąca;) Jest jeszcze kwestia koloru – nie zawsze pokrywa się z tym co widzimy na zdjęciu. W sklepie stacjonarnym takie problemy nas omijają. Od razu można przymierzyć i ocenić wygląd kreacji.


  Wesele to miejsce modowych wpadek. Łatwo jednak ograniczyć ryzyko do minimum, stosując się do kilku zasad. Dzięki temu elegancką i niedrogą sukienkę znajdziecie w pobliskim centrum handlowym. Serio! Sukienka weselna może mieć praktycznie każdy krój i kolor. Odkryte ramiona już nikogo nie szokują (bardzo często suknię o takim kroju wybiera sama panna młoda), ale nieodpowiednia długość już tak. Jako gość idealny powinnyśmy wybrać kreację w której możemy wygodnie siedzieć, chodzić i tańczyć nie martwiąc się przy tym, że ktoś podejrzy naszą bieliznę;)  Moim zdaniem unikać należy też zbyt infantylnych krojów. Piękna kreacja z tiulową spódniczką będzie słodko wyglądała na dziewczynce lat 12, ale na dorosłej kobiecie niekoniecznie. Co prawda wiele sklepów oferuje tego rodzaju weselne sukienki, ale ostrożnie – to nie jest impreza na której mamy spełniać dziecięce marzenie o zostaniu baletnicą czy księżniczką;) Nie musimy też od razu wciskać się w ascetyczną jednokolorową sukienkę-tubę. Zasada im prościej tym lepiej zawsze się sprawdza, ale wesele to też czas zabawy i radości. Można eksperymentować z fakturami i kolorami. Trzeba jedynie wiedzieć, gdzie jest granica, której przekraczać nie należy.


Kolory zakazane?

  Dawniej utarło się, że kolor biały i jego pochodne są zarezerwowane dla panny młodej. Oczywiście najważniejsza panna tego wieczoru, najczęściej wybiera śnieżnobiałą suknię lub taką w kolorze ecru. Nie znaczy to jednak, że jako gość musisz całkowicie zrezygnować z bieli. Coraz częściej organizowane są tzw. white wedding, gdzie goście są wręcz proszeni o przywdzianie kreacji w wiadomym kolorze. Moim zdaniem wygląda to bardzo ładnie, szczególnie na zdjęciach. Na „zwykłym” weselu biel u gości również prezentuje się odpowiednio. Nie martw się, panna młoda na pewno będzie się wyróżniać i nie ma możliwości, że ktoś z obecnych pomyli cię z gwiazdą wieczoru. W ogóle można nie wiedzieć na czyj ślub się przyszło?:P O ile nie założysz na głowę welonu, sukienka w białym kolorze będzie dobrym wyborem, zwłaszcza, gdy masz już letnią opaleniznę. Słyszałam co prawda, ze takie sukienki to foux pas, gdyż robią konkurencję kreacji młodej. Osobiście uważam, że gdyby jakaś kobieta chciała na siłę odwrócić uwagę od gwiazd wieczoru (czego nie polecam), skuteczniej zrobiłaby to w krwistoczerwonej sukni z wycięciem na placach. Przykładowo takiej, jaką w kolekcji miał Valentino;)


źródło: pinterest


A tu śliczne sukienki w odcieniach bieli. Nie bójmy się jasnych kolorów:



 Źródło: Mango, New Look, New Look, New Look, Mohito, Mango



  Podobne kontrowersje dotyczą czarnych kreacji. Mała czarna (ale nie za krótka), jest zawsze na miejscu. Czerń do wręcz synonim elegancji. Czemu więc rezygnować z niej na tak odświętnej uroczystości? Ja nie widzę podstaw!






 Żródło: New Look, Mohito, Zara, Orsay, Orsay, Promod


  Jeżeli nadal masz obawy co do bieli i czerni, w grę wchodzą zupełnie bezpieczne kolory. Sukienki w odcieniach pudrowego różu, beżu, błękitu i granatu są w tym sezonie bardzo modne. Radosne, pastelowe kolory idealnie wpisują się w klimat wesel. Moje propozycje:


Źródło: Mohito, Orsay, Mango, Orsay, Mohito, Mohito



  W weselnej kreacji najważniejszy jest krój. Z uwagi na rangę zdarzenia, jak już wspominałam, lepiej zrezygnować z ultrakrótkich mini i głębokich dekoltów. Nie jestem też zwolenniczką długich kreacji – niewygodnie w nich tańczyć. Najbardziej odpowiednia jest długość między tuż przed kolanem, a połową łydki. Wybrałam jednak też sukienki dla amatorek długości maxi:




Źródło: Mango,Mango,Mango, Mohito, Mango, Mango


  Muszę przyznać, że długie suknie efektownie prezentują się na zdjęciach. Więc może, gdy na weselu nie będę planowała dużo się ruszać, kto wie:) Dodatkowo  długość maxi podkreśla odświętny charakter wydarzenia. 

  Wybrane sukienki w większości pochodzą z wyprzedaży. Dlatego radziłabym nie zwlekać z zakupami, jeżeli któraś przypadła ci do gustu. Pamiętajmy też, że warto kupić taką sukienkę, którą można też założyć na inne okazje. W końcu za kilka tygodni będziesz częściej wspominać to jak się tego wieczoru bawiłaś niż co na sobie miałaś. 


Mam nadzieję, że choć troszkę ułatwiłam ci wybór ślubnej kreacji.

środa, 8 czerwca 2016

Short story about the shorts!



  Szorty to mój niezastąpiony element garderoby na lato. Chyba jedynym miejscem, do którego nie poszłabym w szortach, jest praca. Chociaż i tu są wyjątki. W sklepach pojawiają się tzw. eleganckie krótkie spodenki. Są wykonane z grubszego materiału, mają wyższy stan i ciut dłuższe nogawki. W tym wpisie skupię się jednak na klasycznych dżinsowych spodenkach. Chyba każda dziewczyna ma w swojej szafie choć jedną taką parę! Nic dziwnego. Dżinsowe szorty są bardzo przydatne podczas letniego wyjazdu, na plażę czy rower. Z efektownymi dodatkami i górą fajnie będą się prezentować na randce czy letniej imprezie. Dżinsowe szorty są wielozadaniowe i za to je uwielbiamy. Dlaczego więc ich nie spersonalizować?




  Prezentowane szorty kupiłam kilka lat temu w Stradivariusie. Nie pamiętam dokładnej ceny, ale na pewno niebyła wyższa niż 25 PLN:) Wtedy widoczne na nich wytarcia bardzo mi się podobały. Teraz już mniej. Zmienia się moda, zmienia się i dżins. Jakiś czas temu zamarzyły mi się szorty w kolorze jasnego dżinsu. Poza tym jednolity kolor optycznie wyszczupla;) W sieciówkach jest ich pełno, ale żeby od razu wydawać niemal 100 PLN na spodenki do jazdy rowerem? Miałam dwa wyjścia - zaczekać do wyprzedaży (czyli w moim przypadku do końca lipca) lub wykorzystać stary ciuch. Wybrałam opcję numer 2! Rozjaśnianie dżinsu jest na szczęście bardzo proste. Wystarczą w zasadzie 3 rzeczy: ciuch do rozjaśniania, miska i wybielacz. Kupiłam ACE za 3,20 PLN w osiedlowym sklepie. Niecałe 4 PLN na nowe spodenki to naprawdę niedużo. 



Zanim przystąpiłam do dzieła, przeczytałam kilka poradników na ten temat, co było zupełnie niepotrzebne. Dlaczego? Otóż powiem tak – większość informacji dostępnych w sieci może jedynie zniechęcić. Poniżej przedstawię Wam subiektywną listę mitów na temat wybielania dżinsu. Jednak ostrzegam – wyraz „subiektywną” ma tu duże znaczenie.


    1. Wybielacz ma bardzo drażniący zapach i lepiej nie używać go w mieszkaniu.


Pewnie są różne wybielacze, w tym takie o bardzo intensywnym i nieprzyjemnym zapachu. Ten używany przeze mnie natężeniem przykrego zapachu przypominał farbę do włosów. Jeżeli farbujesz włosy i nie dusisz się podczas tej czynności – wybielacz nie będzie Ci straszny:) Zawsze lepiej jednak uchylić okno. 


2. Wybielacz może zniszczyć tkaninę.


Może. Ale dżins nie tak łatwo zniszczyć. Jedyne,co może się stać, to nierównelub zbyt intensywne zejście koloru. Wybielacz w żadnym wypadkunie wypali dziury w ubraniu, a takie opinie też słyszałam. Tkanina będzie trochę osłabiona i może się zacząć drzeć po 40 praniu, ale mniej więcej tak jest z każdym ciuchem. No cóż, to tylko materiał i zużywa się, jak wszystko inne.

3. Trzeba bezwzględnie stosować rękawiczki.


Trzeba. Chyba, że chcesz mieć przez kilka dni nieprzyjemnie ściągnięta i suchą skórę dłoni.

4. Wybielanie dżinsu zajmuje dużo czasu.


Wybielenie krótkich spodenek zajęło mi niecałą godzinę. Razem z przygotowaniami i płukaniem. Także nie jest chyba tak źle. 



  Wybielacz nie jest taki straszny i naprawdę nie ma się czego obawiać. Jeżeli jednak używasz go po raz pierwszy (jak ja), warto wykorzystać jakiś stary ciuch. Nie zaryzykowałabym z najnowszą parą szortów z Hollistera, przykładowo taką, jak w poprzednim poście. Gdyby nie wyszło, byłoby żal. Wróćmy jednak do moich szortów. Włożyłam je do małej miski i zalałam połową zawartości wybielacza, po czym dodałam letniej wody. Mniej więcej do połowy wysokości. Następnie wyszłam z łazienki i wróciłam po 15 minutach. Kolor spodenek niewiele wtedy różnił się od stanu początkowego. Przekręciłam spodenki na druga stronę (używając foliowych rękawiczek!) i zniknęłam na następne 20 minut. Byłam przekonana, że skoro wybielacz działa tak wolno, to nic się nie wydarzy. Jednak po powrocie do łazienki czekała mnie niespodzianka. 



 Szorty były już bardzo jasne! Szybko wyciągnęłam je z miski i wypłukałam w czystej wodzie. Teraz pozostało już tylko poczekać, aż wyschną. 



Efekt jak dla mnie jest zadowalający. Prawie takiego oczekiwałam. No, może poza tym rozjaśnieniem z przodu, ale i na to przymknę oko. Dzięki temu mam stare-nowe szorty do jazdy rowerem:)





Tył przed wybielaniem

Poniżej wstawiam zbliżenia. Zaznaczam, że na żywo wyglądają znacznie lepiej! Serio, musicie uwierzyć na słowo:)

przed


 i po



Jeżeli chcemy jeszcze bardziej spersonalizować ciuch, możemy użyć do tego dżetów. W sieci dostaniemy zestaw kaletniczy za ok. 30 PLN. Jego obsługa nie jest skomplikowana. To również tani i prosty sposób na odświeżenie dżinsów.



Mam nadzieję, że choć trochę przekonałam Was do wybielacza i DIY.